Bóg nie zna zła

Sprzeczność między faktem, że Bóg jest dobry, a istnieniem zła

Image_42b

 

1. Ogólne określenia

 

Pod pojęciem Boga rozumiem Byt Pierwoistny. To oznacza, że jest On Bytem istniejącym od wstecznej nieskończoności, czyli od zawsze. W rozwinięciu tej definicji należy dodać, że ten Byt Pierwoistny, którego łączymy z wiecznością, istnieje zarówno teraz jak i w nieskończonej przyszłości. Tego oczywiście nie można udowodnić. Jest to na razie warunek wyjściowy, który przyjmuję jako założenie. Wynika ono z intuicyjnego zrozumienia Boga jako Konieczności. Będzie ono stale weryfikowane. Każde nowe pojęcie należy sprawdzić, używając sformułowania: „jeżeli taki Byt Pierwoistny istnieje, to…”. Od wyniku takiej weryfikacji będzie zależał końcowy rezultat tego opracowania.

 

Należy dodać, że Byt Pierwoistny powinien być Sprawczą Pierwszą Przyczyną, gdyż to jest podstawowy powód, dla którego w ogóle zastanawiamy się nad Jego istnieniem.

 

Oczywiście, jeżeli taki Byt Pierwoistny istnieje, to musi być Absolutem, Doskonałością i Nieskończonością oraz kojarzyć się ze źródłem absolutnego Dobra.

 

Absolutność tego Bytu oznacza, że jest On niezależny od niczego i od nikogo. Jest zatem Bytem „bezwarunkowym”, niezależnym również od naszej opinii o Nim.

 

To, że Byt Pierwoistny jest doskonały, oznacza Jego maksymalny i ostateczny stan, a także ostateczny wymiar tego, co dokonuje. W praktyce należy rozumieć to tak, że Jego dzieła nie wymagają poprawy ani modyfikacji, by stały się jeszcze doskonalsze. Ich stan jest bowiem „dopracowany” pod każdym względem. Dla dopełnienia tych definicji należy dodać, że Byt Pierwoistny, którego określam też jako źródło wszechrzeczy, stanowi fundament moralności odczuwany jako istnienie tylko samego dobra.

 

Zatem, jeżeli Boga traktujemy poważnie jako Pierwszą Przyczynę wszechrzeczy, to w trakcie badania wszystkiego, co nas otacza, należałoby wziąć po uwagę wymienione powyżej przymioty. Powinien być Bytem tworzącym tylko samo dobro, piękno i miłość oraz być źródłem doskonałej mądrości i wszechwiedzy. Biblia podkreśla, że po każdym dniu stworzenia Stwórca stwierdzał, że stworzył dobro. Z tego wynika logiczny wniosek, że gdyby Bóg o podanych powyżej atrybutach stworzył wszechświat, to nie mogłoby być w nim miejsca na coś takiego jak zło.

A zatem dlaczego ono istnieje?

 

2. Wstępna analiza zapisów biblijnych

 

W Ogrodzie Eden Bóg pyta: „Gdzie jesteś, Adamie?” (Rdz 3,9). Czyżby Adam zagubił się gdzieś w zakamarkach tego Ogrodu? Widocznie stało się coś takiego, że przestali się dostrzegać. Stwórca powinien być wszystkowiedzący w zakresie całego Swojego wszechstworzenia, a zatem nie chodzi tu o zwykłe zagubienie się. Adam jakby wypadł poza ramy ówczesnego świata, którego obrazem był Ogród Eden. Przestał być „widoczny”, gdyż znalazł się w sferze zła, nieznanej Stwórcy. Nie ma też żadnej konkretnej informacji, że Adam się odnalazł, to znaczy, czy pozostał dalej w sferze podległej Ojcu Niebieskiemu. Nastąpiła, co prawda, wymiana zdań między nimi, ale potwierdziła ona tylko fakt utraty kontroli Stwórcy nad człowiekiem. Od tego momentu poznaliśmy główną naturę zła, czyli stan niemający nic wspólnego z Bogiem. Jego dzieci straciły z Nim właściwy kontakt. Pozostało im tylko porozumiewanie się słowami „na odległość”, czyli modlitwa, ponieważ nie przebywały już razem ze swoim Ojcem Niebieskim. Tak oto pierwsi ludzie odeszli symbolicznie na wschód od Edenu, czyli tam, gdzie żyje się w świecie nieznanym Ich Stwórcy. Z późniejszych zapisów biblijnych, a szczególnie w oparciu o słowa Jezusa Chrystusa wynika, że odtąd mieli już nowego boga, innego niż poprzednio. Główne światowe religie nazywają go Szatanem.

