Pomoc Boża i modlitwa

Próbuję zrozumieć pomoc Bożą i potrzebę modlitwy

Image_34

Bardzo często mamy dziecinne wyobrażenie, że Bóg siedzi na tronie wśród aniołów i zza chmur obserwuje nasze życie. Tymczasem z poprzednich rozdziałów wynika, że Bóg nie jest obserwatorem naszego życia.

Modlimy się zatem do Kogoś, kogo nie widzimy, kogo właściwie nie znamy. Robimy to trochę intuicyjnie, kierując się niesłabnącą wiarą, że ten Ktoś czuwa stale nad nami. A jeśli tak nie jest? Poprzednie rozdziały tego opracowania sugerują taką sytuację, co dobrze jest wziąć pod uwagę.

 

Na razie lepiej wyobrazić sobie ludzkość zamkniętą pod ogromnym szklanym kloszem, który powstał w wyniku objęcia naszego świata władzą Szatana. Do upadłego świata Bóg nie ma bezpośredniego dostępu. Dociera do nas tylko odwieczna miłość Boża, którą my, uwięzieni w tym upadłym świecie, odbieramy jako miłosierdzie Boże. Niektóre religie nazywają działanie Jego miłości Opatrznością Bożą. Wygląda na to, że tylko w ten sposób doświadczamy pomocy Bożej. Staje się ona skuteczna tylko wtedy, gdy naprzeciw niej pojawią się ludzkie wysiłki, aby ją wprowadzić w życie. Wtedy rozpoznajemy zbawcze dzieło Jezusa Chrystusa, opiekę aniołów nad ludźmi oraz wsparcie ze strony osób duchowych z dobrego świata duchowego.

 

Ludzie zawsze tworzyli różne wizje, koncepcje, filozofie i wierzenia, które były odzwierciedleniem ich punktu widzenia. W oparciu o nie oceniali rzeczywistość i decydowali, jaka jest prawda o wszechstworzeniu. Ten swój pogląd czynili najważniejszym ze wszystkich i nie brali pod uwagę nieznanego im punktu widzenia Boga. Niestety wiemy, że koncepcja Stwórcy może być zupełnie inna od wszelkich wizji ludzkich, co oznacza, że mogą one w dużym stopniu rozmijać się z prawdą. Wielu cesarzy, królów i przywódców politycznych powoływało się na znaną im Wolę Boga, ale w rzeczywistości wyrządzali dużo złego. Wszyscy ci, którzy cierpieli z powodu takiego stanu rzeczy, próbowali dowiedzieć się, jaki jest prawdziwy punkt widzenia Boga. Stąd między innymi powstała potrzeba modlitwy. Chcę zatem wyjaśnić dwa najistotniejsze problemy związane z przyczynami jej istnienia.

 

Pierwszy problem dotyczy samego faktu zaistnienia modlitwy. W pierwotnej koncepcji Boga człowiek powinien być panem wszechstworzenia i zachowywać się wobec wszechrzeczy jak ktoś, kto zastępuje Boga. A zatem, tak jak Bóg, człowiek powinien wyrażać swoją wolę, wypowiadając ją w formie deklaracji słownej. U Boga Słowo zapoczątkowywało każdorazowo wykonywanie Jego Woli, a potem również kończyło Jej wprowadzanie. Ludzie podporządkowujący się przepływowi czasu i poruszający się w przestrzeni fizycznej powinni naśladować deklaracje Stwórcy, takie jak: „niech się tak stanie” lub „widział Bóg, że były dobre”, potwierdzające wprowadzenie Jego Woli w życie. Człowiek, tak jak Stwórca, miał wprowadzać swoją wolę we wszechświecie, aby w ten sposób i ludzkie „słowo stawało się ciałem”. Niestety, po upadku człowiek przestał być panem wszechstworzenia w pozytywnym znaczeniu tego określenia. Obecnie jest on właściwie sługą sługi, to znaczy, że został zdegradowany z pozycji pana do pozycji zagubionej istoty wołającej o pomoc z powodu popadnięcia w swoistą niewolę. W ten sposób w świecie pod panowaniem Szatana narodziła się modlitwa. Zamiast jako wolne dzieci Boga wyrażać swoją stwórczą wolę, wypowiadamy swój stan w formie próśb i błagań do „odległego” Ojca Niebieskiego.

