Słowa do wierzących

Co szczególnie warto wyjaśnić ludziom wierzącym w Boga?

Image_33

Pragnę wszystkim wyjaśnić, że jako autor opracowania pt. „Dotyk wieczności” i twórca strony internetowej www.istota.net lub www.istota.org, nie należę do żadnego kościoła, nie identyfikuję się z żadną ze znanych w naszym społeczeństwie religii i powadzę własne poszukiwanie odpowiedzi na najważniejsze życiowe pytania nurtujące bardzo wielu ludzi. Robię to po to, aby w sposób niezależny skupić wszystkie swoje wysiłki na lepszym poznaniu prawdy o Bogu i człowieku.

 

Przyznaję, że dawniej, jako członek wspólnoty katolickiej, postępowałem niestosownie wobec ludzi innych wyznań. Uważałem, że wiara kościoła rzymskokatolickiego jest jedyną prawidłową i prawdziwą wiarą w Boga. Tak naprawdę nie rozumiałem, dlaczego ludzie, wiedząc o istnieniu Jezusa Chrystusa oraz wiedząc, że ten Jezus wyznaczył Piotra Apostoła na Swojego następcę, nie uznają autorytetu papieży i nie podporządkowują się nakazom płynącym ze Stolicy Apostolskiej. Byłem tak zacietrzewiony w swoim wąskim widzeniu świata, że czasami traktowałem ludzi wyznających inną religię niż katolicką jako odszczepieńców, a nawet wrogów.

 

Dopiero po latach doświadczeń zrozumiałem, że Bóg nie wymaga ode mnie wojowniczej postawy, a raczej zrozumienia i akceptacji dla inności religijnej w różnych stronach świata. Pomogły mi szczególnie kontakty z ludźmi innych wyznań. Zrozumiałem, że nie są to jacyś błądzący wyznawcy fałszywych bogów, ale najczęściej są to szczerzy wyznawcy swoich prawd wiary. Zasady ich wyznań były oczywiście różne od moich zasad. Dzięki zmianie mojej postawy poznałem wielu wspaniałych ludzi, których, zamiast krytykować, zacząłem akceptować i podziwiać.

 

Od tego czasu nastąpiły moje merytoryczne kontakty z przedstawicielami różnych wyznań. Zaprocentowało to ogromnym rozszerzeniem mojej wiedzy o innych poglądach religijnych. Rozpocząłem też poszukiwania wspólnej płaszczyzny zrozumienia dla przezwyciężenia podziałów między religiami.

 

Dlatego, w oparciu o moje doświadczenia, będę stale apelował do ludzi wierzących, z którymi się spotykam, o pełną tolerancję i chęć współpracy z innymi wyznaniami. W ten sposób można tylko wzbogacić swoją wiarę i bardziej zrozumieć Serce Ojca Niebieskiego.

 

Tymczasem, ta tolerancja i współpraca jest potrzebna w dużo ważniejszej kwestii niż wzajemne zrozumienie. Jest potrzebna dla nawiązania właściwej więzi z Samym Bogiem. Dla Niego każdy z nas jest Jego dzieckiem, które dostało się do niewoli szatańskiej. Obecny stan świata jest dla Boga stałym oczekiwaniem w bardzo długiej samotności bez Jego ukochanych dzieci, dla których stworzył ten świat. Jak zatem przynieść radość i szczęście Ojcu Niebieskiemu?

Jezus Chrystus, którego zwycięska misja mogłaby zakończyć to oczekiwanie, został niestety odrzucony przez ludzi, a bezprawne panowanie Szatana nad dziećmi Boga trwa nadal.

W tej sytuacji każdy dobry uczynek człowieka podwyższa poziom więzi z Bogiem i jest dobrym krokiem w stronę zakończenia Jego samotności.

 

Dlatego kieruję te kilka słów do wierzących w Boga.

 

Pierwszą ważną sprawą dla człowieka wierzącego jest przynajmniej teoretyczne zrozumienie mechanizmów zła i dobra w otaczającym nas świecie.

Czasem z powodu braku sukcesu w życiu osobistym, a czasem z podświadomego zrozumienia, że otaczający nasz świat jest niesprawiedliwy, ogromny procent ludzi cierpi z samego tylko przeżywania życia codziennego. Rozdrażnienie, rożnego rodzaju stresy, zagrożenie codziennej egzystencji są zjawiskami codziennymi i prawie powszechnymi. Nie lubimy o tym mówić i często ukrywamy swój stan rozdrażnienia w życiu codziennym. Czasami jednak nie jesteśmy już w stanie zapanować nad sobą i następuje albo wybuch złości albo załamanie nerwowe.