 

Gdyby Bóg znał zło, to stwarzając człowieka na Swoje podobieństwo, przeniósłby również wiedzę o źle na człowieka. Oznaczałoby to, że pierwsi ludzie znaliby zło od swoich narodzin. Tak jednak nie było. Z biblijnego tekstu wynika, że byli całkowicie „czyści” i niewinni. Tymczasem Bóg wiedział jednak, że istnieje możliwość powstania czegoś poza Nim, czegoś, co jest absolutnym i jedynym wyjątkiem w Jego wszechwiedzy. Potwierdza to treść oświadczenia Stwórcy, że pomimo możliwości „jedzenia owoców” z nieskończonej ilości „drzew tego Ogrodu”, to jednak istnieje takie wyjątkowe „drzewo”, z którego nie wolno „jeść” (Rdz 3, 2-5). Potwierdza to też fakt pojawienia się śmierci, która groziła po tym „spożyciu”. Życie duchowe jest wieczne, gdyż pochodzi od wiecznego Stwórcy. Raz dane, trwa już zawsze. Nie można więc w sposób literalny umrzeć duchowo, choć można się znaleźć w stanie oddzielenia się od Boga, poza Jego Wszechstworzeniem, poza Jego Rzeczywistością. Stąd, opisana w Biblii śmierć, jako skutek „spożycia owocu” z tak zwanego drzewa poznania dobra i zła, oznacza faktycznie znalezienie się poza zwierzchnictwem Boga. Właściwie oznacza to przejście do innej rzeczywistości, której autorem nie był Bóg i w której nie był On już Ojcem wobec ludzi. W wypowiedzi biblijnej chodziło o taką śmierć, która jest wejściem do specyficznej sfery śmierci, do osobliwości będącej jedynym i wyjątkowym miejscem, w którym nie istnieje Bóg. Zatem w ostrzeżeniu Ojca Niebieskiego nie chodziło o zwykłą śmierć fizyczną, gdyż Adam i Ewa żyli jeszcze bardzo długo po opuszczeniu Ogrodu Eden. Chodziło w nim bowiem o możliwość „zniknięcia” ze sfery, w której istnieje Bóg. Wprowadzenie tej wyjątkowej sytuacji dotknęło przede wszystkim pierwszych ludzi, gdyż w chwili ich duchowej śmierci również „umarł” dla nich właściwy Bóg. Zatem zło to stan niezgodny z sensem istnienia zarówno Stwórcy, jak i z pierwotną koncepcją istnienia człowieka.

 

2. Religijne definicje zła

 

Na następnych stronach tego tekstu wyjaśnię dokładniej, jak powstało zło. Teraz, dla jasności tego odpracowania, załączam tylko krótkie definicje dobra i zła (z reguły raczej „religijne”).

a) w znaczeniu czynności – dobro to działanie i wynik działania zgodny z Wolą Boga, a zło to działanie i wynik działania niezgodnego z Wolą Boga.   

b) w znaczeniu stanu – dobro oznacza Królestwo Niebieskie, czyli świat pod panowaniem Boga, a zło piekło, czyli świat pod panowaniem Szatana.

c) w znaczeniu uosobienia – dobro ucieleśnia się w Osobie Boga, a zło w postaci Szatana.

d) w znaczeniu istnienia – dobro jest osobliwością trwającą wiecznie, to znaczy w nieskończoność, a zło jest przemijające i zostanie kiedyś zlikwidowane.

e) w znaczeniu bieżącej rzeczywistości – dobro jest tym, co powinno zawsze być, a zło tym, czego być nie powinno.

 

3. Pełniejsza analiza pojawienia się zła

 

Warto jeszcze raz dokładniej uzmysłowić sobie fakt, dlaczego Bóg nie zna zła.

Po pierwsze, dlatego, że go nie stworzył. Gdyby zło wyszło od Boga, to byłoby częścią Jego Osobowości; byłoby wieczne, nie do zlikwidowania. A tak nie jest. Zło zapoczątkowali Lucyfer, Adam i Ewa, a po nich odziedziczyli go wszyscy ludzie. Znał je oczywiście Jezus Chrystus i my do dziś doskonale je znamy, ale nie zna go Bóg.

Po drugie, absolutnie dobry doskonały Bóg nie może z samego założenia mieć cokolwiek wspólnego ze złem. Dla Niego zło to jakaś nicość, która jest poza Nim. To jest sfera poza Jego istnieniem i działaniem. Tę sferę nazywa się piekłem, w którym, zgodnie z twierdzeniem Jezusa Chrystusa, rządzi „bóg tego świata”, czyli Szatan. Można zatem nazwać naszą cywilizację piekłem, gdyż tak nazywa się środowisko pod panowaniem Szatana.