 

Drugi problem dotyczy znajomości praw Bożych. Nie chodzi tu o nakazy czy zakazy wynikające z Dziesięciorga Przykazań, gdyż ich istnienie to rzecz wtórna i niezwiązana z pierwotnym formowaniem się idealnego świata pod zwierzchnictwem Boga. Prawa Boże stanowią, po pierwsze, prawa rządzące światem fizycznym, to znaczy prawa fizyki, chemii, biologii wyczerpujące pojęcie praw natury. Po drugie, to prawa określające porządek wszechrzeczy, czyli relacje zwierzchnictwa i podrzędności na linii Ojciec (Stwórca) – dziecko (człowiek) – sługa (anioł) oraz wszelkie inne zależności dziedziczone na linii twórca (Bóg) – odbiorca (człowiek). To także zasada równości uwzględniająca unikalne cechy każdej istoty ludzkiej we wszystkich działaniach człowieka na drodze dochodzenia do doskonałości. To również istnienie harmonii i piękna w przyrodzie. Dodam jeszcze, że prawa Boże były tym, czego człowiek miał się uczyć na początku swojej edukacji w świecie fizycznym. Składają się one między innymi na pojęcie Opatrzności Bożej. Niestety, w Ogrodzie Eden ten proces został przerwany i dlatego jedną z przyczyn zrodzenia się potrzeby modlitwy jest pragnienie poznania przez nas tych praw oraz zrozumienie Woli Boga. W całej bowiem historii wychodziły na jaw braki naszej wiedzy w rozwiązywaniu ważnych życiowych problemów.

 

Teraz jako niedoskonali ludzie żyjemy w świecie, w którym nie ma obecności Boga, w świecie, który jest dla Jego dzieci strefą niewoli. W tej sytuacji główną formą komunikacji z Bogiem pozostaje modlitwa w nadziei na Jego pomoc. Właściwie od najdawniejszych czasów ludzie modlą się do Niego bez względu na to, jak fizycznie pojmują formę Jego istnienia. Dla samego sensu modlitwy nie jest ważne, czy widzą Go w postaci jakiegoś bożka, Słońca na niebie, Jahwe, Allacha czy Naszego Ojca.

 

Nie przeczę zatem potrzebie wielu osób, że pragną porozumieć się ze „swoim” Bogiem, który odpowiada ich wyobraźni. Każdy z nas jest inny i w związku z tym każdy ma prawo wyznawać takiego Boga, jakiego sobie wyobraża.

 

Na pytanie, o co mamy się modlić, najlepszą odpowiedź daje wiedza o obecnym stanie świata i ludzi. Bez wątpienia największym pragnieniem Boga jest osiągnięcie przez Niego celu stworzenia, to znaczy ustanowienie Królestwa Niebieskiego w świecie fizycznym i duchowym. Dlatego Pan Jezus proponował nam w znanej Modlitwie Pańskiej słowa: „Przyjdź Królestwo Twoje, bądź Wola Twoja, jako w Niebie, tak i na Ziemi” (Mt 6, 9-13). Modlenie się o to nie oznacza, że Bóg sam spełni naszą prośbę i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ustanowi na Ziemi idealny świat. Zadanie to muszą wykonać sami ludzie prowadzeni przez Jezusa Chrystusa i dobry świat duchowy. Nasza modlitwa oznacza jednak, że mamy ten sam cel i wyrażamy tę samą wolę, jaką ma Bóg. W ten też sposób zawiadamiamy Go, że czujemy Jego Serce i tęsknimy za Nim. To jest najwyższy poziom modlitwy. Taką modlitwę traktuję jako ciągłe wołanie o sukces dla Boga i całej ludzkości. I o to warto modlić się bez przerwy lub przynajmniej o tym stale myśleć.