 

Szukając winnych tej sytuacji oskarżamy nasze najbliższe otoczenie, czasem pracodawcę, a dość często przywódców politycznych lub nawet system państwowy. Być może zewnętrznie mamy rację, ale warto pamiętać, że zarówno nasze otoczenie jak i oskarżani przez nas ludzie niejednokrotnie odczuwają ból cierpienia z tych samych powodów co my.

 

Chyba tylko małe dzieci nie zdają sobie sprawy z trudności życia codziennego, bo już nastolatkowie i ludzie młodzi buntują się przeciw porządkowi tego świata, gdyż nie są w stanie cierpliwie znosić otaczającej ich niesprawiedliwości. Potrafią wyrażać to w różnych formach buntu, co powiększa tylko ból ich rodziców i wychowawców.

Czy ma sens wzajemne oskarżanie się i szukanie winnych naszych cierpień i nieszczęść? Oczywiście, że nie! W świetle tego, co znajdziecie na kartach mojego opracowania, nasza negatywna postawa nie doprowadzi do żadnych pozytywnych rezultatów, a tylko będzie płaszczyzną do podtrzymywania złych mechanizmów funkcjonujących w naszym świecie, który, nie przez przypadek, nazwałem piekłem. Z tej sytuacji zadowolony jest tylko twórca tego piekła. Wszyscy pozostali, to znaczy żyjący obecnie w świecie fizycznym ludzie, osoby przebywające w świecie duchowym, aniołowie oraz Sam Bóg cierpią na różne sposoby z powodu istniejącej sytuacji.

 

Ten nienormalny stan naszego świata dla większości ludzi wydaje się być zupełnie normalny. Po prostu nie są oni w stanie w nic innego uwierzyć. A właśnie prawidłowe zrozumienie tej sytuacji może bardzo pomóc każdemu człowiekowi. Fundamentalne znaczenie ma zrozumienie korzeni zła i poznanie naszych złych skłonności. Swoją wiedzę o tym można rozszerzyć po przeczytaniu rozdziału o początkach zła na stronach niniejszego opracowania. Może to komuś pomoc przy odróżnianiu dobra od zła.

 

W moich tekstach, poza analizą istnienia zła, chodzi mi zawsze o poznanie prawdziwego obrazu Ojca Niebieskiego, a nie „malowanego”, nieosiągalnego i tajemniczego Gromowładcy zupełnie niezrozumiałego dla „szarego” człowieka. Według mnie Bóg nie powinien być odczuwany jako niesłychanie odległa Doskonałość niemająca nic wspólnego z „maluczkim” człowiekiem, takim nędznym pyłkiem w nieskończonym kosmosie.

 

Chrześcijaństwo powstało między innymi jako religia nauczająca, że Bóg jest Ojcem Niebieskim. Jednak realizuje tę misję bardzo słabo i nie uwzględnia bliskości Boga. Na dodatek, tworząc rozbudowaną teologię i obrzędy religijne, powiększa dalej dystans między człowiekiem – grzesznikiem a Naszym Ojcem Niebieskim. Dochodzi do tego kolejne niepożądane zjawisko tworzenia podobnej przepaści między nami a Jezusem Chrystusem. Trzeba wciąż pamiętać, że Bóg nie jest gdzieś w zaświatach, ale jest sednem wszechświata, to znaczy naszego środowiska życiowego. Jesteśmy tylko na pewien czas duchowo oddzieleni od Niego, choć dalej tkwimy w stworzonym przez Niego wszechświecie. Pełne pojednanie z Nim jest tylko kwestią czasu określonego dokończeniem procesu zbawienia. Dlatego tak ważna jest osoba Jezusa Chrystusa i prawidłowe Jej zrozumienie. Pisałem o tym w rozdziale poświęconym Jezusowi Chrystusowi.

 

Z uwagi na to wszystko osoba Jezusa Chrystusa, którego nauczanie zapoczątkowało wiarę chrześcijańską, powinna łączyć wszystkich chrześcijan w jedną światową rodzinę. Niestety tak nie jest. Warto zatem sprawdzić, czy nasza deklaracja, że żyjemy i postępujemy zgodnie z wartościami chrześcijańskimi odzwierciedla stan faktyczny. Jednym ze sposobów weryfikacji prawdziwości  tej zasady postępowania w naszym codziennym życiu jest porównanie naszych wartości z tymi, które głosił Jezus Chrystus.

