Wejście do świata duchowego

Świat duchowy – nasze przeznaczenie

Image_22

O czym warto wiedzieć przed wejściem do świata duchowego?

Co się z nami będzie dziać w momencie śmierci?

Jak odczujemy własną śmierć?

Co nastąpi po śmierci fizycznej?

 

Uświadomienie sobie faktu nieuchronności śmierci fizycznej, zrozumienie, że to nie jest żaden koniec naszego życia oraz nastawienie się na przyszłe wieczne życie duchowe, pociągają za sobą kolejne pytanie: gdzie właściwie będziemy żyć wiecznie? Każdy wie, że nie tu, w naszej fizycznej rzeczywistości. Musi przecież istnieć jakieś miejsce do życia duchowego dla ludzi. Jeśli jest nim świat duchowy, to dlaczego jest on taki niedostępny i tajemniczy? W jaki sposób uwzględniać w naszym codziennym życiu to drugie wieczne istnienie? Powyższe pytania kierują nasze zainteresowanie w strefę wiary w coś, czego nie widać i co trudno udowodnić. Przy okazji pojawia się też pytanie o obecność tam niewidzialnego Boga i o nasze spotkanie z Nim. Jak na nie wszystkie znaleźć właściwą odpowiedź?

 

Takich pytań zadajemy sobie wiele, choć najczęściej dopiero w starszym wieku lub w niebezpieczeństwie utraty życia fizycznego. Dotyczy to też osób chorych na nieuleczalne choroby i świadomych faktu, że ich życie się wkrótce skończy.

 

O świecie duchowym jako o miejscu naszego wiecznego przebywania pisałem już w poprzednich rozdziałach. Kierowała mną wówczas myśl, aby przestał on być dla nas aż taki tajemniczy. Chciałbym przez to oswoić jak najwięcej osób z jego istnieniem i koniecznością uznania go za nasz przyszły wieczny dom. To oswojenie powinno mieć nawet szerszy wymiar. Jeżeli mamy w nim spędzić niekończącą się wieczność, to warto przyjąć na stałe, że jest dużo ważniejszy niż te kilkadziesiąt lat przeżytych w świecie fizycznym.

Jednak praktyka życia codziennego wykazuje coś wręcz przeciwnego, co jest w dużym stopniu nielogiczne. Jest to jakby paradoks, że pomimo wiary większości ludzi w istnienie Boga oraz wiedzy o przyszłym życiu wiecznym nie robimy prawie nic, aby go zrozumieć. Trudno się dziwić, skoro nie zajmuje się tym nauka. Słyszymy tylko od różnych teologów o „religijnej” organizacji świata duchowego w formie ponadczasowego nieba, czyśćca i wiecznego piekła, choć prawie nikt nie ma rozeznania, jak to naprawdę tam wygląda. Ogromna większość ludzi nie poświęca w ogóle czasu na zastanawianie się nad istnieniem świata duchowego, nie mówiąc już o przygotowywaniu się do przebywania w nim. Na początku tego tekstu zadałem pytanie, w jaki sposób uwzględniać w naszym codziennym życiu to drugie wieczne istnienie. Chciałbym więc na dalszych stronach tego tekstu spróbować choć w małym stopniu odpowiedzieć na to pytanie.

 

Na razie od tej naszej wiecznej przyszłości odgradza nas prawie nieprzenikniona zasłona. Pewne informacje z „tamtej strony” są traktowane jako niewiarygodne lub co najmniej niepewne. Członkowie głównych wyznań religijnych odgradzają się od tej wiedzy dogmatami lub opowieściami biblijnymi, traktując liczne świadectwa o zjawiskach pochodzących stamtąd na równi z sennymi wizjami lub halucynacjami. Bardziej czekają na wspaniałą niespodziankę, którą przygotował Stwórca dla tych, którzy posłusznie wykonują zalecenia różnych wyznań. Za to tych nieżyjących uczciwie przeznaczają do wiecznego życia w piekle. Takie myślenie odziedziczyli po odległych czasach starożytności czy średniowiecza i to im wystarcza. Ja jednak stale próbuję opisać nasze przyszłe życie, abyśmy nie błądzili po omacku zarówno teraz jak i w przyszłym życiu.

