Człowiek wobec wszechstworzenia

Miejsce człowieka wobec Boga i wszechświata

Image_8

W poprzednich rozdziałach starałem się wykazać, że człowiek nie należy do świata zwierząt. Człowiek potrafi w myślach stworzyć praktycznie wszystko, jakby wirtualny świat, w którym każda rzecz funkcjonuje według jego woli i według ustanowionych przez niego praw. Możemy się dowolnie poruszać w tak powstałej „rzeczywistości”, realizować swoje marzenia, mieć w nich przeżycia podobne do realnych i osiągać w niej szczęście. Taką wirtualną rzeczywistość potrafimy ukształtować także za pomocą gier komputerowych albo filmów fantastycznych, tworząc całe nierzeczywiste światy. Wówczas, dla tych światów, człowiek staje się bogiem wszechmogącym.

 

Potrafimy to wszystko, bo nie jesteśmy zwierzętami. Nie jesteśmy właściwie częścią przyrody, choć nasze ciało fizyczne jest z nią związane.

 

Pozycję człowieka wobec wszechstworzenia można lepiej zrozumieć na podstawie dwu schematów stwarzania wszechrzeczy. Pierwszy z nich dotyczy całego wszechstworzenia, do którego zaliczam wszystko we wszechświecie łącznie ze zwierzętami, a z którego wyłączam na razie ludzi. Ten schemat stwarzania pokazuje proste bezpośrednie przejście od Prawa Bożego do jego ucieleśnienia się w postaci konkretnego bytu, który nazwałem po prostu „bytem”. Drugi schemat, który w religijnym opisie można określić sentencją, że „Słowo staje się ciałem”, dotyczy tylko człowieka. Stanowi on kilkustopniowe przejście od Serca Boga, potem przez Jego Prawo, a dalej przez Słowo będące wyrazem Jego Pragnień i Woli. Kończy się to ucieleśnieniem Jego Słowa w postaci „ciała”, czyli powstaniem każdorazowo nowego człowieka. Taka jest fundamentalna i zarazem kolosalna różnica między człowiekiem a całym pozostałym wszechstworzeniem. Z uwagi na to nazywamy człowieka dzieckiem Boga.

 

Chcę jeszcze dodać moją dygresję na temat Słowa pisanego przez duże S. Nie chodzi tu o popularne znaczenie słowa, czyli o wypowiedziany wyraz. Tutaj Słowo oznacza myśl, chęć i pragnienie przechodzące w wolę będącą podstawą do decyzji, która może zmienić się w czyn. Słowo u Boga wypływa z Jego Serca. Człowiek też powinien starać się tak postępować. W Bogu Słowo jest zgodne z Jego Prawem, a więc u doskonałego człowieka powinno być analogicznie. Doskonałych ludzi na razie nie mamy, ale jeśli chcemy być lepszymi ludźmi, to warto upewnić się, czy nasze decyzje wypływają z naszego serca i czy są zgodne z Prawami Bożymi. Te Prawa są rozpoznawane przez ludzi w postaci zastanych na Ziemi praw fizyki, chemii, biologii i wszystkich innych praw dotyczących całego kosmosu. Gorzej jest ze znajomością zasad moralnych oraz praw świata duchowego, gdyż pod tym względem ludzkość jest bardzo niedouczona. O tych ostatnich zagadnieniach będę jeszcze pisał w następnych rozdziałach, tymczasem chcę w tym miejscu wyjaśnić pozycję człowieka wobec całego wszechstworzenia.

 

Kim jest więc człowiek wobec przyrody?

Na pewno jest zarządcą przyrody. Jest kimś, kto kształtuje świat wokół siebie i rządzi nim, bez względu na to, czy robi to dobrze, czy źle. Wygląda na to, że pretenduje on do miana „zbiorowego boga” naszej Ziemi. Chciałby również rozszerzyć swą władzę na dalsze strefy w otaczającym nas kosmosie. Powinno to doprowadzić z czasem do osiągniecia przypisanej człowiekowi pozycji pana wszechstworzenia.

 

Prawie wszystkie opracowania naukowe, popularnonaukowe, literackie, a nawet religijne uznają człowieka za część przyrody. To stwierdzenie jest traktowane nie tyle jak oczywistość, ile niemal jak prawda absolutna. Tymczasem ja chciałbym zaprezentować kontrowersyjny pogląd, że to nie ludzkość jest częścią wszechświata, ale wszechświat jest częścią ludzkości. Dokładniej mówiąc, jest on częścią ludzkiego środowiska, tą fizyczną, ponieważ dziecko Boga ma jeszcze drugie, nieskończenie wielkie „środowisko”, zwane światem duchowym.