 

Pragnę dodać, że to twierdzenie poważnie zmienia typowe wyobrażenie o wszechwiedzącym Stwórcy. Dla zrozumienia tej sytuacji posłużę się pewnym przykładem związanym z komunikacją między nadajnikiem i odbiornikiem. Mianowicie chodzi o działanie odbiornika, który, choć odbiera sygnały od nadajnika na wszystkich możliwych częstotliwościach, to jednak zaistniała częstotliwość tak nietypowa i wyjątkowa, że nie można jej odebrać. Oznacza to, że pewien sygnał z nadajnika powstał na zupełnie innych zasadach niż te, według których został zbudowany wspomniany odbiornik.

Tak też może być w przypadku zaistnienia zła, które powstało zupełnie poza prawem i zasadami istniejącymi w Bogu. Nie mogło ono zatem dotrzeć do Boga jako poznawalne zjawisko. Zatem Bóg go nie odbiera i nie zna. Jak pisałem powyżej dotarł do Niego tylko fakt zagubienia się Jego dzieci i konieczność oczekiwania na ich powrót.

 

W oparciu o atrybuty Boga opisanego w tym opracowaniu, można najkrócej zdefiniować zło jako to, co powstało jako nowa rzeczywistość, czyli „nowotwór”. W tym wyjaśnieniu nie chodzi o to, aby osłabić Wszechwiedzę Boga oraz Jego pozycję jako Jedynego Stwórcy. Gdyby Bóg przewidywał zło, to od tego momentu zło byłoby Mu znane, a więc byłoby częścią Jego Świadomości. Tak nie jest. Zło to specjalny wyjątek. To nie jest zwykła jakość czy zjawisko, jakich jest wiele we wszechstworzeniu. To rodzaj antyrzeczywistości, czyli osobliwość będąca absolutnie poza Bogiem i niemożliwa do pojawienia się Nim. Takie twierdzenie może naruszyć nasze pojęcie o wszechwiedzy Boga i o Jego przymiotach, które ukształtowaliśmy przez wieki w naszym wyobrażeniu o Stwórcy. Jest to jednak tylko nasze wyobrażenie oparte nie na pierwotnej naturze, ale na tej upadłej, niewprowadzonej do naszej osobowości przez Boga. Człowiek otrzymuje od Stwórcy przy swoim narodzeniu ”czystą” osobę duchową. Dopiero potem, zostaje ona zainfekowana upadłą naturą pochodzącą bezpośrednio od rodziców żyjących w świecie podległym Szatanowi, czyli naturą odziedziczoną bezpośrednio od tego „niewłaściwego ojca” całej ludzkości. To ta, odziedziczona od niego upadła natura, „nauczyła” nas takiego obrazu Boga, w którym obciąża się Go znajomością zła. W ten sposób podświadomie przyjmujemy punkt widzenia Szatana, co jest jedną z podstawowych cech upadłej natury.

 

Upadła natura to pojęcie teologiczne i powinno być wyjaśnione „religijnie”. Na pierwszy rzut oka przejawia ona się brakiem bezpośredniego kontaktu z Bogiem, niemożnością dostrzegania Jego pierwoistnych praw i zasad, a także nierealizowaniem właściwego przebiegu życia przypisanego człowiekowi. Wygląda na to, że ma ona swoje korzenie w procesie upadku w Ogrodzie Eden. Wtedy to „ojcem” ludzkości stał się Szatan. Wszystkie jego intencje, myśli i sposoby działania, powstałe w nim w trakcie upadku ze stanu dobrego Archanioła Lucyfera do stanu złej istoty zwanej Szatanem, przeniosły się na ludzi. Stali się oni jego spadkobiercami w nowym złym królestwie zwanym piekłem. Ucieleśniona w osobowości Szatana upadła natura, o której powstaniu piszę w innym miejscu, została odziedziczona przez wszystkie osoby duchowe ludzi przychodzących na świat w upadłym świecie. Funkcjonuje ona obok naszej pierwotnej natury, odziedziczonej pierwotnie od Stwórcy. Niestety, ta pierwotna nie rozwinęła się wystarczająco i została zagłuszona przez tę upadłą. Religie nazywają to, co się stało w Ogrodzie Eden, grzechem pierworodnym i jednomyślnie wyrażają przekonanie, że ten grzech jest dziedziczony przez wszystkich ludzi, niezależnie od naszej woli. Po prostu rodzimy się z tym piętnem, który uzewnętrznia się stale w postaci upadłej natury. Zarówno grzechu pierworodnego, jak i upadłej natury nie da się zwyczajnie usunąć z człowieka. Dlatego ludzkość potrzebuje zbawienia, które w dużym skrócie jest procesem odwrotnym do procesu upadku pierwszych ludzi. O zbawieniu piszę w innym miejscu, ale teraz muszę dalej analizować podstawowe cechy upadłej natury człowieka.