 

Ogólny wniosek z zamieszczonych w tym opracowaniu tekstów polega na stwierdzeniu, że ziemskie życie jest materiałem na naszą wieczność i watro zadbać o to, aby był to materiał wystarczający na całą przyszłą wieczność. Oczywiście fizyczna śmierć kończy te przygotowania. Ten moment jest dla nas też swoistym sądem ostatecznym, do którego warto się przygotować.

 

Prawie wszystkich ludzi dotyka strach przed śmiercią i ten strach bywa często paraliżujący. Szczęśliwi ci, którzy mają możliwość spokojnie zastanowić się nad swoim życiem, będąc jeszcze w pełni władz umysłowych. Ja w swoim opracowaniu chcę uświadomić każdemu fakt, że śmierć jest sytuacją, którą koniecznie trzeba zrozumieć za życia. Pragnę również wyjaśnić, kiedy jej się bać, a kiedy nie. Tak jak każdy z nas jest inny, tak i przejście do świata duchowego przebiega u każdego z nas w inny sposób, nawet jeśli ta śmierć z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego wygląda podobnie. Dość istotny w naszej sytuacji jest fakt, że nie żyjemy obecnie w świecie pierwotnie przewidzianym przez Stwórcę, a więc i nasze przejście do świata duchowego nie ma nic wspólnego z pierwotnymi założeniami Ojca Niebieskiego. Po prostu żyjemy w piekle i nie mamy pojęcia o prawdziwym, zaplanowanym przez Stwórcę, przechodzeniu do Królestwa Niebieskiego w świecie duchowym, popularnie zwanym niebem. Warto więc zastanowić się nad takim ułożeniem swojego życia, aby być dobrze przygotowanym na ten ważny moment.

 

Jeżeli żyje się w piekle, to oczywistym wnioskiem jest pragnienie ucieczki z niego. Praktycznie nie da się tego zrobić bez utraty życia fizycznego. Również nie wystarczy „ucieczka” w ciekawe podróże, czy też w marzenia o szczęściu i miłości, a nawet w modlitwę. To są tylko półśrodki, ale ponieważ ludzkość nigdy nie zaznała życia w idealnym świecie, to takie „półśrodki” mogą nam trochę pomóc. Doświadczyłem tego sam na sobie.

Gdy jednak czujemy, że nasze życie dobiega końca, warto pozostawić półśrodki i zrobić porządek ze swoimi problemami.

 

Wiele razy zadawałem sobie pytanie, czy jestem już przygotowany na śmierć i czy jeszcze muszę coś robić w tej sprawie.

 

Nie ma wątpliwości, że problemy, jakie mamy za życia fizycznego, mogą nas obciążać w świecie duchowym. Co prawda większość naszych codziennych zmartwień nie będzie miała żadnego znaczenia w świecie duchowym. Tymczasem chęć lepszego życia czy bogactwa potrafi nam całkowicie przesłonić właściwą drogę życia. Przez wysiłki, niemające nic wspólnego z naszym przyszłym życiem w świecie duchowym, tracimy często z oczu prawdziwy sens naszego życia.

 

Najlepiej wejść do świata duchowego całkowicie uwolnionym od zobowiązań w świecie fizycznym. Dobrze jest ponaprawiać wszystkie krzywdy wyrządzone innym ludziom, spłacić wszystkie długi, te materialne i te moralne, a także przeprosić tych, którzy z naszego powodu czują do nas jakikolwiek żal. Warto zrobić bardzo głęboki rachunek sumienia, poszperać w pamięci w poszukiwaniu nawet najdrobniejszych krzywd, które komukolwiek wyrządziliśmy i serdecznie przeprosić tych, którzy się na nas gniewają lub mają do nas jakieś zadawnione pretensje. Czasami takie przeprosiny są technicznie niemożliwe i wtedy możemy uzyskać pewne przebaczanie poprzez normalną spowiedź wobec księdza w konfesjonale. Tak czy inaczej, uważam, że głównym zadaniem człowieka przed pójściem do świata duchowego jest zostawienie po sobie tylko samego dobra.