 

Z całego mojego opracowania wynika, że wszechświat fizyczny i świat duchowy wyłoniły się z Bytu Pierwoistnego, czyli z Boga. Dlatego opisowo można powiedzieć, że wszechświat jest częścią Boga.

Równocześnie stale powtarzam, że wobec wszechświata człowiek jest osobnym bytem istniejącym w powiązaniu z Bytem Pierwoistnym. Oczywiście nasze ciało fizyczne jest częścią przyrody. Jednak zarówno ono, jak i cały fizyczny wszechświat, pełnią tylko rolę czasową i służebną w doprowadzeniu osoby duchowej, czyli właściwego człowieka, do zajęcia u boku Ojca Niebieskiego pozycji pana wszechstworzenia. Powyższe stwierdzenie jest jedną z myśli przewodnich całego tego opracowania.

 

Wiem, że człowiek, który powinien zajmować pozycję pana wszechstworzenia, ponosi często porażki z powodu niespodziewanych anomalii natury, a nawet płaci życiem za różne naturalne kataklizmy. Z jednej strony ujarzmiamy przyrodę, z drugiej jednak strony zjawiska naturalne niejednokrotnie wymykają się nam spod kontroli.

 

Naukowcy często potwierdzają ludzką bezsilność wobec przyrody i odczuwają podziw dla ogromu mocy i wiedzy, którymi ona dysponuje. Inni, często prości ludzie, używają pojęcia „matka natura”, opisując pewne nieopanowane zjawiska przyrodnicze. Czasami te słowa padają także w odniesieniu do ludzkich cech. Mówi się na przykład, że tzw. matka natura obdarzyła kogoś wyjątkowymi zdolnościami lub pokazała swoją moc. Słowa te akcentują fakt istnienia jakiejś siły wyższej, a konkretnie istnienia energii od Stwórcy. Jednak naukowcy wciąż unikają odnoszenia się do tzw. siły wyższej, choć równocześnie podkreślają swój podziw wobec możliwości natury.

 

To fakt, że odkryliśmy różne prawa istniejące od zawsze w przyrodzie. Podziwiamy skomplikowane struktury funkcjonujące we wszechświecie, odkrywany tajemnice cząstek elementarnych i przemiany różnych form energii. Cały czas towarzyszy temu respekt przed nieodgadnionym bezmiarem wszechświata. Jeszcze większy respekt odczuwamy wobec tajemniczych praw świata duchowego.

 

Porównując osiągnięcia ludzkości w dziedzinie nauki i techniki z istniejącymi strukturami na naszej planecie i w całym kosmosie, musimy dojść do wniosku, jak znikoma jest nasza wiedza i jaki ogrom tajemnic jeszcze przed nami. Zastaliśmy bowiem niezwykle bogatą przyrodę i skomplikowany kosmos, których na pewno sami nie stworzyliśmy i które poziomem zawartej w nich wiedzy przewyższają wielokrotnie wszystkie osiągnięcia naszej cywilizacji w ciągu ostatnich tysięcy lat.

 

Co się właściwie za tym kryje? Co kryje się za potęgą tzw. matki natury? Co, a właściwie kto, wyprzedza naszą wiedzę w tak kolosalny sposób?

Możemy oczywiście dalej unikać nazywania rzeczy po imieniu, używać zastępczych terminów, takiej jak „siła wyższa” lub „matka natura”, ale lepiej chyba używać pojęcia Siła Pierwszej Przyczyny (w przypadku naukowców) lub wskazywać po prostu na Boga Stwórcę.

Najlepiej zacząć od zwykłego podziwu wobec ogromu Jego wszechstworzenia. Przywołam tutaj cytat z wiersza ks. Jana Twardowskiego pod tytułem „Naucz się dziwić”, mówiący o tym, że można w Niego uwierzyć z samego zdziwienia.

 

Kiedy skończy się proces rozwoju cywilizacyjnego? Chyba nigdy, bo twierdzę, że równocześnie Stwórca stale rozszerza Swoje Stworzenie, wyprzedzając nas o czas, który trudno określić ludzkimi zmysłami. Dobry Ojciec Niebieski otwiera nam wciąż nowe drogi rozwoju, sprawdzone przez Siebie w Swym stwórczym planie dla wszechświata. My tylko odkrywamy to, co istnieje i rozwijamy to dalej. Ten proces powinien więc trwać w nieskończoność. Otacza nas bowiem wszechświat, dla którego nie jesteśmy obojętnym punktem w przestrzeni międzyplanetarnej. Jest wręcz przeciwnie. Z nadania Stwórcy człowiek jest odpowiedzialny za wszechświat, stąd warto zaakceptować naszą pozycję w kosmosie i zrozumieć jej dominujące znaczenie. Tak miało być w pierwotnych planach Stwórcy i tak będzie kiedyś, gdy powstanie świat zwany Królestwem Niebieskim.