 

Tak jak zaznaczyłem poprzednio, działanie upadłej natury ujawniło się w niewłaściwej ocenie Wszechwiedzy Boga i Jego udziału w tworzeniu dobra. Ta niewłaściwa ocena wywodzi się z akceptacji kłamstwa „węża” z Ogrodu Eden, w którym głosi on, że Bóg zna zarówno dobro jak i zło. Stąd „oskarżenia” Boga o angażowanie się w zło i w jego skutki. Ludzie nie są w stanie zrozumieć, że Bóg nie zna zła i nie ma nic wspólnego z upadłym światem. Tymczasem tylko my znamy dobro i zło, a nie On. W oparciu o nasz stan narzucamy sobie wizję Boga znającego zarówno dobro jak i zło. Ta wizja odnosi się też do oceny, że Bóg o wszystkim wie, łącznie z faktem istnienia zła i wszystko może, łącznie z możliwością zniszczenia zła w każdej chwili. Ja jednak twierdzę, że On nie może znać czegoś, czego nie stworzył oraz nie może zniszczyć czegoś, czego nie zna. Z całą świadomością używam twierdzenia, że nasz Stwórca nie zna zła oraz nie może go zlikwidować, gdyż zło jest dziełem ludzi i ich „fałszywego opiekuna”.

 

Aby zbadać istnienie zła, analizowałem nie tylko Biblię, ale również Koran, przeczytałem opracowania ksiąg Wedy, przejrzałem Tipitakę oraz szereg innych uznanych ksiąg religijnych, w tym nawet Księgę Uranti. Zorientowałem się, że w tych księgach zło jest traktowane jako obcość, jak coś niechcianego w istniejącym świecie. Czasami zło było traktowane tylko jako nasze fałszywe wyobrażenie o rzeczywistości, a nawet jak nasz wymysł. W zdecydowanej większości zło pochodziło od jakiejś zbuntowanej istoty, która znalazła posłuch wśród ludzi. Tylko w nielicznych przypadkach pojawiało się ono w Osobowości Boga, ale te opisy można wciąż traktować jak ludzkie odczucie, które pojawiło się w wyniku odziedziczonej upadłej natury od twórcy zła.

 

Jednak ze wszystkich ksiąg opisujących pochodzenie zła na pierwszym miejscu stawiam Biblię. Mówi ona w sposób symboliczny o bardzo wielu wydarzeniach. Autorzy Biblii, tworząc jej teksty, znali już zło i musieli jakoś wytłumaczyć jego istnienie. W przyrodzie nie istnieje drzewo poznania dobra i zła, a więc jest ono symbolem jakiegoś zjawiska, stanu lub nawet jakiegoś bytu. Może ono na przykład symbolizować stan czyjeś niedoskonałości, w tym wypadku Ewy. Jego istnienie może też pośrednio sugerować, że Bóg przekazuje ludziom wiedzę o czekającej ich odpowiedzialności za swoje życie. Wiedząc, że ludzie wzrastający w Ogrodzie mogą podejmować niezależne od Niego decyzje, ostrzega ich przed „zagubieniem się” i robi to w formie zakazu spożycia „owocu”. Nic dziwnego, że po tym „spożyciu” ludzie zgubili się gdzieś Panu Bogu i nie bez powodu zadaje On słynne pytanie: „Gdzie jesteś, Adamie?”.

 

Niestety, ludzie w Ogrodzie Eden pod wpływem Archanioła Lucyfera wytworzyli zło i w ten sposób powstała sfera poza Bogiem, czyli nasz upadły świat.

 

Z tego względu Bóg nie może ingerować w naszą złą cywilizację, zwaną piekłem. Ona jest po prostu anty-boska. Jak zatem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Bóg nie ingeruje w zło? Odpowiedź nasuwa się sama. Bóg nie może ingerować w coś, czego nie stworzył, ponieważ inaczej wziąłby odpowiedzialność za upadek człowieka i za obecny świat, którego nigdy nie miał w swoich planach. Gdyby doskonały Bóg włączył się w niedoskonały stan danej sytuacji, to nadałby jej status doskonałości, a to jest sprzeczne z Jego Zasadami. Bóg nie zna naszego upadłego świata i nie analizuje go. W sensie bezpośrednim nie jest uczestnikiem naszej cywilizacji. To my weszliśmy w strefę zła, a Bóg na jakiś czas stracił nas z oczu i wciąż na nas czeka.

 