 

Śmierć kojarzy się nam ze smutkiem, a czasem nawet z tragedią. Odchodzą od nas nasi najbliżsi, których kochaliśmy, bez których trudno nam dalej żyć. Czasem musi upłynąć wiele lat, zanim zdołamy przystosować się do nowej sytuacji, w której nie ma przy nas bliskiej osoby. Czujemy, że odeszła ona na zawsze, że już nigdy nie powróci i że nigdy już ją nie zobaczymy. Z czasem, choć tego bardzo nie chcemy, powoli zapominamy o tych, którzy odeszli do świata duchowego. To wszystko jest bardzo smutne, ale dotyczy tylko sytuacji wytworzonej w naszym upadłym świecie. W pierwotnych planach Stwórcy było zupełnie inaczej. W oparciu o to, co pisałem w poprzednich rozdziałach, łatwo sobie wyobrazić radość i szczęście w życiu wspólnoty ludzkiej z powodu wejścia kogoś do wieczności w świecie duchowym. To jednak pozostaje wciąż w sferze naszych marzeń.

 

Chciałbym tutaj wtrącić moje niezależne przemyślenie, którego nie jestem do końca pewien. Chodzi o to, że w idealnym świecie będziemy mogli decydować o momencie naszego przejścia do świata duchowego. Mogłoby to następować po zapewnieniu Ojca Niebieskiego, że już zakończyliśmy wszelkie sprawy ziemskie i że odczuwamy Jego akceptację dla naszego poziomu dojrzałości do życia w świecie duchowym. Wciąż jednak zastanawiam się, jak miałoby to wyglądać w praktyce i czy taka inicjatywa z naszej strony byłaby zgodna z Jego punktem widzenia.

 

Teraz warto wyjaśnić pewne zjawiska związane z procesem przechodzenia ze świata fizycznego do świata duchowego. Wielu ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną, twierdzi, że ujrzeli wówczas długi tunel i że ogarnęła ich niezwykła światłość. Twierdzą też, że rozmawiali ze świetlistą postacią, słyszeli głosy, czy też oglądali piękny, kolorowy świat. Chyba powinno się używać cudzysłowu pisząc słowo „widzieli”, „słyszeli” lub „rozmawiali”. Nasza wyobraźnia została ukształtowana w świecie fizycznym. Opisujemy swoje wrażenia językiem pojęć fizycznych. Tymczasem świat duchowy powinien być opisywany „językiem duchowym”, w którym nie znamy odpowiednich sformułowań dla przedstawienia rzeczywistości duchowej. Dlatego musimy sobie tłumaczyć opis tych wrażeń na język pojęć fizycznych. W świecie duchowym nie ma materialnych tuneli, ponieważ nie istnieje tam nic fizycznego. Zjawisko przejścia między tymi dwoma światami postrzegamy jako korytarz czy tunel, gdyż tak nam to tłumaczy mózg, gdy próbujemy o tym opowiedzieć. Widzimy go, choć nie istnieje on w rzeczywistości fizycznej. To samo dotyczy światła lub kolorów, które znamy ze świata fizycznego. Nasza osoba duchowa, przeżywająca wejście do świata duchowego, nie ma oczu, uszu ani czucia fizycznego. Nie może więc niczego widzieć, słyszeć ani odczuwać dotykiem. Jednak staramy się jakoś opisywać zjawiska duchowe, stąd posługujemy się pojęciami związanymi ze światem fizycznym. Niestety w świecie poza czasem i przestrzenią działają inne reguły niż w naszym świecie. Są to jednak konkretne prawa i zasady, z których część opisuję w niniejszym opracowaniu. Składają się one na pojęcie essenceizmu, o którym wzmiankowałem na samym początku.

