Moja droga do poznania Boga

Image_37 - 39

Jaki był początek zainteresowania się tymi problemami?

Tak naprawdę wszystko zaczęło się w okresie przedmaturalnym, gdy zbliżałem się do „osiemnastki”.

Ja, osiemnastolatek, szukający odpowiedzi na pytania dotyczące przyszłości, niepewny w swoich decyzjach, niepewny w planach na najbliższą przyszłość, a nawet niepewny zdania matury, poszedłem rozmawiać z Bogiem do najbliższego kościoła. Prosiłem zupełnie szczerze o Jego pomoc w tej niepewnej sytuacji. Jaki efekt to przynosiło? Chyba dobry.

To był wspaniały okres młodzieńczego pozostawania w więzi z Bogiem, bez filozoficznych przemyśleń, bez poszukiwania dowodów na jego istnienie, bez wątpliwości, że jest obecny gdzieś wokół nas.

Ale to wszystko stopniowo przybrało bardziej stabilną formę w miarę, gdy zacząłem regularnie służyć do porannych i popołudniowych mszy w Kościele Wizytek w Warszawie.

Było to tak. Jak zwykle wszedłem do pierwszego lepszego kościoła, aby się chwilę pomodlić. Był to właśnie Kościół Wizytek. Zobaczyłem, że siostry szykują ołtarz do Mszy św. Coś mnie tknęło, aby wejść do zakrystii i zapytać o organy kościelne, na których ponoć grał kiedyś sam Fryderyk Chopin. W pewnym momencie zorientowałem się, że ksiądz będzie prowadził mszę sam, bez ministranta. Trochę zdziwiony własną śmiałością, poinformowałem go, że kiedyś przez wiele lat byłem ministrantem w sąsiednim kościele Św. Krzyża. Co za zdziwienie, gdy ksiądz zaprosił mnie ze sobą do ołtarza tak jak stałem, bez komży, bez żadnego przygotowania. W parę sekund znalazłem się z nim przy ołtarzu na oczach dużej liczby wiernych, którzy przyszli na mszę. Dopiero wówczas zrozumiałem, co się stało wszyscy i że wszyscy na mnie patrzą! Po dziesięciu latach od ostatniej posługi ministranckiej znalazłem się znów w charakterze ministranta, rzucony „na głęboką wodę”, sam przy księdzu z obowiązkiem wykonania tych wszystkich czynności, które musi wykonać ministrant, a które, jak sądziłem, całkiem zapomniałem. Jakoś się wszystko udało i tak rozpoczął się wieloletni okres nie tylko regularnego służenia do mszy, ale i wielkich dyskusji o Bogu i człowieku z księdzem Janem i z księdzem Bronkiem. Ponoć księżom nie wolno się zaprzyjaźniać. To chyba plotka, bo ci dwaj duchowni byli tego zaprzeczeniem.

Właśnie ta przyjaźń rozpoczęła moje poszukiwania prawdy i do dziś wciąż to robię.

 

Tę stronę internetową „www.istota.net” i książkę „Dotyk wieczności” zacząłem pisać, gdy wreszcie odkryłem Boga na tyle, że mogłem tę wiedzę o Nim zaprezentować moim przyjaciołom. Przedtem wiele razy myślałem, że ten moment już nadszedł. Tymczasem dopiero teraz zrozumiałem, że mam za sobą już nie tylko emocjonalne przeżywanie więzi z Bogiem, ale również logiczne zrozumienie Jego istnienia dopełniające moją wiedzę w sensowną całość. W międzyczasie przeżyłem burzę uczuć i rzeczywiste przeżycia aktywnego misjonarza, co pozwoliło mi sprawdzić w praktyce mój stosunek do Boga. Wreszcie zrozumiałem, że Ojciec Niebieski to Istota bez granic i mogłem sam odrzucić wszystkie zbudowane przez siebie bariery, te urojone i te wyglądające na prawdziwe. Zrozumiałem też, że nie muszę obalać muru między Nim a mną, bo tego muru po prostu nie ma. Nie ma też ostrych warunków, zakazów i kar, które oddzielały mnie od Boga. Po prostu jest pełna wolność, swobodny kontakt z Ukochanym Ojcem. Miłość do Takiego Boga jest tak ogromna, że nie ma nawet możliwości łamania tych różnych przykazań i zakazów wyznaczanych przez religie na świecie. Teraz moja droga do Boga jest czysta, gładka i bardzo krótka.