 

Zwykło się mówić o wielkich władcach, królach i cesarzach, że są odpowiedzialni tylko przed Bogiem i historią. Ja dodatkowo twierdzę, że dotyczy to każdego z nas. To ważna prawda, że każdy człowiek jest odpowiedzialny przed Bogiem i historią. Tak ma być w idealnym świecie, ale dobrze jest uświadomić sobie ten fakt już teraz.

 

Z uwagi na tę odpowiedzialność, ludzie powinni zachowywać w pamięci proces tworzenia się dziejów, aby przyszłe pokolenia mogły na tym bazować. Tworząc kolejne fazy postępu cywilizacyjnego, trzeba równocześnie przeglądać ważne osiągniecia z przeszłości. Wygląda na to, że była to pierwotna koncepcja Stwórcy, który również kolejnym wydarzeniom przy kształtowaniu świata nadawał określenie „dobre”, aby zostały na zawsze zapamiętane. Zatem zapamiętywanie wydarzeń, refleksja nad nimi, jest ważnym elementem kształtowania się cywilizacji ludzkiej.

 

Jak zapisać całe to dzieło tworzenia się historii?

 

Dopiero od ponad 100 lat udaje się nam zapisywać najważniejsze wydarzenia na kliszy fotograficznej, taśmie filmowej i taśmie magnetycznej, bo przedtem dysponowaliśmy tylko tekstami pisanymi. Tymczasem obecnie nastąpiła lawina zapisów elektronicznych, w związku z czym każda najdrobniejsza informacja może być przekazana ludziom żyjącym obecnie, a także zostać zachowana dla przyszłych pokoleń. Równocześnie będzie to nam potrzebne w świecie duchowym, ale o tym napiszę w kolejnych rozdziałach.

 

Teraz zajmę się tylko procesem zachowania informacji o przeszłości, gdyż problemem jest raczej wiedza o czasach dawniejszych niż ta, którą zarejestrowały nośniki na taśmie celuloidowej, magnetycznej czy dane w pamięci cyfrowej.

Czy zatem obrazy ludzkiej cywilizacji sprzed wielu tysięcy lat są bezpowrotnie utracone? Uważam, że nie!

Istnieje bowiem odwieczny nośnik informacji, na którym zapisywane są poszczególne wydarzenia od pierwszych chwil istnienia ludzkości na Ziemi. Tym nośnikiem jest sam człowiek. Informacje te nie pozostają jednak w mózgu. Za życia człowieka działa on jak mikroprocesor w komputerze, który przetwarza dane ze źródeł zewnętrznych, takich jak klawiatura, kamera, skaner czy sensory w różnych urządzeniach. Przesyła je potem do pamięci masowej, która może istnieć poza komputerem. „Pamięcią masową” człowieka jest jego osoba duchowa, która wyposażona jest w mechanizm zapisywania wszystkiego, co odebrały ludzkie „sensory”: oczy, uszy, dotyk, czy kubki smakowe. Stanowi ona pełny zapis multimedialny łączący obraz, dźwięk, a nawet atmosferę przeszłości. Te nagrania zostają na zawsze w niewyczerpalnej i trwałej pamięci wbudowanej w osobę duchową człowieka. Nie tkwią one w tkankach mózgowych ani w żadnym innym miejscu ciała ludzkiego. Gdyby tak było, moglibyśmy robić sekcje zwłok zmarłych ludzi, aby wydobywać z nich informacje o przeszłości.

 

Oczywiście ta pamięć w osobie duchowej była przygotowywana do rejestrowania zdarzeń w idealnym, świecie pierwotnie planowanym przez Stwórcę. Obecnie rejestruje ona zarówno wydarzenia zgodne z prawem Bożym, czyli dobre, jak i te złe, które nie powinny mieć miejsca. Dlatego te nagrania powinny przejść proces oczyszczania ze zła, który religie określają jako sąd nad każdym człowiekiem, a czasem jako Sąd Ostateczny. Zresztą ludzie w naturalnym odruchu nie chcą pamiętać zła, bo w pierwotnej naturze człowieka nie było miejsca na zło. Ten problem poruszę w rozdziale o początkach zła, a dodatkowo jeszcze w rozdziale o Sądzie Ostatecznym.