 

Warto się też zastanowić nad tym, jak będzie wyglądało nasze „codzienne” życie w świecie duchowym. Użyłem cudzysłowu w słowie „codzienne”, gdyż nie funkcjonuje tam pojęcie dnia i nocy, a przemijania czasu nie odczuwa się w sposób „ziemski”.

 

Dotychczas nasza wyobraźnia, dotycząca przyszłego życia wiecznego, sugerowała nam, że ci dobrzy będą zaznawali niebiańskich rozkoszy, a ci źli będą się smażyli w piekle. Takie postrzeganie życia w świecie duchowym już dawno powinno odejść do lamusa. W miarę możliwości wyjaśnię, jak tylko potrafię, nasze przyszłe przebywanie w tamtej rzeczywistości. Moja wiedza wynika z wieloletnich przemyśleń, z poznania różnych objawień i z analizy licznych koncepcji religijnych.

 

Osobowość człowieka wchodzącego do świata duchowego nie zmienia się specjalnie w porównaniu z osobowością, którą miał w czasie życia na Ziemi. To jest wciąż ten sam człowiek, ten sam charakter, ten sam umysł pamiętający wszystkie ziemskie dokonania. Właśnie tego pragnął dla nas Stwórca, tworząc życie na Ziemi. Chciał bowiem, aby człowiek na zawsze zapamiętał wszystkie szczegóły swojego życia. Dzięki tej pamięci o swoich przeżyciach, o pięknie i bogactwie natury człowiek zachowałby w sobie na wieki obraz Bożego dzieła. Na tej podstawie mógłby tworzyć kolejne scenariusze życia w świecie duchowym. Dzieło Stwórcy w różnych formach towarzyszyłoby mu w nieskończoność w życiu duchowym, a jego szczęście trwałoby wiecznie. Inaczej przeżywanie naszego życia na Ziemi nie miałoby sensu.

 

Aby rozpocząć wyjaśnianie naszej przyszłości w świecie duchowym, posłużę się pewną sytuacją przemawiającą do naszej wyobraźni. Przejście ze świata fizycznego do świata duchowego można sobie wyobrazić jak przedłużenie naszego nocnego snu. Po prostu zasypiamy, ale nie zbudzimy się już nigdy w materialnej rzeczywistości. Nasze sny są najczęściej przeżyciami sytuacji, obrazów i zdarzeń, które doznaliśmy na jawie. Te fakty zarejestrowała nasza osoba duchowa w formie „nagrania” przeznaczonego do dalszego przeżywania w świecie duchowym. Zwykły nocny sen korzysta z tych nagrań w sposób szczątkowy i nieskładny. Tymczasem w świecie duchowym będziemy z tych nagrać korzystać w sposób uporządkowany. Na dodatek będziemy zmieniali swobodnie ich scenariusz tak, aby sprawiało nam to przyjemność. Zresztą robimy to na co dzień w fizycznym życiu w formie naszych marzeń. Stwórca przewidział, że nasze życie w świecie duchowym będzie spełnieniem się naszych marzeń, czyli stanie się okresem wiecznej radości i szczęścia. Niestety realizacja Boskich planów oraz naszych marzeń jest wciąż jeszcze niedostępną przyszłością.

 

Chcąc wiedzieć, jak „tam” będzie, trzeba przede wszystkim zrozumieć, że niebo, piekło, czy w ogóle świat duchowy, to nie jest jakieś miejsce, czy jakaś konkretna przestrzeń. To otwarta, pozbawiona granic sfera, tworząca nieskończoność. Jedyną rzeczywistością w tej sferze są ludzie, a właściwie ich osoby duchowe oraz aniołowie. Świat duchowy jest bowiem „przestrzenią” życia dla istot duchowych. Jego „zawartość” stanowią tylko one. Poza Bogiem, ludźmi i aniołami nie ma tam nikogo innego, a na pewno niczego materialnego. Po prostu obrazy, wizje i zapamiętana treść ze świata fizycznego tkwią w osobowościach tych, którzy mieli przedtem cokolwiek wspólnego ze światem fizycznym.