Oczywiście między Ojcem Niebieskim a ludźmi utrzymuje się cienka nić komunikacji. Oznacza ona w przypadku Stwórcy fakt stałego trwania Jego praw i zasad będących bazą dla przyszłego Królestwa Niebieskiego. Odczytujemy je jako Jego Wolę. Te prawa istnieją aktywnie i wywierają wpływ na naszą rzeczywistość. Tak właśnie wyczuwamy Jego Opaczność. Wielu ludzi wyczuwa ją także jako płynącą do nich miłość Bożą, która wywołuje w nich ciągłą wiarę i nadzieję, że kiedyś będziemy razem z Naszym Ojcem w Jego Królestwie. Niestety ta łączność między ludźmi a Bogiem utrzymuje się na poziomie nie większym niż to miało miejsce w Ogrodzie Eden. Wola Boga wywołuje z naszej strony konkretną reakcję. Przejawia się ona w stałym pragnieniu powrotu do utraconego Królestwa Niebieskiego, czyli niesłabnącej nadziei wynikłej z istnienia w nas pierwotnej natury otrzymanej od Ojca Niebieskiego. Najczęściej to pragnienie przejawia się w formie modlitwy, na przykład w słowach „Przyjdź Królestwo Twoje, bądź Wola Twoja…”. W naszym świecie rezultatem tej swoistej komunikacji powinno być wypracowanie sytuacji, w której może pojawić się ktoś taki, jak Jezus Chrystus. Zatem Bogu pozostaje w tej sytuacji oczekiwanie na pozytywne rezultaty działania ludzi, aniołów i Zbawiciela. Dla ludzkości ten czas oznacza powrót w odrodzonej formie Adama i Ewy na pierwotną pozycję, która została utracona w Ogrodzie Eden.

 

Skoro Bóg nie zna zła, to należałoby dopytać, w jaki sposób odczuwa On sytuację ludzi. Przecież jest Stwórcą każdego człowieka przez to, że daję nam przy urodzeniu unikalną osobę duchową. W Jego koncepcji każdy z nas przechodzi życie fizyczne na Ziemi, aby w jego czasie osiągnąć dojrzałość osobistą, czyli doskonałość przeznaczona człowiekowi. Tymczasem my tej doskonałości nie osiągamy, a na dodatek dziedziczymy „stan śmierci” od pierwszych przodków ludzkości. Opuszczając sferę fizyczną, wchodzimy do sfery duchowej niedostosowani do wiecznego życia w tej sferze poza czasem i przestrzenią. Tam też nie wchodzimy do tak zwanego królestwa niebieskiego, w której czaka na nas Ojciec Niebieski. W tej sytuacji musimy przejść proces „zbawienia” rozumianego jako „powtórne narodziny” od „czystych przodków” ludzkości, czyli doskonałego Adama i doskonałej Ewy.

Zatem Bóg wciąż czeka na nas, a ponieważ w Jego Królestwie poza czasem i przestrzenią nie upływa czas, to nie ma znaczenia, ile czasu upłynęło od początku istnienia ludzkości. Tam, gdzie nie upływa czas, nie ma znaczenia, czy człowiek dochodzi do doskonałości przez 80 lat czy przez 8.000, a nawet przez 80.000 lat.

 

Dlaczego w tak zdecydowany sposób stwierdzam, że Bóg nie zna zła? Ponieważ chciałbym zwrócić uwagę tym wszystkim, którzy inaczej widzą ten problem. Z tego też względu wciąż podkreślam, że zło to osobliwość istniejąca całkowicie poza Bogiem, która jak nowotwór wdarła się do wcześniej powstałego wszechświata, zarówno fizycznego jak i duchowego i w praktyce dotyczy tylko nas, naszej ziemskiej cywilizacji.

 

4. Dobro i zło

 

Wygląda na to, że zło jest złamaniem Boskich zasad i praw. Definicja ta nie dotyczy tylko religii, lecz służy do ogólnego określenia zła jako łamania ustanowionego prawa i powszechnie przyjętych zasad moralnych. Na przykład złamanie konstytucji jakiegoś państwa jest jednoznacznie określane jako zło. Dlatego osoby łamiące prawo, czy to moralne, państwowe, czy Boskie, są osobami złymi i mogą być traktowane jak przestępcy.

Przykładem zwykłego dobra jest lampa wisząca na suficie i oświetlająca pomieszczenie. Gdy spadnie nam na głowę, to może wyrządzić zło. Krzesło powinno służyć do siedzenia, a nie rozpadać się pod siedzącą osobą, robiąc jej krzywdę. Zatem można powiedzieć, że dobro jest tym, co powinno być lub istnieć pierwotnie. Dlatego, nawiązując do poprzedniego zdania, zło jest tym, czego nie powinno być.

 

Bóg obdarza Swoje wszechstworzenie miłością, a w największym stopniu ludzi. Ta miłość prowadzi wszystko do doskonałości, utrzymując pierwotny, dobry kierunek nadany jej przez Stwórcę. Bóg jest doskonały i nie zmienia nigdy jej przeznaczenia. Ktoś, kto jest stworzony „na obraz i podobieństwo Boga”, będąc doskonały jak On, też nie powinien zmieniać jej kierunku. Niestety niedoskonała istota, która znajduje się dopiero w drodze do doskonałości, może ewentualnie zmienić kierunek miłości. Wtedy pojawia się zło, czyli stan niezgodny z koncepcją świata stworzonego przez Boga.