 

Jesteśmy wszyscy spadkobiercami Naszego Ojca Niebieskiego – Stwórcy wszechświata, który od zawsze rozwijał wszechświat. Tworzył wciąż nowe formy doprowadzając je do doskonałości, aby na ich bazie budować nowe, bardziej skomplikowane struktury i koncepcje. Jak robił to przedtem, tak robi to teraz i tak będzie robił dalej, nieprzerwanie. Równocześnie w dziejach naszej cywilizacji, od momentu stworzenia pierwszych ludzi, nastąpiła szczególna sytuacja. Przyszła bowiem kolej na nas. Jak wspomina Biblia, Stwórca po powołaniu do życia człowieka „odpoczął”, czyli jak gdyby ograniczył Swój aktywny udział w dziele stwarzania wszechświata. Wszystko zatem zostało wstępnie przygotowane na kolejną fazę – działalność człowieka. Po wielu latach, w XXI wieku, obserwujemy wokół siebie rozwój cywilizacji dokonywany przez człowieka i tylko przez człowieka. To nasza spuścizna, to nasz „chleb powszedni” odziedziczony po Stwórcy. Rozwijamy nasze dzieło i będziemy to robić przy Nim w nieskończoność, bo taka jest rola następców Ojca Niebieskiego.

 

Większość religii monoteistycznych twierdzi, że Bóg jest wszędzie, nie tłumacząc, jak to jest możliwe. Uważają to za fakt niewymagający wyjaśnień. Według nich, po prostu Bóg, jak to Bóg, może być wszędzie. W moich tekstach wyjaśniłem wszechobecność Boga-Stwórcy poprzez fakt powstania wszechstworzenia z Energii Pierwszej Przyczyny i przez fakt przeniknięcia całego wszechstworzenia zasadami, prawami, dobrem i uczuciowością, które wywodzą się z Ducha Bożego. To tworzy wszechobecność Boga, a także stwarza możliwość wszechobecności dojrzałej osoby duchowej człowieka. Niestety, wspomniane religie umieszczają człowieka, dziecko Boga, jako maleńką drobinkę zagubioną w bezmiarze kosmosu na maleńkiej planecie Ziemia. Czy to ma sens?

 

Oczywiście wszechobecność człowieka we wszechświecie ma inny charakter niż analogiczna wszechobecność w przypadku Stwórcy. Określam ją jako wszechobecność „nabytą”. Nasze mylne wyobrażenie o istnieniu człowieka we wszechświecie wynika z obecnej, przejściowej sytuacji, która nie jest taką, jaka miała być. Dlatego najpierw w tym rozdziale opisuję prawdziwą, ponadczasową i właściwą pozycję człowieka jako pana wszechstworzenia, zaznaczając, że jeszcze do niej nie doszliśmy.

 

Pan wszechstworzenia nie może istnieć schowany gdzieś w zakamarkach kosmosu, choć jego osoba fizyczna musi w jakimś miejscu dojrzewać. Jako istota istniejąca wiecznie w formie osoby duchowej, człowiek nie może być w swym życiu ograniczany do małego skrawka wszechświata. Powinien on w sposób wolny i nieskrępowany poruszać się po całym wszechświecie. W postaci osoby fizycznej robi to na maleńką skalę i w sposób technicznie ograniczony.  Znacznie pełniej może to robić jako osoba duchowa. Gdyby jego osoba duchowa mogła, ze wsparciem Stwórcy, „ufizyczniać się” w dowolnym czasie i miejscu we wszechświecie, to byłaby to ta właściwa wszechobecność człowieka razem z Bogiem. Takie twierdzenie brzmi przy obecnym stanie nauki i techniki jak coś nieprawdopodobnego, ale wynika ono logicznie z koncepcji Stwórcy i Jego celu stworzenia.

 

Człowiek, pan wszechstworzenia, powinien, tak samo jak Bóg, być wszędzie. I tak będzie w idealnym świecie. Jeżeli ludzkość ma o czymś marzyć, to takie marzenie powinno być na pierwszym miejscu wśród wszystkich naszych marzeń. Na dodatek spełnienie tego marzenia nie jest tak nieprawdopodobne, jak wielu ludzi obecnie myśli. Będzie ono spełnione po przywróceniu świata do stanu Królestwa Niebieskiego, czyli pod zwierzchnictwo Ojca Niebieskiego.

 

 

 

 

 

 

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”