 

W momencie śmierci fizycznej na zawsze porzucamy trójwymiarowy świat oraz liniowy przepływ czasu, a zaczyna otaczać nas sfera istniejąca poza czasem i przestrzenią. To wielki szok dla każdego człowieka, szczególnie takiego, który nigdy nie myślał o tak zwanym życiu pozagrobowym. Wejście do świata duchowego oznacza początek istnienia całkowicie nowej rzeczywistości, która charakteryzuje się pełną wolnością. Tak miało być w idealnym świecie. Ta wolność jest oczywiście w ramach podległości Prawu Bożemu, ale bynajmniej nie oznacza to jej uszczuplenia. Przeciwnie, jest ona stanem, w którym nie odczuwa się żadnych ograniczeń. Jest tak dlatego, że w świecie stworzonym przez Boga Jego Prawa i Zasady są jakby „wbudowane” w rzeczywistość, to znaczy, że są z nią zintegrowane. W przypadku idealnego świata dotyczy to obu rzeczywistości, fizycznej i duchowej. Nie ma po prostu innej alternatywy. Gdyby pojawiło się zło, to stałoby się ono antyrzeczywistością, która w ogóle nie powinna istnieć. My niestety wiemy, że ta nierzeczywistość przyjęła realne kształty i teraz żyjemy w upadłym świecie, jak w antyświecie, czyli w otchłani poza koncepcją Stwórcy. Możemy się więc znaleźć po śmierci w antysferze duchowej, to znaczy w piekle w świecie duchowym, które jest też rodzajem takiej otchłani. Dlatego powinniśmy sobie zdawać sprawę z tego, jak nasza obecna sytuacja, zdominowana przez zło, negatywnie wpływa na nasze przyszłe życie w świecie duchowym.

 

Wyjaśniałem już w rozdziale o zasadach funkcjonowania świata duchowego, że Bóg po to stworzył bezkresny wszechświat, aby był on na wieczność nieskończoną sferą przeżyć dla Jego dzieci. Co prawda, na obecnym poziomie wiedzy, nasz kontakt z wszechświatem ogranicza się prawie całkowicie do naszej kuli ziemskiej, ale wszechświat stoi przed nami otworem. Na razie nie musimy wyprawiać się w kosmos po nową wiedzę, bo jeszcze nie całkiem poznaliśmy naszą Ziemię, która wciąż urzeka nas nowymi odkryciami. Równocześnie przez tysiące lat, zgromadziliśmy o niej ogromną ilość wiedzy. To, co „nagramy” za życia fizycznego, jest tym materiałem do budowania nowego życiowego scenariusza przeżyć w świecie duchowym. Nie trzeba sobie wyobrażać, że w świecie duchowym będą na nas czekały jakieś niewyobrażalne stwory z kosmosu czy dziwne, sprzeczne z naszą pierwotną naturą przeżycia. Tam wszystko będzie wynikało z przygotowanego przez Stwórcę naturalnego porządku wszechświata, z którym już częściowo zapoznajemy się za życia w naszym świecie. Zatem treść świata fizycznego rejestrujemy cały czas w naszej osobowości i przenosimy ją potem do świata duchowego. Jak możemy to sobie wyobrazić? Jak z tym „bagażem” odczuwamy zetknięcie się z taką nową rzeczywistością?