 

5. Czym jest zło i jakie są jego źródła?

 

Wszystko wskazuje na to, że zło wytworzone przez istoty na początku historii ludzkości zapoczątkowało powstanie złego świata i zniszczyło nadzieję na powstanie idealnego świata. Przez świat idealny rozumiem tu tzw. Królestwo Niebieskie, czyli świat pod panowaniem Boga, a zarazem świat, który, tak jak Bóg, powinien być wieczny, doskonały i dobry. Oczywiście takiego świata obecnie nie ma. Mamy raczej coś wręcz przeciwnego niż Królestwo Niebieskie.

 

Zło nie jest zatem jakimś naszym urojeniem, ale czymś zdecydowanie substancjalnym, czyli rzeczywistym i konkretnym. Przeanalizuję to jeszcze dokładniej poniżej, ale już teraz wykazałem, że zło w swej naturze jest całkowicie sprzeczne z pierwotnym sensem istnienia ludzkości.

 

Większość teologów, nie tylko chrześcijańskich, dopatruje się przyczyn upadku Adama i Ewy w fakcie istnienia wolności w człowieku i w działaniu wywodzącej się z niej wolnej woli. Twierdzą oni, że Bóg dał człowiekowi wolną wolę, w którą nie ingeruje. To znaczy, że w Ogrodzie Eden Bóg zostawił człowiekowi wolny wybór między zjedzeniem a niezjedzeniem „zakazanego owocu”. Ponieważ człowiek wybrał „zjedzenie owocu” i okazał nieposłuszeństwo wobec zakazu jego spożycia, to nastąpił upadek. Stąd wniosek, że wolna wola, czyli po prostu wolność człowieka, doprowadziła go do upadku. Przeczy to mojemu twierdzeniu, że przyczyną powstania zła była źle ukierunkowana siła miłości. Całą argumentację dotyczącą okoliczności, w której nieopanowane przez Lucyfera pragnienie wyższego poziomu miłości spowodowało jego upadek, zawarłem w rozdziale pt. „Początek zła” w książce „Dotyk wieczności”. Poniżej przytoczę tylko podstawowe argumenty wyjaśniające mój punkt widzenia.

 

Wolność jest pewnym stanem funkcjonowania, czyli sferą, w której porusza się człowiek realizujący swoją wolną wolę. Nie jest więc siłą, która może spowodować upadek. Co przemawia za tym, że wolność nie była przyczyną upadku?

 

Po pierwsze, wolność może tylko wytworzyć stan gotowości do podjęcia decyzji prowadzącej do upadku, ale podjęcie tej decyzji wymaga zadziałania siły, która nie tkwi w wolności. Na przykład wolność może nas doprowadzić na skraj przepaści, ale przekroczenie jej krawędzi kończy wolność, bo zaczyna działać siła grawitacji, która wciąga człowieka w przepaść.

 

Po drugie, spożycie owocu przez Adama i Ewę było świadomym aktem. Bóg bowiem, jako troskliwy Ojciec, zadbał o to, aby dobrze wyjaśnić im niebezpieczeństwo związane z zakazanym owocem. Skoro Adam i Ewa wiedzieli, że zjedzenie owocu przyniesie im śmierć, oznacza to popełnienie przez nich czegoś w rodzaju samobójstwa. Tak można powiedzieć, gdyż pierwsi ludzie świadomie podjęli decyzję wbrew śmiertelnemu zagrożeniu. Samobójstwa nie popełnia się jednak w stanie wolności, ale wobec jej braku, gdy nie ma już żadnego innego wyjścia z trudnej sytuacji lub nie widać nadziei na jakiekolwiek inne rozwiązanie.

 

Po trzecie, skoro nastąpił rodzaj samobójstwa, to musiała go spowodować siła większa od siły zachowania życia, a jedyną siłą większą od niej jest siła miłości. Nie muszę chyba przypominać, jak wiele samobójstw było skutkiem zawiedzionej miłości.

 

Na obronę Boga pragnę dodać jeszcze kolejne argumenty, które przeciwstawiają się twierdzeniom, że poddał On próbie Swoje dzieci lub stawiał je przed wolnym wyborem wynikającym z ich wolnej woli. Wyglądałoby to na swoisty test lojalności czy posłuszeństwa.

 

Po pierwsze, Bóg po stworzeniu Swego dzieła nie testuje go, gdyż wówczas oznaczałoby to, że testuje Samego Siebie. Bóg jest doskonały i nie popełnia błędów, a testuje się tylko rzeczy, co do których ma się wątpliwości.

 

Po drugie, Adam i Ewa, po stworzeniu przez Boga, byli niewinni i nie znali zła, gdyż wyszli „spod ręki” doskonałego Boga, który nie zna zła i go nie stworzył. Takich istot się nie testuje, bo trzeba by podejrzewać zło, a to nie zgadza się z Ojcostwem i doskonałością Boga.

 

Po trzecie, Bóg jest Wszystkowiedzący, a więc nie używa testów, bo przecież zawsze znałby z góry wyniki każdego testu.