 

W Ogrodzie Eden zaczął się formować ludzki świat. Od tego momentu mężczyźni i kobiety mieli się łączyć w pary, tworzyć rodziny, grupy społeczne, a potem całe narody. Niestety, w obecności Ojca Niebieskiego doszliśmy tylko do jednostkowego, bardzo wstępnego rozwoju. Z powodu upadku Adama i Ewy nie poznaliśmy właściwego planu rozwoju społecznego zgodnego z Wolą Stwórcy. Wszystko, co potem stworzyliśmy, jest naszym dziełem pozbawionym Jego bezpośredniego wsparcia.

Z tego powodu nasza więź z Bogiem rozgrywa się tylko na płaszczyźnie indywidualnej, gdyż tylko taka pozostała nam po wydarzeniach w Ogrodzie Eden.

 

Obecnie Bóg jest często traktowany jak ostatnia deska ratunku w beznadziejnych sytuacjach, choć nie ma do tego racjonalnych przesłanek. Przez całe dzieje ludzkości przekonywaliśmy się o braku ingerencji Boga w kolejne tragiczne zdarzenia. Pamiętamy o strasznych rzeziach ludzkości w starożytności i w średniowieczu, o epidemiach, a także o najnowszym ludobójstwie w obozach koncentracyjnych i łagrach. Ludzie poddawani tym tragediom pytali często, gdzie jest Bóg i dlaczego na to wszystko pozwala. Wielu z tego powodu straciło wiarę w takiego niepomagającego Stwórcę. Dlatego w tym opracowaniu staram się wyjaśnić ten stan faktem, że jest On nieobecny w tym naszym ziemskim piekle. Nie może zatem działać jak nasz ratownik wyciągający nas ze zbrodni, które sami sobie zgotowaliśmy. Sprowadzałoby się to do stałego czuwania nad naszym bezpieczeństwem, czyli do obrony dobrych ludzi przed działaniem tych złych. Niestety tak nie jest.

 

Bóg jest doskonałym Stwórcą, Absolutem nastawionym na stałe tworzenie doskonałych form materialnych we wszechświecie. Ta możliwość stale w Nim tkwi, gdyż wywodzi się z Jego niewyczerpalnej Energii oraz z Jego nieograniczonego Ducha. Przeprowadza On Swój każdy kolejny plan do końca. Gdy już go wprowadzi w życie Swoje, przechodzi do następnego dzieła. Nie cofa się, aby coś naprawiać. Gdyby tak robił, to byłby niedoskonałym Stwórcą. Zwykle tworzy wszystko w sposób doskonały, na wieczność, gdyż taka jest Boska Natura. Tymczasem my, niedoskonali ludzie, jesteśmy często zaprzeczeniem Jego metod działania. Dlatego nie możemy Go oceniać według naszego punktu widzenia.

 

Przypominam, że nad właściwym rozwojem ludzkości czuwa Jego Opatrzność, czyli ustanowione przez Niego prawa i zasady oraz Jego aniołowie. W naszym „niedokończonym” świecie poddawanym procesowi częstej dewastacji połączonej równocześnie z postępem cywilizacyjnym obowiązują przede wszystkich prawa tworzone przez niedoskonałych ludzi. Dlatego przechodzimy ciągłe „naprawianie” tego, co tworzymy. Włączamy do tego dzieło Jezusa Chrystusa oraz Jego świętych, gdyż jest to konieczne w zbawianiu świata. Mają oni być przeciwwagą wobec niszczącego dzieła Szatana oraz jego demonów wspieranych przez złe osoby duchowe ludzi tworzących piekło w świecie duchowym i fizycznym. Dopiero zwycięstwo Boskiej strony w tej walce może połączyć nasze drogi z drogami Ojca Niebieskiego. Właśnie o to powinno się stale modlić.

 

Pozostają teraz jeszcze dwa ważne problemy.