 

Do świata duchowego wchodzi tylko osoba duchowa człowieka i to ona wnosi tam swoje przeżycia, wytworzone przez osobę fizyczną. Doświadczenia zebrane na Ziemi tworzą w niej jedną całość, jakby znajdowały się w jednym punkcie i w jednym ułamku sekundy. Jest tak dlatego, że tam działają inne prawa niż na Ziemi. Tamten świat jest poza czasem i przestrzenią. Osoba duchowa w tamtej rzeczywistości nie może sama z siebie odczuwać ani przepływu czasu, ani wymiarów przestrzeni. Ma wszystko zintegrowane w sobie. Niby przebywa w jednym punkcie, a równocześnie jest wszędzie obecna. Chcąc to lepiej zrozumieć, trzeba sobie wyobrazić, że wszystkie przeżycia, zdarzenia i obrazy naszego życia zapiszemy na kartkach papieru. Te kartki zostają najpierw ułożone zgodnie z chronologią naszego życia w jeden ciąg, jedna obok drugiej, tak, aby utworzyły linię przeżyć ciągnącą się przez setki kilometrów. Tak obrazujemy przepływ czasu, powiedzmy, kilkudziesięciu lat naszego życia. Wyobraźmy sobie teraz, że zbierzemy ten cały ciąg „kartek” w jedną stertę. Wówczas będziemy mieli w przed sobą całe nasze życie złożone w jednym punkcie i w jednym ułamku sekundy. Powstaje wrażenie, jakby nie upłynął w nim czas, a wszystko dokonało się równocześnie, przeżyte w jednym momencie. Dlatego wówczas „widzimy” całe nasze życie w oka mgnieniu. Tak się właśnie dzieje w momencie opuszczenia świata fizycznego i wejścia do świata poza czasem i przestrzenią.

 

W związku z tym, podczas gdy w naszej rzeczywistości, opisanej przez fizykę „newtonowską”, czas i przestrzeń są koniecznością, to w świecie duchowym są one tylko naszym wyobrażeniem. Bywają jednak ludzie wiary, a nawet naukowcy, którzy twierdzą, że nawet w świecie fizycznym czas jest tylko wytworem naszej wyobraźni. Choć zjawisko zawieszenia upływu czasu jest bardzo rzadkie, to jednak może się ono pojawić, gdyż w trakcie życia mamy współistnienie osoby fizycznej i duchowej. To może mieć miejsce pod wpływem silnego rozkojarzenia naszej osobowości, to znaczy w czasie utraty przytomności, w wyniku odurzenia jakimiś środkami chemicznymi lub na skutek głębokich przeżyć religijnych spowodowanej dominacją osoby duchowej. Istnieją też nieliczni naukowcy, którzy, chcąc przełamać brak powiązania między mechaniką kwantową a ogólną teorią względności, próbują wyeliminować czas, twierdząc, że wynika on tylko z naszej wyobraźni lub pamięci. Potrzebują takiego założenia, ponieważ nie mogą podeprzeć się faktem istnienia świata poza czasem i przestrzenią oraz dokonaniami Stwórcy.

 

Wchodząc do świata duchowego, trzeba wziąć pod uwagę wszystko, co zostało opisane powyżej. Będziemy bowiem mieli w sobie całe „nagranie” naszego życia. Będziemy je mogli sobie „obejrzeć” w każdej chwili oraz ocenić, czyli dokonać nad nim „sądu ostatecznego”. Poniżej zostanie to wyjaśniane jeszcze dokładniej.

 