W nauczaniu chrześcijańskim pojawiają się znane sentencje wypowiedziane przez Jezusa, jak na przykład: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem, a bliźniego swego jak siebie samego” (Mt 22, 37-40) lub: „Jeśli ktoś z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień” (J 8, 7), albo: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 24). Co z tych wartości stanowi dla nas drogowskaz życiowy? Proszę się nad tym zastanowić. Ja też zastanawiam się nad tym każdego dnia i na łamach mojej książki.

 

Na razie należałoby zaakceptować Jezusa jako naszego bliskiego przyjaciela i stosować się na co dzień do pozostawionych przez Niego ważnych pouczeń, aby Jego ofiara nie poszła na marne.

 

Większość religii robi z człowieka ciągłego petenta i całkowicie uzależnia go od wszechwładzy i odgórnych nakazów odległego Boga, którego Wolę ponoć prezentują te religie. W ten sposób rozpowszechniany jest wciąż fałszywy obraz Naszego Ojca.

Pragnę w moim opracowaniu zmienić tak ukształtowane wyobrażenie o Bogu, czemu poświęcam większość poruszanych tematów. Proponuję to w uporządkowanej i krótkiej formie, używając jak najprostszego języka. Być może zabiorę komuś zbyt dużo czasu, ale te tematy tego wymagają.

 

Drugą ważną sprawą dla człowieka wierzącego jest decyzja o praktycznym stosowaniu swojej wiary w życiu codziennym w ramach istniejącego społeczeństwa. Obecnie wydaje się jakby Bóg został prawie całkowicie wyeliminowany z życia codziennego ludzi. Najgorzej moim zdaniem jest w środowisku chrześcijańskim, bo na przykład wśród muzułmanów wyczuwa się większą codzienną więź z Bogiem, z Allachem. Trochę odnoszę wrażenie, że w krajach europejskich ludzie jakby kryli się z manifestowaniem swojej wiary. W małych społecznościach, na przykład na wsiach, jest to mniej widoczne, ale już w większych skupiskach miejskich mało kto traktuje wiarę ludzi ze swojego otoczenia jako okazję do większego wzajemnego zbliżenia się i wspólnego głębszego przeżywania uroczystości religijnych. Poza oficjalnymi uroczystościami dominujących religii, mało kto zwraca uwagę na praktyczne wprowadzanie pięknych ideałów o miłości bliźniego w życiu codziennym. Trochę więcej mówi się o tych sprawach wśród najbliższych członków rodziny, ale i tu wciąż pozostaje to w sferze prywatności poszczególnych jej członków. Nie napisałem tych ostatnich uwag po to, aby opinia publiczna, szczególnie w małych środowiskach, napiętnowała osoby niewierzące, bo i to się jeszcze zdarza. Napisałem to, aby właśnie skłaniać niektórych do niewstydzenia się swojej wiary, pomimo że otaczające ich środowisko należy do innego wyznania lub jest niewierzące. Wiara w Boga powinna być powodem do dumy, ale i powodem do miłości bliźniego. Wyjaśnił to dobrze sam Jezus w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie.

 

Kiedy żyłem w kraju, w którym rządził reżim komunistyczny, to częstym zarzutem wobec władzy totalitarnej był fakt planowego wyniszczania wiary religijnej w społeczeństwie. Ale gdy to samo społeczeństwo wyzwoliło się spod reżimu komunistycznego i zaczęło budować uczciwą demokrację, to ono samo, bez nacisków ze strony władz, usunęło praktycznie Boga ze swego życia codziennego. Słowa z orędzia papieża Jana Pawła II z pierwszej wizyty w kraju komunistycznym: „nie lękajcie się”, skierowane do zniewolonych ludzi, dotyczyły właśnie wyzbycia się lęku w przy otwartym mówieniu o potrzebie istnienia Boga w życiu codziennym ludzi pod kontrolą reżimu totalitarnego.

 

I takie też jest moje praktyczne zmartwienie.

