Czarny scenariusz dla ludzkości

Image_72

Spełni się czy nie?

Przypominam to, co w poprzednich rozdziałach wyjaśniałem. Bóg stworzył tylko dobro z myślą o powstaniu Królestwa Niebieskiego. Ukształtował człowieka na „Swój obraz i podobieństwo”, aby był on Jego doskonałym dzieckiem znającym tylko dobro, czyli prawa Boże i ich działanie we wszechświecie.

 

To dobro i jego mechanizmy miały na wieki funkcjonować wśród ludzi.

W Ogrodzie Eden żyli Adam i Ewa. Nie znali zła. Byli pod opieką aniołów, a za ich pośrednictwem, również Boga. Byli dobrzy i niewinni. Niestety, jak się potem okazało, również nieodporni na zło. Świadczy o tym fakt, że słowa „Węża”, przeciwne do słów Boga, znalazły u nich posłuch. Nie pomogło bowiem ostrzeżenie Boga o niespożywaniu „owocu”.

 

Patrząc na różne wydarzenia historyczne, można odnieść wrażenie, że zło jest mocniejsze od dobra. Oznacza to, że już na początku kłamstwo i zło pokonało w Ogrodzie Eden prawdę i dobro. Czyżby ludzie wywodzący się od Boga byli bezsilni wobec zła? Czy może Bóg nie mógł nic na to poradzić?

To trudne i twarde słowa, ale tak właśnie się stało. Czy tak jest teraz dalej? Czy już tak będzie zawsze?

 

Marzenie o idealnym świecie oraz niegasnąca wola życia w szczęściu, w dobru i miłości towarzyszyły nam od zawsze.

Tymczasem w praktyce dzieje się inaczej. Te marzenia są stale niszczone przez fakty, które nas otaczają. Niszczymy szczęście i dobro przede wszystkim w sposób bezpośredni poprzez nasze indywidualne słabości, głupotę, konflikty między poszczególnymi ludźmi i całymi narodami. Dochodzi wówczas do różnych niesprawiedliwości, krzywd, a nawet wojen, które bywają pokłosiem nienawiści i rewanżem za wyrządzone zło. Takiego świata chce właśnie Szatan. To jego piekło. On wciąż burzy i niszczy nasze marzenia.

 

Szczęście i dobro potrafimy zniszczyć również w sposób pośredni, próbując naprawić istniejącą sytuację. Pojawiają się „naprawiacze”, odnowiciele, reformatorzy, którzy znajdują najpierw pewną grupę zwolenników. Bardzo szybko pojawiają się konflikty, działanie wbrew ludziom, na siłę, pod przymusem. Dochodzi do konfliktów, inkwizycji, a nawet do wojen religijnych. Końcowy rezultat jest taki sam, jak niszczenie dobra w sposób bezpośredni.

 

Niestety od tysięcy lat wybuchają konflikty, wojny, leje się krew. Atakują nas wrogowie, którzy chcą nas sobie podporządkować, a czasem zabić. Co robić? Bronić się czy biernie czekać na śmierć? Walczyć ze złem czy zrezygnować z oporu? Zbroić się czy pozostać bezbronnym? Czy może ograniczyć walkę tylko do obrony własnej? Czy prowadzić ją do końca, aby całkowicie zniszczyć wroga? Czy dalej ją kontynuować, choć może ona doprowadzić do naszej śmierci?

Pojawia się czasem jeszcze inna refleksja.

Do czego doprowadzi brak oporu? Do przetrwania czy do śmierci? Co wybrać?

 

Jaka jest najlepsza odpowiedź na te wszystkie pytania dla ludzi żyjących w piekle?

Po tysiącach lat wciąż nie znamy na nie odpowiedzi. A tymczasem zło wciąż istnieje, a Szatan dalej jest „bogiem tej Ziemi”.