Obecnie, w większości przypadków, podstawową formą obecności w świecie duchowym jest rodzaj „uczestnictwa” przebywających tam osób duchowych w życiu osób fizycznych na Ziemi. Tak jest, bo cała ludzkość jak gdyby nie dokończyła swojego rozwoju i potrzebuje dojścia do doskonałości osobistej. Poziom tego uczestnictwa zależy oczywiście od stopnia duchowego wzrostu naszej osobowości wypracowanego w czasie życia ziemskiego. Chodzi też o stopień uwolnienia się od swoich problemów związanych z „poprzednim” życiem w świecie fizycznym, umożliwiający lub nie realizację nowego odcinka życia w świecie duchowym. Ci najbardziej świadomi sytuacji na Ziemi odczuwają tam ogromną potrzebę działania na rzecz zbawienia świata. Niestety im bardziej człowieka obciążają poprzednie ziemskie problemy, tym mniej uwagi może on skupić na uczestnictwie w tym zbawianiu. Na przykład dla osób duchowych, przebywających w raju doprowadzenie do zbawienia ludzkości jest jedynym celem ich „codziennej” aktywności. Stało się to za sprawą odkupicielskiego dzieła Jezusa, który w pełni uwolnił te osoby od obciążeń poprzedniego okresu życia. Niestety w „niższych” strefach świata duchowego ta aktywność na rzecz zabawienia świata jest mniej lub więcej hamowana i zagłuszana przez problemy osobiste wynikłe z błędów popełnionych za życia ziemskiego. Zgodnie z tym, co pisałem w poprzednich częściach niniejszego opracowania, wspomniane problemy mogą czasami wyeliminować danego człowieka z procesu naprawy świata. Co więcej, mogą nawet uczynić go narzędziem do szkodzenia temu procesowi, jeśli dostanie się on pod wpływ świata duchowego podległego Szatanowi.

 

Na nasze przyszłe życie duchowe negatywny wpływ ma wszelkie działanie wywołujące krzywdę u innych ludzi, niszczenie i degeneracja miłości czy też odbieranie życia innym ludziom. Biblijne dziesięcioro przykazań jest pewnym opisem wartości, których niestosowanie w najbardziej szkodliwy sposób obciąża konto człowieka. Chodzi tu przede wszystkim o kwestię, aby nie sprzyjać systemowi życia sprzecznemu z koncepcją Boga. Bowiem łamanie dobrych, pochodzących od Boga standardów moralnych sprzyja „szatańskiej” koncepcji świata. Szanowanie (czytaj kochanie) rodziców i wszystkich innych ludzi, którzy są przecież dziećmi Boga, niezabijanie, niekradzenie, niecudzołożenie i niestawianie siebie w pozycji Boga wskazuje jasno, że te przykazania wyczerpują większość negatywnych zjawisk niszczących osobowość każdego człowieka.

 

Przed wejściem do świata duchowego warto również poznać jak najwięcej różnych koncepcji i teorii o rzeczywistości duchowej, otaczających nas zjawisk, a także różne punkty widzenia na zasady działania świata duchowego.

Źle jest, jeżeli człowiek trzyma się kurczowo „jedynej słusznej” koncepcji i jest przekonany, że poznał absolutną prawdę o wszystkich zjawiskach duchowych. Jeżeli z takimi poglądami człowiek wejdzie do świata duchowego i wówczas okaże się, że są one błędne, to może przeżywać ogromne rozczarowanie i ból paraliżujący jego życie w świecie duchowym. Zdarza się, co prawda rzadko, że zawód z odkrycia nieprawdziwości wyznawanych poglądów i związany z tym stres jest tak ogromny, że taka osoba nie rozumie, co się z nią dzieje oraz że już fizycznie umarła.

 

Jak się zatem oswoić ze zjawiskiem przejścia do świata duchowego?

 

Wejście do świata duchowego jest zawsze mniejszym lub większym szokiem, co zależy od stopnia osobistego przygotowania się do niego w czasie trwania życia ziemskiego. Najgorzej mają ludzie, którzy nie wierzyli w świat duchowy, czy po prostu nie wiedzieli o jego istnieniu. Te osoby muszą przejść długi okres adaptacyjny, choć oczywiście nie jest to wymierne w czasie, bo w tym nowym świecie nie ma pojęcia przemijania czasu.

 

Ci, którzy przyjęli nauki religijne różnych wyznań, mogą łagodniej odczuć opuszczenie świata fizycznego, a poziom szoku nie musi być u nich zbyt duży. Większość religii stara się bowiem przygotowywać swoich wyznawców na tę ostateczną chwilę. Skoro nie bardzo wiem, w jaki sposób te nauki pomagają im w przyszłym życiu, to chciałbym chociaż dodać kilka moich rad dla tych, którzy potrzebują więcej wiedzy w tym względzie. Najczęściej potrzeba nam po prostu oswojenia się z tą nową sytuacją oraz zaakceptowania faktu przejścia do świata duchowego jako dalszej części naszego życia. Moje poniższe wyjaśnienia wynikają logicznie z tematów poruszanych poprzednio, ale tutaj przypomnę je jeszcze raz.