 

Bycie człowiekiem współczesnym nie oznacza automatycznie usunięcia objawów wiary w Boga z życia codziennego jako czegoś wstydliwego i niemodnego. W jednym z rozdziałów porównywałem wiarę w Boga z wiarą w istnienie energii, piękna i miłości. Zrobiłem to dlatego, że są to jedne z głównych atrybutów Boga. Wystarczy więc, że połączymy wiarę w energię, w piękno i w miłość z ich Twórcą i wtedy Bóg ożyje w naszym życiu. Wystarczy pamiętać, że świat powstał z energii istniejącej w Bogu, że piękno jest następstwem harmonijnych praw i zasad, które zastaliśmy w stworzonym przez Niego wszechświecie i to, że prawdziwa miłość ma swoje Odwieczne Źródło. Wtedy obecność Boga będzie czymś prawie namacalnym, tak jak prawie namacalne jest istnienie energii, piękna i miłości. Da to człowiekowi ogromne poczucie więzi z Bogiem i wyzbycie się większości lęków, o co prosił Papież w swym orędziu.

 

Równocześnie przestrzegam przed wszelką przesadą w eksponowaniu Boga we wszystkim, co robimy na co dzień, bo w naszych społeczeństwach łatwo być oskarżonym o bycie „nawiedzonym”.

Zresztą tych, którzy są autentycznie zaangażowani w propagowanie obecności Boga w życiu codziennym społeczeństw, jest niewielu. Nie mówię tu o duchowieństwie, za którymi stoją instytucje kościelne, ale mówię o świeckich osobach aktywnie angażujących się w odnowę życia duchowego w społeczeństwach. Tacy ludzie mogą najlepiej rozpoznać zły wpływ „władcy tego świata”, jak go określił Jezus, bo żyją wewnątrz społeczeństwa.

 

Świadczy o tym społeczne wykluczanie ludzi otwartych duchowo, prześladowanie i mordowanie reformatorów życia religijnego, proroków starotestamentowych i wielu założycieli ruchów religijnych. Świadczy też o tym fakt wymordowania apostołów i większości uczniów Jezusa z Nim samym włącznie. To zjawisko trwa zresztą do teraz, bo donoszą nam o tym media publiczne. Szatan nie zostawi w spokoju nikogo, kto mu zagraża. Jest to poważne ostrzeżenie dla każdego, kto chce z nim zadrzeć. Trzeba do tego mieć ogromną wiarę i pewność, że to, co się robi, ma za sobą poparcie Strony Boskiej wypracowane przez modlitwę.

 

Ci, którzy chcą pomagać w zbawieniu ludzkości, powinni się liczyć co najmniej ze złośliwą krytyką otoczenia, z utratą przyjaciół, z wykluczeniem społecznym, a nawet z atakami ze strony członków najbliższej rodziny. To jest cena, którą trzeba być gotowym zapłacić, jeśli autentycznie wprowadza się Boga do społeczeństwa. Może się zdarzyć, że przyjdzie zapłacić najwyższą cenę, cenę życia. Jest to oczywiście sytuacja krańcowa, ale przypominam ją dlatego, żeby Boga wprowadzać z rozwagą do naszego otoczenia, szczególnie w sytuacji, gdy to społeczeństwo już przedtem wyzbyło się Boga.

 

Ale nie lękajcie się. Nie napisałem powyższych zdań o niebezpieczeństwie, jakie wynika z władzy Szatana nad ludźmi i nad naszym światem, aby kogokolwiek przestraszyć. Szatan to przeciwnik, którego nie wolno się bać, gdyż żyjąc w strachu sami stawiamy się w pozycji jego poddanych. Żyjemy obecnie w czasach, kiedy jedność z Jezusem i wparcie aniołów zapewnia nam bezpieczeństwo. Oczywiście pod warunkiem, że nie będziemy sami sobie szkodzić złymi czynami naruszającymi prawa i przykazania, o których przez wieki przypominały nam takie osoby, jak prorocy, święci i Sam Jezus. W dwudziestym pierwszym wieku słynne biblijne Dziesięcioro Przykazań wcale nie straciły na znaczeniu.

 

Odwaga życiowa nie oznacza tylko braku strachu przed Szatanem, ale również racjonalne zrozumienie śmierci fizycznej. Śmierć ta dotyczy każdego z nas. Wiem, że strach przed śmiercią jest tak powszechny, że tłumaczenie wszystkim, aby nie bać się śmierci, ma niewielką szansę akceptacji. Jednak spróbuję przynajmniej wskazać przyczyny strachu przed śmiercią.