 

Zło wdarło się w życie ludzi na samym początku i ciągle jest w nim dość mocno zakorzenione. Oznacza ono przede wszystkim duchową obecność Szatana w naszym upadłym świecie. To również obecność w naszej osobowości upadłej natury odziedziczonej od niego. W wyniku jej istnienia w ludzkim społeczeństwie zło bardzo łatwo wygrywa z dobrem, a kłamstwo jest łatwiej przyjmowane niż prawda. Równie często miłość przegrywa z nienawiścią. Pokazuje to cała historia ludzkości. W większości przypadków ludzie w obliczu zła czują się bezsilni, gdyż wydaje się im, że już nic nie można zrobić wobec jego potęgi. Pytam drugi raz: czy zawsze tak będzie? Czy zawsze będziemy nieodporni na zło?

 

Skoro zło i jego mechanizmy wdarły się w naszą cywilizację, to ludziom wciąż należy przypominać zasady ich działania. To pierwszy krok, aby się im nie poddać i nie uznać ich za normalność. Jak dowodzi historia ludzkości, często nie zauważamy pojawiającego się w naszym życiu zła. Czasami wręcz zapominamy o jego istnieniu. Często również lekceważymy na początku jego pojawienie się, a gdy już je zrozumiemy, najczęściej jest już za późno, aby powstrzymać jego rozwój. Wtedy dokonuje ono ogromnych zniszczeń, które czasami trudno naprawić. Dzieje się tak w naszym życiu osobistym, a nawet na poziomie całych narodów. Tak było na przykład w przypadku reżimów hitlerowskiego, stalinowskiego, Czerwonych Khmerów i wielu innych. Niestety mechanizmy dojścia tego rodzaju zła do włazy wciąż się powtarzają. Wciąż miliony ludzi dają się oszukać kłamliwym obietnicom politycznych przywódców, którzy zapowiadają stworzenie lepszego i sprawiedliwszego społeczeństwa, choć często za nimi stoi zły „władca tego świata”. Dlatego w całym moim opracowaniu wielokrotnie przeprowadzam analizę powstawania zła, uzmysławiam istnienie jego centrum, czyli Szatana, jak również wskazuję na skutki jego działania. Z bólem serca stale podkreślam, że pomimo ogromnych wysiłków ludzi Szatan wciąż utrzymuje swoje piekło w naszym świecie. Niestety dotyczy to również mnie. Jedyne, co mogę robić obecnie, to stale ostrzegać przed złem, przed jego źródłem i mechanizmami. Jeszcze raz pytam: czy zawsze tak będzie? Czy można coś zrobić wobec potęgi zła?

 

Wielu z nas dość łatwo odróżnia zło od dobra na poziomie naszego indywidualnego życia. Dużo trudniej rozgraniczyć je w życiu społecznym, a najtrudniej na szczytach władzy. Wygląda na to, że właśnie o to chodzi „złemu bogu” naszego świata. Zło społeczne zaczyna się, gdy wychodzi ono z ust wielkich przywódców narodów, z mównic rządowych i parlamentarnych. Mówią nam, że Bóg jest z nimi, że wypełniają Wolę Boga i że to, co robią, jest dobrem. Wszyscy, którzy są przeciw nim, są źli, należy ich napiętnować, a nawet usunąć ze społeczeństwa. Przez tych ludzi, którzy chcą nami rządzić, zło jest często nazywane dobrem, a kłamstwo prawdą. Równie często towarzyszy temu zjawisku cynizm, gdyż wielu z tych, którzy to robią, wie, że mówi nieprawdę. Robią to jednak dla kariery, pieniędzy i innych korzyści materialnych. To wszystko tworzy mechanizm zła, który od tysięcy lat funkcjonuje w naszym świecie. Wydaje się, że uczciwa demokracja nie ma większych szans w starciu z różnymi reżimami. Zło dość często wygrywa najpierw w postaci populizmu, a potem dość szybko przeradza się w różnego rodzaju totalitaryzmy i tyranie. Tak było z faszyzmem i hitleryzmem, tak też było z komunizmem i pochodnymi od niego reżimami. Mechanizm zła w polityce i w życiu codziennym powtarza się od tysięcy lat. Żadne wydarzenie w historii nie pozwala żywić nadziei, aby można było skutecznie usunąć ten mechanizm. Przekonał się o tym nawet sam Jezus Chrystus. Trzeba zatem ze smutkiem stwierdzić, że taka sytuacja jest ciągłą tragedią ludzkości. I na takiej właśnie sytuacji najbardziej zależy „panu tego świata”.