 

Po czwarte, Bóg, jako Kochający Ojciec, nie narażałby swoich dzieci na ewentualny negatywny wynik testu, tym bardziej, że ten domniemany test był „na śmierć i życie” („… gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” – Rdz 2, 17). Każdy kochający ojciec zawsze chroni swoje dzieci przed skutkami jakiegokolwiek niebezpieczeństwa i nie poddaje ich grożącym śmiercią testom.

 

To są argumenty, które należy wziąć pod uwagę, gdy w sposób powierzchowny opisuje się to, co zdarzyło się w świecie tworzonym w owym czasie przez Boga.

 

Zło, tak jak wykazałem w tym opracowaniu, powstało w trójkącie Adam-Ewa-Lucyfer wskutek zmiany kierunku miłości. Nastąpiło wówczas pojawienie się sytuacji niezgodnej z prawami Bożymi, to znaczy nieprawdy, a mówiąc dosadniej, kłamstwa. To kłamstwo wypowiedziane przez Lucyfera zbudowało podstawę do ugruntowania się zła. Było to tak. Prawda od Boga dotyczyła faktu, że spożycie „owocu” spowoduje śmierć: „…z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2,16-17). I tak właśnie się stało. W wyniku upadku Adam i Ewa umarli, oczywiście tylko duchowo, ale dla Boga było to równoznaczne z pełną śmiercią człowieka. Lucyfer przeciwstawił prawdzie od Boga swoje słowa:. „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3, 5-6). W tej wypowiedzi Lucyfera są właściwie aż dwa kłamstwa: pierwsze, że nie umrą, a drugie, że Bóg zna zarówno dobro jak i zło. To drugie kłamstwo jest tak wypowiedziane, że niewielu zdaje sobie sprawę z jego ogromu i konsekwencji. Prawie całe chrześcijaństwo uznało, że Lucyfer mówił prawdę, twierdząc, że Bóg zna zło. Tymczasem Pan Jezus miał jasne zdanie o wypowiedzi Szatana: „Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa”(J 8, 44). Dlatego na wielu stronach tego opracowania wykazuję, że Bóg nie zna zła, a wręcz nie może go znać. Oczywiście, Szatan bardzo by chciał, aby ludzie twierdzili, że Bóg zna zło i żeby jego kłamstwo stało się obiegową prawdą. Aby tak nie było, warto zaufać opinii samego Jezusa.

 

6. Śmierć duchowa i upadła natura

 

Uzupełniając analizę sytuacji z Ogrodu Eden, należy wyjaśnić problem śmierci duchowej. Ostrzeżenie Stwórcy o istnieniu przynoszącego śmierć „owocu” było właściwie sygnałem pojawienia się skrajnie niebezpiecznego stanu, mogącego istnieć poza Bogiem, czyli stanu śmierci duchowej. Śmierć duchowa jest wyjątkiem od wieczności i nieśmiertelności, które wywodzą się od wiecznego i nieśmiertelnego Boga. Nie ma On w sobie śmierci, a więc nie jest jej źródłem. Jeśli ona się pojawiła, to na pewno nie pochodziła od Niego i nie miał On z nią nic wspólnego. W takim razie w Ogrodzie Eden nastąpiła unikalna, wyjątkowa sytuacja niemająca nic wspólnego z pochodzącą od Boga koncepcją życia, będąca śmiercią i początkiem zła. Wytworzyli ją pierwsi ludzie kierowani przez Archanioła Lucyfera. Powstał wyjątek w stworzonym przez Boga wszechświecie, który jest nie tylko śmiercią, ale i nieznanym Jemu złem. Tak jak napisałem powyżej, ten stan śmierci może zostać zakończony tylko w wyniku zbawienia, które w przypadku pojedynczego człowieka jest rodzajem powtórnych narodzin. Wtedy przestaniemy tkwić w stanie śmierci duchowej.

 

Jak do tego doszło, że Szatan panuje nad ludźmi, czyli po prostu nad naszym światem?

 

Jak już pisałem, w wyniku upadku pierwszych ludzi powstała sfera funkcjonująca poza pierwotną strukturą tworzącego się świata, nigdy nieplanowana przez Stwórcę. Ta sfera to upadły świat. Jest ona zupełnie poza Bogiem i poza Jego kontrolą. Może w niej więc funkcjonować zupełnie inne życie, niż w rzeczywistości przewidzianej planami Stwórcy.

 

A zatem pierwsza para ludzi „spożyła” ten wyjątkowy „owoc” i, zgodnie z zapowiedzią Stwórcy, umarła. Oczywiście Adam i Ewa żyli dalej fizycznie, ale stali się martwi w świecie pod zwierzchnictwem Boga i zaczęli nieznaną dla Stwórcy formę egzystencji w zupełnie nowym świecie będącym piekłem. Według tego rozumowania wszyscy ludzie rodzący się od tego czasu na Ziemi, łącznie z nami obecnie żyjącymi, są duchowo martwi. Dziedziczymy bowiem śmierć od jej nosiciela, Szatana. Nosimy ją w sobie w postaci upadłej natury.