 

Śmierci boimy się przede wszystkim dlatego, że kończy ona nasz czas ziemski, do którego przyzwyczajaliśmy się przez dziesiątki lat. To jest typowy strach pojawiający się przed każdą nową zmianą, za którą czeka coś nieznanego. Boimy się tego czegoś nieznanego, a nawet boimy się, że po śmierci fizycznej czeka nas nicość i definitywny koniec naszej egzystencji. Dlatego w tym opracowaniu tak dużo miejsca poświęcam na wytłumaczenie, że człowiek jest wieczny i po śmierci fizycznej idzie do konkretnego miejsca, które od początku stworzenia świata było naszym normalnym przeznaczeniem, czyli do świata duchowego. Starałem się wielokrotnie opisywać nasze przeznaczenie, aby właśnie umożliwić każdemu człowiekowi wyzbycie się strachu przed śmiercią.

 

Zdaję sobie sprawę, że strach przed śmiercią odczuwają przede wszystkim ludzie, którzy w czasie życia dokonali wielu złych czynów i krzywd. Tym ludziom wcale się nie dziwię, bo mają o co się bać. Jedyną logiczną radą dla tego typu ludzi jest zastanowienie się nad naprawą skutków swych złych czynów i wyrównanie krzywd jeszcze za życia na tej Ziemi. Może te kilkanaście rozdziałów z tego opracowania odniesie jakiś skutek.

 

Nie dziwię się także tym, którzy nagromadzili za życia wiele bogactw i, jak to się popularnie mówi, nie mogą tego wszystkiego zabrać ze sobą na tamten świat.

Faktycznie tak jest i dlatego warto pamiętać, że nawet największe bogactwa, sława czy zaszczyty nie mają żadnego znaczenia w przyszłym życiu w świecie duchowym. To, co jest materialne, fizyczne i zewnętrzne absolutnie nie przyda się w świecie duchowym. Szkoda czasu i wysiłków na osobiste bogacenie się. Ale jeśli komuś już się to udało, to warto swoich bogactw użyć do uszczęśliwienia innych. Pan Jezus radził nawet rozdać wszystkie swoje bogactwa ubogim, ale można to zrobić nie przez bezpośrednie rozdawanie pieniędzy i dóbr, ale przez rozsądne inwestycje w zmniejszenie ludzkiego ubóstwa.

 

Najbardziej strachowi przez śmiercią zapobiega lepsze poznanie Boga. Wielu wierzących uważa, że już wystarczająco zna Boga, uczestnicząc w życiu religijnym swojego wyznania. Ja jednak uważam, że warto pogłębić wiedzę o Bogu. Dlatego piszę te teksty, aby ponownie skłonić ludzi do zbliżenia się do Boga i przygotować się lepiej na wieczne przebywanie z naszym Ojcem Niebieskim.

 

To ponowne wprowadzanie Boga do naszego życia jest również konieczne z uwagi na to, że nasze życie w świecie fizycznym rzutuje w zasadniczy sposób na nasze życie w świecie duchowym, coś jak w przysłowiu: „czym skorupka za młodu nasiąknie …”. Tam, w świecie duchowym, będziemy właśnie potrzebowali przede wszystkim przeżyć, które dotyczyły naszej więzi z Bogiem. Warto o tym pamiętać i przestać bać się śmierci.

 

Ta część mojego opracowania nosi tytuł „Słowa do wierzących”. Dlatego chcę uzupełnić proponowane przeze mnie sposoby rozwiazywania codziennych problemów życia ludzi wierzących jeszcze o jeden ważny aspekt. Chodzi o nasze bezpieczeństwo, czyli o ochronę naszego życia, również tego duchowego.

 

Pewna część rodziców zatroskanych o bezpieczeństwo swoich dzieci, uczy ich pewnej modlitwy, którą wypowiadają przed pójściem spać. Ta modlitwa brzmi: „Aniele Boży, stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój. Rano, wieczór, we dnie, w nocy bądź mi zawsze ku pomocy. Strzeż duszy, ciała mego, doprowadź mnie do żywota wiecznego”. Może robią to z tradycji rodzinnej, a może na wszelki wypadek. Ten drugi argument wydaje mi się bardziej istotny. Czyżby strach o swoje dziecko, który u wielu przejawia się w organizowaniu ceremonii chrztu, komunii świętej, bierzmowania i takiej modlitwy, powoduje, że robimy coś na wszelki wypadek?