 

Oczywiście ludzie próbowali zmienić ten stan. Przede wszystkim żyli nadzieją, że Bóg to wszystko wreszcie zmieni. Mijały lata, setki i tysiące lat, a żadna zmiana na lepsze wciąż się nie pojawia. Przykładem tego może być fakt, że zło na świecie po przyjściu Jezusa jest takie samo, jak było przed Jego przyjściem. Czyżby Bóg nie mógł wybawić naszego świata ze zła? Czyżby nie mógł zaingerować i zlikwidować mechanizmu zła oraz odsunąć Szatana od władzy? Niestety wygląda na to, że sam nie może tego zrobić. Bóg nie mógł zaingerować w upadek Adama i Ewy, nie mógł, pomimo perswazji, zaingerować w zabójstwo Abla przez Kaina, a przede wszystkim nie mógł powtrzymać złych ludzi przed zabójstwem Jezusa. Dlatego podkreślę po raz któryś z rzędu, że Bóg nie zna zła i nie ingeruje w zło. Ludzkość przeszła przez tysiące lat cierpień, zbrodni, wojen i innych straszliwych rzeczy, a On nie mógł nic na to poradzić. Dlatego wielu ludzi w ogóle w Niego nie wierzy, gdyż taki nieingerujący w zło Bóg nie ma dla nich sensu. Bardzo się z tego cieszy obecny „władca ludzkości”.

 

Tymczasem, dzięki naszej pierwotnej naturze, wciąż myślimy o Bogu, tęsknimy za dobrem i mamy nadzieję, że kiedyś powstanie idealny świat. To nasza odwieczna nadzieja. Z tą nadzieją ludzkość przeżyła już tysiące lat i to ona wciąż w nas trwa. Nawet ewidentne zło nie może zniszczyć tkwiącej w nas nadziei. Przykładem tego jest właśnie wiara w ukrzyżowanego Jezusa. Choć został zabity, to zostawił po sobie nadzieję na zmartwychwstanie. Powstało też chrześcijaństwo, które twierdzi, że przez tę zbrodnię nastąpiło zbawienie ludzi i że Bóg tak chciał. Szkoda, że ludzka nadzieja przerodziła się w tak nierozsądną teorię, ale właśnie na tym polega jej fenomen. Równocześnie, niestety, ta sytuacja sprzyja dalszemu funkcjonowaniu mechanizmów zła.

 

Można przypuszczać, że jeśli nie pojawi się nowy pomysł na zbawienie, to zło będzie istnieć wiecznie. To jest ten czarny scenariusz dla ludzkości. Taka sytuacja mogłaby być porażką dla Stwórcy. To jednak wydaje się nieprawdopodobne. Naszą stałą nadzieją jest fakt, że Bóg istnieje poza czasem i przestrzenią. Dla Niego tysiące lat mogą być bardzo krótkim odcinkiem czasu. Jeśli zbawienie nastąpi za kolejnych tysiące lat i ostatecznie powstanie na Ziemi Królestwo Niebieskie, to w skali wieczności cała zła przeszłość ludzkości będzie tylko niewielkim epizodem. Wtedy „piekielny” okres naszej historii zaniknie w przeszłych dziejach ludzkości. Logika nakazuje więc wierzyć, że kiedyś nastąpi koniec zła. Należałoby uzbroić się w cierpliwość i czynić wokół siebie tylko dobro, aby było ono bazą nadziei dla przyszłych pokoleń.