 

Całe nasze życie to materiał w formie „nagrania”, który wnosimy ze sobą do świata duchowego po śmierci fizycznej. Od tego momentu nie da się już nic cofnąć ani niczemu zaprzeczyć w naszych przeżyciach. Wchodząc do świata duchowego, natychmiast zdobywamy właściwy punkt widzenia na nasze poprzednie życie i rozpoczyna się nasz prywatny „sąd ostateczny”. Widzimy wówczas jasno całe swoje życie i rozumiemy od razu, co jest materiałem właściwym do życia wiecznego. Równocześnie zdamy sobie sprawę, co było materiałem bezwartościowym, a przede wszystkim, co stanowiło zło niszczące nasze życie.

 

Piekło osobiste zaczyna się w momencie, gdy człowiek zrozumie, że zmarnował swoje życie i zaczyna żałować większości dokonanych czynów. Wówczas zapragnie naprawić te złe czyny i krzywdy. Gdy jednak zda sobie sprawę, że nie może cofnąć tych zdarzeń, zaczyna coraz bardziej cierpieć. Jeśli nie otrzyma przebaczenia ze strony tych, których skrzywdził, to być może będzie musiał czekać aż do odpuszczenia swoich win przez Zbawiciela. Chcę tu dodatkowo wspomnieć grupę ludzi szczególnie cierpiących, to znaczy tych, którzy popełnili samobójstwo. Poziom duchowego bólu jest u nich ogromny. Dla nich wszystkich jedyną nadzieją jest przyjście Zbawiciela.

 

Właściwie dobre, czyli normalne życie w świecie duchowym zaczyna się wtedy, kiedy dzięki zbawieniu oczyścimy ze zła swój poprzedni żywot i kiedy zaczniemy odtwarzać już „oczyszczone nagranie”. Oznacza to, że przeszliśmy swój osobisty „sąd ostateczny”. Odtwarzamy wtedy właściwe przeżycia, czyli te, które wynikły z koncepcji stwórczej Boga. Możemy sobie nawet stworzyć ulubiony przebieg życia i realizować wszystkie swoje pragnienia wynikające z tego „nagrania”. Na przykład przeżywamy ponownie jakąś wycieczkę, wspaniałe chwile jazdy na nartach czy zdobywanie Mont Everestu. Możemy odtwarzać swobodnie swoje życie, wszelkie chwile radości i uniesienia tyle razy, ile nam się spodoba i modyfikować je w sposób dowolny. Czasami podobne wrażenia przeżywmy w powtarzających się snach lub w próbach ich programowania.

 

Dość często w życiu ziemskim chcemy, aby miłość trwała wiecznie lub aby pewne przeżycia nigdy się nie kończyły. Tymczasem tam, w świecie duchowym, możemy właśnie spełnić te pragnienia. W telegraficznym skrócie, niebo jest spełnianiem się wszystkich naszych najlepszych marzeń przynoszących nam radość i szczęście. Dlatego warto stale pamiętać tę zasadę, że nasze „szczęśliwe nagranie”, dokonane w czasie życia w świecie fizycznym, może nam dać niekończącą się radość i szczęście w czasie całego życia w świecie duchowym. Dobrze jest więc starać się o naprawę naszej obecnej cywilizacji i nawet na małą skalę czynić wysiłki na rzecz jak najszybszego powstania idealnego świata. Jeżeli spróbujemy dokładniej przyjrzeć się wypowiedziom Jezusa Chrystusa zapisane w Ewangeliach, to można w nich znaleźć wiele dobrych rad wspierających takie dążenia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”