 

Na nowo także zrozumiałem człowieka jako dziecko Boga. Człowiek powinien być całkowicie wolną istotą, bo jest wieczny i nie podlega żadnej innej zależności, poza więzią rodzinną z Ojcem Niebieskim.

 

Odkryłem także na nowo wszechświat jako zewnętrzne ucieleśnienie Boga – Stwórcy. To fenomenalny, nieskończony teren czekający na swojego prawowitego gospodarza – doskonałego człowieka.

Zrozumiałem, ze nie jestem pyłkiem w kosmosie, ale ważnym bytem, bez którego ten wszechświat nie może być spełnionym dziełem Stwórcy.

 

Jest jeszcze inna, codzienna rzeczywistość. Ciężko przeżyłem dojście do wniosku, że choć Bóg jest, to właściwie Go nie ma w otaczającym mnie świecie cywilizacji ludzkiej na Ziemi.

 

Przyszedł już niestety taki czas, że moje ciało zaczyna się „sypać”. Dlatego muszę się trochę pospieszyć, aby przekazać moje doświadczenia innym ludziom. Przy okazji chcę zaznaczyć, że jedyną „egoistyczną” modlitwę, jaką kieruję do Boga, to modlitwa o utrzymanie mojego zdrowia w użytecznym stanie. Tylko taką prośbę mam na razie do Boga. Poza tym wszystko, co chcę zrobić ma raczej charakter pomocy Ojcu Niebieskiemu. To właśnie Jemu trzeba pomagać w osiągnięciu Jego celu stworzenia, aby uszczęśliwić ludzkość i Jego Samego.

 

Niestety wiele pięknych chwil w moim życiu jest ostatnio okraszone głębokim smutkiem wynikłym z braku zrozumienia i poczucia samotności w tym, co robię. Nie jest to jakiś żal, ale ból, pewnie podobny do bólu, jaki przeżywa Sam Ojciec Niebieski. Czasami tracę nawet nadzieję, że mogę wytłumaczyć komukolwiek mój stan i moje pragnienia. Moi najbliżsi widzieli przecież, że przez całe moje życie doznawałem szczególnej więzi z Ojcem Niebieskim. Naprawdę głęboko pokochałem Boga od najwcześniejszych lat. Równocześnie zachowywałem dystans do swojej więzi z Bogiem, bo zawsze kierowałem się logiką w poszukiwaniu Jego obecności w moim życiu duchowym. Tych poszukiwań prawdy o istnieniu Stwórcy nigdy nie przerwałem i będę je mimo przeciwności kontynuował.

 

Teraz, kiedy już zdobyłem spory zasób wiedzy na ten temat, trudno jest mi milczeć. Na razie jednak ograniczam się ze swoimi wypowiedziami do pisania tekstów do mojej strony internetowej i do tej książki. Nie znalazłem bowiem wśród swoich przyjaciół i znajomych, a także wśród spotkanych innych osób nikogo, kto chciałby, tak jak ja,  otwarcie pomówić o bólu w Sercu Boga, o Jego samotności po utracie Swoich dzieci i o trudnej drodze zbawienia, która powinna być naszym udziałem. 

 

Wynika z tego, że choć ma się przyjaciół, choć ma się ukochane osoby, choć kocha się ich wszystkich, to nigdy się nie wie, czy jest się akceptowanym i kochanym. Tymczasem przy głębokiej więzi z Bogiem czuje się płynącą od Niego miłość, ale także odczuwa się Jego samotność.

 

Ten cały tekst na tej stronie internetowej pisałem z ogromnym spokojem, z uczuciem miłości do Stwórcy i z poczuciem, że podsumowuję doświadczenia całego mojego życia.

 

 

 

 

 

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”