 

W tym oczekiwaniu, że kiedyś w przyszłości zapanuje dobro, jest jeszcze jedna nadzieja.  Towarzyszy nam bowiem myśl, że po śmierci będzie się żyć w dobrym świecie duchowym, czyli w raju, który otworzył Jezus Chrystus. To nam wciąż pozostało, bo dzięki temu nasz los może zależeć od naszych wysiłków, gdy odrzucimy mechanizmy zła. Wielu żyje tą nadzieją, bo wie, że nic więcej nie może zrobić. Trochę to pomaga, aby się całkowicie nie załamać i nie przeżywać zbyt ciężko bólu zrodzonego z poznania prawdy o naszym świecie.

 

Są rzeczywiście momenty, w których ludzie wątpią w możliwość powstania świata pod zwierzchnictwem Boga. Zaczynają myśleć, że lepiej pogodzić się z zaistniałą sytuacją i nie walczyć ze złem. Do skrajności dochodzi, gdy pojawia się kult Szatana. Niektórzy, dzięki niemu, mają dobre życie w świecie pod jego panowaniem. Tak dzieje się od dawna. Są nawet tacy, którzy łączą proces zbawienia z Szatanem. Uważają, że skoro Bóg jest wszechmocny, to kiedyś Szatan wróci do łask Bożych, a wtedy wszyscy, którzy byli mu wierni, wrócą do Boga razem z nim, a zło bezpowrotnie zaniknie. Liczą na to, że, skoro Bóg stworzył Archanioła Lucyfera, to w końcu Szatan przestanie istnieć, zmieniając się znów w dobrego archanioła. To raczej ryzykowna filozofia. Myślę, że sataniści nic na tym nie zyskają, gdyż ich wiara dotyczy istoty, której nie stworzył Bóg. Szatan nie został stworzony przez Boga, ale przez upadek w Ogrodzie Eden, który nastąpił przy udziale jego samego i ludzi. Zgodnie z koncepcją Stwórcy, ludzie od początku stali wyżej niż aniołowie w hierarchii świata duchowego. A więc stawianie samego siebie na pozycji sługi upadłego archanioła jest podwójnie niewłaściwe. To zresztą może nie tylko dotyczyć samych satanistów, ale również każdego człowieka.

 

Rzeczywiście powinno tak się kiedyś stać, że Szatan przestanie całkowicie istnieć. Ten fakt jest słusznie związany z nasza wiarą i wiedzą, że Bóg jest wszechmocny i doskonały, a Jego Wola prędzej czy później się spełni. Również faktem jest jej niezmienność. Na przykład w Ogrodzie Eden Bóg powiedział, że spożycie „owocu” doprowadzi pierwszych ludzi do śmierci. I tak się stało. Czy będziemy o tym pamiętać?

 

Celem marzeń każdego człowieka powinno być wyzwolenie się z tej sytuacji, aby trafić do idealnego świata duchowego, porzucając na zawsze zły stan powstały na Ziemi w momencie upadku pierwszych ludzi. Niestety nie wszyscy wiemy o prawdziwych skutkach sytuacji, która miała miejsce na początku historii ludzkości. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że można nas porównać do więźniów zamkniętych w odizolowanym od wszechświata więzieniu, do którego nie dociera wiedza o prawdziwym, wolnym życiu w całym otaczającym nas kosmosie. Umieramy bez prawdziwej wiedzy o nas samych, a po śmierci jesteśmy zdezorientowani wejściem do dalekiego od doskonałości świata duchowego. Najlepiej by było, aby wszyscy odkupieni przez Jezusa mogli dostać się „w ręce” dobrych aniołów i dokończyć przy ich pomocy swój wzrost do doskonałości. Wtedy nasze osoby duchowe, mogłyby całkowicie zerwać kontakt z „szatańską” Ziemią i rozpocząć właściwe życie w bezkresnym wszechświecie pozostającym pod zwierzchnictwem Boga. Czasami myślę, że tak rzeczywiście jest, gdy czuję, jak kochani przeze mnie bliscy na zawsze znikają po śmierci.