 

Pierwszy dotyczy kwestii, czy nasze modlitwy naprawdę trafiają do Naszego Stwórcy. Pisałem wcześniej, że nie jest On obecny w naszym świecie i że nie ma nic wspólnego z naszą cywilizacją. Bóg zna tylko dobro i jest to kwestia przesądzająca o Jego sposobie pojmowania Swego stworzenia i zrodzonych z Niego istot ludzkich. Cała Jego wiedza jest dobrem. A zatem dla Niego istnieje tylko dobro i tylko ono do Niego trafia. To powinno być dla nas fundamentalną prawdą, gdy zwracamy się do Ojca Niebieskiego. Powinniśmy modlić się do Niego w sposób absolutnie czysty, to znaczy tylko o dobro, bez jakiegokolwiek zła.

 

Drugi problem dotyczy wspomnianego już faktu, że Bóg nie uczestniczy w życiu naszego upadłego świata. W Ogrodzie Eden komunikował się On jednak z pierwszymi ludźmi, choć główne zadania edukacyjne i całą opiekę nad ich życiem codziennym powierzył właściwym opiekunom ludzi, czyli aniołom. Doskonały Bóg mógł czuwać nad rozwojem Swoich dzieci tylko w sposób pośredni, choć słowa ludzi trafiały do Niego bezpośrednio. Czy ta komunikacja istnieje nadal po opuszczeniu przez Adama i Ewę Ogrodu Eden, czyli po ich śmierci duchowej? Zdecydowanie tak, gdyż została przywrócona po zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Ludzkie myśli i pragnienia mogą być adresowane do Boga w formie słów, czyli za pomocą języka, którym dysponują ludzie. Nasze słowa trafiają do Niego w sposób pośredni, to znaczy przechodzą jakby rodzaj osądzenia przez istniejące Prawo Boże będące absolutnym dobrem. Stanowi ono swoisty język, którym posługuje się Nasz Ojciec Niebieski. Zatem przy użyciu języka samego dobra, czyli zgodnego z Jego Prawem, nasze myśli ubrane w słowa mogą być przyjęte przez Niego.

Dodatkowo naszej modlitwie pomaga pośrednictwo osoby, która w oparciu o swoje dokonania pozostaje w bezpośrednim kontakcie z Bogiem. W przypadku judaizmu i chrześcijaństwa chodzi o Abrahama, Mojżesza, różnych świętych oraz, co jest najwłaściwsze, o samego Jezusa Chrystusa. To są swoiści „tłumacze” naszych modlitw, ponieważ oni najlepiej znają język dobra Naszego Ojca.

 

Dobrą praktyką jest zwracanie się do Boga w formie modlitwy za samego siebie w przypadku zagrożenia naszego stanu duchowego przez zło. W sytuacji innych zagrożeń pewien wyjątek stanowi modlitwa o nasze zdrowie. Osobiście uważam, że nie należy traktować tej modlitwy jako „egoistycznej”. Bóg, jako nasz Stwórca i Ojciec, ma wiedzę, w jaki sposób nas stworzył i co jest nam potrzebne do życia, zarówno fizycznego jak i duchowego. Warto powiedzieć wtedy Bogu: „Ty mnie stworzyłeś i Ty znasz mój organizm. Proszę Cię, przywróć mi taki stan zdrowia, jaki sobie zaplanowałeś przy moim stworzeniu”. Modlitwa taka wyraża naszą nadzieję na uzyskanie dostępu do Jego uzdrawiającej mocy.

Nie jestem pewien, czy Bóg może nam dać bezpośrednio Swoją moc, aby przywrócić nam stan zdrowia sprzed choroby. Jednak taką mocą może dysponować obdarzony nią anioł – wysłannik Ojca Niebieskiego, czyli nasz anioł stróż. Od naszego narodzenia czuwa on nad nami z ramienia Boga. To właśnie jego należy poprosić o użyczenie mocy Bożej i o pokonanie przy jej pomocy naszej choroby. Chcę w tym miejscu przypomnieć, że powinniśmy nadać imię naszemu aniołowi stróżowi, gdyż wówczas staje się on „naszym prywatnym” aniołem, a my utrzymujemy należną nam pozycję dziecka Bożego. To wszystko nic nie kosztuje, a wymaga tylko wewnętrznej determinacji i wiedzy, że człowiek to nie tylko skóra, mięśnie i kości, ale również osoba duchowa. Nasze życie jest drogą do Niego, którą potrzebujemy przebyć, mając właściwe zdrowie fizyczne i duchowe.