 

Oczywiście to bardzo powszechna postawa w naszym cywilizowanym świecie. Bardzo często robimy wiele rzeczy dla naszego bezpieczeństwa, tak na wszelki wypadek. Do tej ochrony naszego bezpieczeństwa skłania nas nasz instynkt samozachowawczy, czasem doświadczenie osobiste, a czasem doświadczenia innych ludzi. Zamykamy drzwi wejściowe do domu na kilka zamków, zakładamy blokady i alarmy, nosimy kaski ochronne i stosujemy się do przepisów bhp w pracy. Ale czasem nas instynkt samozachowawczy nas zawodzi, czasami o czymś zapominamy, a zbieg okoliczności powoduje, że zostajemy okradzeni czy zdarza się nam przykry wypadek, a nawet tracimy życie.

 

To całe rozumowanie może też dotyczyć naszego życia duchowego. Właśnie istnienie rzeczywistości duchowej powinno skłaniać nas do brania pod uwagę innych form ochrony naszego bezpieczeństwa. Może dlatego rodzice uczą dzieci modlitwy do anioła stróża? Może dlatego w krańcowych przypadkach myślimy o tym, aby zwrócić się do Boga o ratunek. A może używamy „pomocy z nieba” tylko tak na wszelki wypadek, gdy żegnamy się przed niebezpiecznym skokiem? A może jednak istnieje realna siła dbająca o nasze bezpieczeństwo i wystarczy po prostu zwrócić się o pomoc do naszego anioła stróża z prośbą o wsparcie, choć nie jesteśmy już dziećmi? Warto się nad tym zastanowić.

 

Skoro powszechnie stosujemy prewencję wobec możliwych przestępstw, wobec wypadków drogowych czy w ochronie naszego zdrowia, to czy nie należałoby zastosować pewnej prewencji dla naszego życia duchowego? A nuż rzeczywiście istnieje aktywny świat duchowy pełen aniołów stróżów? A nuż ci aniołowie mogą nam pomóc w wielu problemach życiowych, szczególnie dotyczących moralności czy wychowania dzieci? A nuż ochronią nas przed jakimś złem?

 

W rozmowach z muzułmanami zauważyłem u nich dużo większą wiarę w aniołów niż wśród chrześcijan. Zatem dobrze by było, aby wszyscy wierzący w Ojca Niebiskiego zdali sobie sprawę, że jest On naprawdę naszym Ojcem i stworzył aniołów nie po to, aby przebywali biernie w świecie duchowym. Zresztą o roli aniołów pisałem już w rozdziale pt. „Człowiek a inne byty duchowe”. Teraz skupiam się na naszym bezpieczeństwie i na naszym instynkcie samozachowawczym. Zwracanie się do aniołów nie powinno być przejawem wiary zarezerwowanym tylko dla fanatyków religijnych i tak zwanych nawiedzonych. Niedocenianie roli aniołów w naszym bezpieczeństwie i w ogóle w naszym życiu to poważny błąd! Nie warto na własne życzenie pozbawiać się tak ważnego aspektu bezpieczeństwa dla życia duchowego.

 

Jeżeli Stwórca użył aniołów do wychowania pierwszych ludzi, Swoich dzieci, Adama i Ewy, to jest to poważny sygnał dla wszystkich rodziców. Im bardziej ktoś kocha swoje dzieci, tym bardziej nie powinien lekceważyć tego faktu. Oczywiście modlitwa „Aniele Boży” to maleńki początek wychowania dziecka w świadomości istnienia aniołów. Myślę, że aniołowie pomagają wypracować dobre skłonności u dziecka, pewne poczucie odpowiedzialności i naturalne dążenie do dobra, nie mówiąc już o rozwijaniu uczucia miłości do rodziców. Jeszcze ważniejsza jest ochrona dziecka przed złym wpływem środowiska, nawet szkolnego. Różne złe skłonności, zły model życia pokazywany dziecku przez jego kolegów, złe oddziaływanie potworności tego świata, a nawet dewiacje seksualne mogą mieć dużo mniejszy wpływ na nasze dzieci dzięki działalności aniołów. Tak jak i w przypadku dorosłych, dobrze jest uczyć dzieci, na przykład w formie swobodnej modlitwy, mówienia do anioła stróża o swoich pragnieniach i planach.

 

Tym, którzy w nie wierzą w to wszystko, co napisałem powyżej, proponuję jednak robienie tego na wszelki wypadek. A nuż istnieje Bóg, Nasz Ojciec, a nuż istnieje świat duchowy jako docelowe miejsce naszego życia, a nuż istnieją aniołowie przeznaczeni do opieki nad nami, a nuż nasze dzieci będą lepsze niż marzymy i jeszcze bardziej bezpieczne. A nuż...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”