 

Przypomnę jeszcze raz czarny scenariusz, że jeśli nie nastąpi zbawienie, to Szatan zawsze będzie naszym „bogiem”. Wtedy sataniści znajdą się w najkorzystniejszej pozycji w społeczeństwie, gdyż dla nich samych nie będzie on aż tak „czarny”. Na dodatek ten scenariusz nie jest taki nieprawdopodobny. Mamy przecież za sobą wiele tysięcy lat „szatańskiej cywilizacji”, a na horyzoncie nie bardzo widać „białego” scenariusza.

 

Nie chcę w tym rozdziale pozostawać przy czarnym scenariuszu, choć taki jest jego tytuł. Na fakt wiecznego panowania Szatana nie wyraża zgody moja pierwotna natura. Tkwi ona też we wszystkich ludziach na Ziemi. W stanie wewnętrznego rozdarcia, spowodowanego współistnieniem obu tych natur, nie da się żyć przez całą wieczność. Któraś z nich musi ostatecznie zwyciężyć i wypełnić całą osobowość człowieka. Tą zwycięską nie może być natura upadła, gdyż wówczas opisany w tym opracowaniu Byt Pierwoistny, Źródło pierwotnej natury nie miałby dla nas żadnego sensu. Tylko całkowite wyeliminowanie upadłej natury, zaniknięcie zła, czyli zwycięstwo dobra, ma sens w świetle tego, o czym pisałem w moich tekstach.

 

Na razie ludzkość wciąż czeka na zbawienie. Nie dopuszczamy do siebie myśli, żeby ono nigdy nie nastąpiło a zło trwało na wieki.

Czy istnieje alternatywa dla czarnego scenariusza?

Widzę dwa takie scenariusze. Pierwszy, dość typowy, a drugi mocno futurologiczny.

 

Ten typowy scenariusz został już opisany w kilku miejscach w tym opracowaniu, a najdokładniej w rozdziale pt. „Zbawienie świata”. Główny wniosek, który z niego wynika dotyczy postawy ludzi wobec Powracającego Zbawiciela. Chodzi o to, aby go właściwie rozpoznać i nie „ukrzyżować”. Wtedy mogłaby się zacząć odnowa naszego świata i moglibyśmy wrócić do pierwotnego scenariusza przewidzianego przez Stwórcę. Niestety trzeba się też strzec innych mechanizmów zła. Być może literalne zabójstwo Zbawiciela nie musi się dokonać. Możemy sobie wyobrazić całkowity brak poparcia dla niego, brak zrozumienia dla jego nauk, a także pozostawienie jego losów w rękach polityków i fanatycznych wyznawców różnych religii. Już raz, w Izraelu, taka mieszanka polityczno-religijna doprowadziła do zaprzepaszczenia możliwości pełnego zbawienia, którego miał dokonać Jezus Chrystus.  Niestety obserwacja obecnej sytuacji na świecie prowadzi raczej do czarnego scenariusza.

 

Przejdę teraz do scenariusza futurologicznego.

To, co tu przedstawiam, wynika logicznie z treści całego mojego opracowania, które nazwałem „Dotyk wieczności”. Skoro twierdzę, że Bóg nie może zaingerować w nasz świat, aby go samodzielnie zbawić, a mieszkańcy Ziemi okazują się niezdolni do przeprowadzenia procesu zbawienia, to musi to zrobić ktoś zewnątrz. Nadal przewiduję, że powinni to zrobić ludzie, choć niekonieczne z naszej planety.