 

Mówi się potocznie, że „w zdrowym ciele – zdrowy duch”, co oznacza, że jeśli jesteśmy fizycznie zdrowi, to i nasz duch też powinien być zdrowy. To bardzo materialistyczny pogląd i moim zdaniem mało istotny dla naszego życia.

Osobiście uważam, że w rzeczywistości jest odwrotnie niż w tym przysłowiu. Powinno ono brzmieć: „zdrowy duch to zdrowe ciało”. Zatem jeśli duchowo jesteśmy zdrowi, to i fizycznie możemy być zdrowi. Właśnie według tej zasady uzdrawiał Pan Jezus, twierdząc, że jeśli cierpiący człowiek szczerze Go akceptował, to siła duchowa promieniująca od Niego odwracała bieg choroby. Tę siłę duchową ma dla nas także nasz anioł. Trzeba go tylko o to poprosić. Za naszymi słowami musi stać absolutna wiara w to, co mówimy, aby sprawdziły się słowa Jezusa: „Wiara twoja cię uzdrowiła” (Łk 17, 19).

 

Przy okazji warto wspomnieć szkodliwe zjawiska duchowe, o których pisałem w rozdziale o konfliktach ze światem duchowym. Złe osoby duchowe też mogą być przyczyną wielu chorób. Dlatego modlitwa o uwolnienie nas z nieodpowiedniego wpływu skonfliktowanych z nami osób duchowych jest jedną z metod na rozwiązanie różnych problemów chorobowych. Za swojego życia Jezus pokazał, jakie to ważne i że to On ma moc, aby tego dokonać.

 

Równocześnie, jeśli chodzi o nasze zdrowie, wcale nie odmawiam sensu ustalonemu leczeniu farmakologicznemu i operacyjnemu prowadzonym przez lekarzy. To jest ważny element dochodzenia do zdrowia, z tą jednak różnicą, że o tym leczeniu decydują specjaliści, to znaczy ludzie. Niestety lekarze mogą być różni. I tu także jest miejsce na modlitwę i prośbę do Boga lub do naszego anioła, aby wpływał Swoją mocą na tych lekarzy. Powinni być uczciwi w swojej pracy, stawiać prawidłową diagnozę i skupiać się na skutecznym leczeniu. Im też jest potrzebne wsparcie duchowe, aby w leczeniu podążali w tym samym kierunku, co wysiłki dobrego świata duchowego. Przypomnę jeszcze raz, że człowiek to podwójna osobowość: fizyczna i duchowa. Każda choroba rozgrywa się więc na dwu płaszczyznach. I tak też powinno przebiegać leczenie. Za fizyczną formułę leczenia niech będą odpowiedzialni lekarze, ale za duchową odpowiedzialni jesteśmy my sami, oczywiście przy wsparciu duchowej energii od Boga przekazanej nam na przykład za pośrednictwem naszego anioła.

 

Zdecydowana większość ludzi zwraca się do Boga właściwie po omacku. Jedni wypowiadają zupełnie mechanicznie słowa wyuczonych na pamięć modlitw, nie zastanawiając się nad ich właściwą treścią. Inni traktują modlitwę jako obowiązek spełniany przynajmniej raz dziennie lub nawet tylko raz w tygodniu. Jeszcze inni traktują modlitwę jako rodzaj zaklęcia, po wypowiedzeniu którego może się spełnić nasze życzenie. Takie postępowanie jest wynikiem nieznajomości Samego Boga, w którego się wierzy, nie próbując Go naprawdę poznać. A przecież wiedza o naszym Stwórcy powinna być absolutnie najważniejsza w naszym życiu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wieczność w człowieku  -  ISTOTA.ORG