 

Na pewno dramatem dla wszechświata jest to, że na jednej z planet ukształtowanych przez Stwórcę nastąpiła tragedia, która do dzisiaj powoduje cierpienie przyszłych dzieci Bożych. Szkoda, że ten los spotkał właśnie naszą Ziemię. To jest piekło, w którym musimy żyć. Znalezienie się ludzkości pod złym panowaniem Szatana i jego złych duchów w dramatyczny sposób zatrzymało jej rozwój. Z naszej Ziemi nie można bezpośrednio po śmierci fizycznej wejść do idealnego wszechświata duchowego. Równocześnie źli aniołowie, czyli złe duchy, na czele z Szatanem sami są odizolowani od pozostałej części wszechświata, zarówno fizycznego jak i duchowego. Skutkiem tego jest także izolacja podległych im ludzi zamieszkałych na Ziemi. To smutna wiadomość dla nas. Żyjemy zamknięci najpierw w fizycznym piekle na Ziemi, a po śmierci tułamy się w zablokowanym świecie duchowym związanym z naszą rzeczywistością. Ma on czasem różne formy duchowego czyśćca, a czasem nawet duchowego piekła. Te wszystkie sfery duchowe są teraz jakby zamknięte w wielkim kloszu przykrywającym nasz świat, tworząc jakby gigantyczne więzienie. Dopiero po zbawieniu, które powinno się dokonać na naszej planecie, możemy otworzyć się na cały pozostały wszechświat.

 

Pisałem już, że Bóg jest doskonały i niezmienny. Dlatego na innych planetach we wszechświecie, podobnych do Ziemi, mógł stworzyć ludzi o fizycznej strukturze identycznej jak nasza. To, co jest najważniejsze, to fakt, że prawdopodobnie nie doświadczyli oni tej samej tragedii, którą przeszła w Ogrodzie Eden nasza cywilizacja w pierwszych latach swojego istnienia. Powinni być w pełni doskonali, nieskażeni złem i wystarczająco mądrzy, żeby nam pomóc. Do współpracy mogą zaprosić tych samych aniołów, którzy komunikują się z nami. Na razie ci dobrzy aniołowie w oparciu o obecną ludzkość nie mogą nic zrobić. Wciąż na Ziemi panuje zło kierowane przez Szatana i jego złe duchy. To jest ta zła wiadomość.

 

Dobrą wiadomością jest fakt, że aniołowie znający naszą sytuację mogliby być dobrymi przewodnikami dla doskonałych ludzi z innych planet podczas przeprowadzania zbawiania naszej Ziemi. Wiadomo, że doskonali ludzie dysponują jeszcze większa mocą niż aniołowie. Mogą zatem stanąć do pojedynku z Szatanem, tak jak to zrobił Jezus. Taka armia „zbawicieli” mogłaby z pewnością poradzić sobie z Szatanem i jego złymi duchami. Niestety ta dobra cywilizacja nie przyleci do nas na statkach kosmicznych. Na Ziemię mogą trafić tylko ich osoby duchowe. Konieczna będzie zatem pomoc ze strony osób żyjących aktualnie na naszej planecie. Dodatkową pomoc i doświadczenie mogą zaoferować osoby duchowe z raju, czyli święci prowadzeni przez Jezusa. Oni bowiem wiedzą, kto jest naszym głównym przeciwnikiem na Ziemi. Poszczególni ludzie powinni zaoferować swoje osoby fizyczne osobom duchowym przybyszów z tamtej, nieskażonej złem planety. Ten mechanizm użycia osoby fizycznej przez „obcą” osobę duchową Stwórca przewidział już od dawna, aby wszyscy ludzie wszechczasów mogli uczestniczyć w życiu zarówno swojej planety, jak i innych zamieszkałych planet w całym wszechświecie. Mogłoby to zmobilizować pozostałych ludzi na naszej planecie, aby włączyli się w proces oczyszczania świata ze zła. Doprowadziłoby to wreszcie do realizacji pierwotnych planów Stwórcy i nauczyło nas żyć w świecie pod Jego zwierzchnictwem. Ten proces trwałby do momentu, w którym Bóg bezpośrednio mógłby się włączyć w nasze życie. Nastąpiłoby to w wyniku odrodzenia się na Ziemi pierwszej ludzkiej pary, która osiągnęłaby doskonałość osobistą, a której nie zdołali osiągnąć Adam i Ewa. Staliby się oni właściwymi rodzicami całej ludzkości, dając początek boskiemu rodowodowi naszej rasy. W tym miejscu ten scenariusz upodobniłby się do pierwotnego scenariusza opisywanego w moim opracowaniu. Nie byłby to już czarny scenariusz, ale ten, który przewidział Stwórca. Wynika stąd prosty wniosek, oczywiście bardzo futurologiczny, że potrzebujemy tylko wsparcia ze strony ludzi, którzy już gdzieś we wszechświecie zrealizowali Boską koncepcję, czyli Królestwo Niebieskie.

 

To, co napisałem powyżej, wygląda nieprawdopodobnie, ale wynika z logicznej analizy stanu wszechświata, który, moim zdaniem, powstał zgodnie z koncepcją Stwórcy. Takie rozwiązanie, pomimo wielkich nadziei, może jednak nie dojść do skutku, jeśli o naszej dramatycznej sytuacji nie będzie wiedział nikt we wszechświecie. Jest to dość prawdopodobne. Być może nie chodzi tu tylko o poziom techniki. Na pewno ciężko by było się porozumieć cywilizacji na poziomie najstarszego okresu kultury Babilonu z cywilizacją na poziomie naszego XXI wieku. Być może właśnie taka różnica istnieje między naszą cywilizacją, a innymi wysoko rozwiniętymi na tamtych planetach. Jednak boję się, że główny problem leży jeszcze gdzie indziej. Może bowiem tak być, że jesteśmy „samotną wyspą zła” w kosmosie, jedyną upadłą cywilizacją ludzką. Zło na naszej planecie uczyniło nas wyizolowanymi od wszechświatowej społeczności, tak jakbyśmy byli z niej wykluczeni. Doprowadził nas do tego stan naszego świata z niedokończoną i niedoskonałą cywilizacją, która zatrzymała się w rozwoju gdzieś na peryferiach kosmosu. Możemy być jakby zagubieni we wszechświecie. Wszystkie inne cywilizacje, które osiągnęły pełną dojrzałość zamierzoną przez Stwórcę, mogą nie mieć żadnej możliwości skontaktowania się z nami. Nie znają one zła, nie znają mechanizmów jego funkcjonowania, a twórca tego zła, Szatan, odgradza nas od reszty wszechświata. Wygląda na to, że możemy być poza ustabilizowanym dobrem we wszechświecie, jakby w otchłani, zdani ciągłe na zło. Mam jednak nadzieję, że ten scenariusz nie jest aż tak „czarny”.

 

Dlatego w jednym z poprzednich rozdziałów postanowiłem przedstawić futurologiczną wizję wszechświata, żeby uświadomić ludziom naszą specyficzną sytuację. Oczywiście naukowców nie trzeba przekonywać do poszukiwań cywilizacji na innych planetach we wszechświecie. Robią to bowiem już od dawna. Mnie raczej chodzi o to, aby nie traktować ich starań jako działania zmarginalizowanego lub bezsensownego. Na początek wystarczy uzmysłowić jak największej liczbie ludzi, że gdzieś w kosmosie może istnieć życie wolne od zła. Wtedy będzie można zdać sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy w beznadziejnej sytuacji. Myślę, że w najbliższej przyszłości dojdziemy do odpowiedniego poziomu techniki umożliwiającej skuteczną komunikację międzyplanetarną, aby we wszechświecie było coś o nas wiadomo. Wtedy ewentualnie moglibyśmy podjąć próby zlikwidowania naszego piekła przy pomocy z zewnątrz.

 

Czy to wszystko, co napisałem powyżej, jest jedynie fikcją? A może to tylko moje marzenie?

 

Odpowiedź na to pytanie przyniesie przyszłość...

 

 

 

 

 

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”