 

Pierwsi ludzie wskutek upadku zostali jakby „nasączeni” złem. Na dodatek to zjawisko ma charakter dziedziczny. Od pierwszych chwil pojawienia się każdego nowego człowieka na świecie działa na niego coś w rodzaju algorytmu zła. Pomimo że osoba duchowa, którą Stwórca obdarza nas w momencie urodzenia, jest czysta, czyli bez zła, to natychmiast po naszych narodzinach algorytm zła tworzy w nas upadłą naturę. W krótkim czasie zagłusza ona skutecznie tę pierwotną. Dlatego, w odróżnieniu od Boga, znamy zarówno dobro jak i zło. Znajdujemy się więc jakby po środku między Bogiem a Szatanem, to znaczy między Tym, który zna tylko dobro, a tym, który zna tylko zło.

 

Tak jak pisałem przedtem, te cechy wytworzyły się w procesie upadku Archanioła i pierwszych ludzi. W trakcie upadku nastąpiło przewrócenie „do góry nogami” hierarchii stworzonego świata. Ludzie przyjęli koncepcję rozumienia rzeczywistości od Archanioła, a odrzucili koncepcję Stwórcy, gdyż nie wprowadzili w życie ostrzeżenia o niespożywaniu „owocu”. W ten sposób zło przeniknęło w sferę osobowości człowieka i stało się źródłem upadłej natury, czyli czegoś na kształt wypaczonego charakteru. Na co dzień podstawowa cecha naszej upadłej natury uzewnętrznia się w częstej dominacji zła nad dobrem, czyli w praktyce – kłamstwa nad prawdą. Owocuje to przede wszystkim brakiem znajomości prawd i zasad od Boga. Wszelka władza, nawet ta demokratycznie wybrana, ma tendencję do dominowania nad ludźmi, zabierania im wolności, zmuszania ich do postępowania według jej zasad, które rzadko mają coś wspólnego w pierwotnymi regułami życia, przygotowanymi przez Stwórcę. W Ogrodzie Eden Archanioł, sługa Boga i człowieka, zapanował bezprawnie nad dzieckiem Boga. Ten stan przeniósł się na nasze życie społeczne, ponieważ wciąż różni tyrani, możnowładcy lub źli przywódcy rządzą ludzkością, skłaniając nas do tworzenia zła nawet na dużą skalę. Wspomnę tu tylko o fenomenie Adolfa Hitlera. Potrafił on negatywnie wpłynąć na potężny naród, aby skłonić go do uczestnictwa w rozlicznych okrucieństwach rozpętanej przez siebie drugiej wojny światowej. Doszło wówczas ludobójstwa, które nigdy wcześniej na taką skalę nie zdarzyło się na naszej planecie.

 

Proces upadku wykazał również, że dziedzictwo zła przenosi się przez akt seksualny, który w pierwotnym zamiarze Stwórcy miał służyć czemuś krańcowo odmiennemu: przenoszeniu dziedzictwa dobra od Boga. Tymczasem ten akt i jego skutki są kolejnym podstawowym mechanizmem służącym do utrzymywania naszej upadłej natury. Każdy wie o degeneracjach seksualnych, o krzywdach wyrządzanych przez żądze seksualne, o przestępstwach i zbrodniach na tym tle. Pomimo tysięcy lat cywilizacji ludzkiej nigdy i nigdzie nie udało się zaradzić temu problemowi, który niestety dominuje w stosunkach międzyludzkich. To, co miało przynosić największe szczęście i radość, teraz bywa źródłem nieprzerwanych nieszczęść i tragedii. Tak jest, ponieważ upadłej natury nie da się wykorzenić żadnymi metodami dydaktycznymi ani nawet środkami przymusu prawnego. Ludzką cywilizację można tylko naprawić poprzez proces zbawienia, którego sens powinien zrozumieć każdy człowiek. Na razie jednak nasza upadła natura niezmiennie podtrzymuje istniejące piekło.

 

Można tu jeszcze użyć innego sposobu wytłumaczenia naszej obecnej sytuacji.

Szatan przejął kontrolę nad pierwszymi ludźmi, gdy jeszcze jako Archanioł Lucyfer wychowujący dzieci Boga, zapragnął najwyższego poziomu miłości, do którego tylko one miały prawo, a nie on. To oznaczało jego sprawcze uczestnictwo w „spożyciu owocu” w Ogrodzie Eden. Mając pozycję nauczyciela i wychowawcy dzieci Boga, użył jej i dalej używa, aby panować nad ludźmi. Nielegalnie kontynuuje powierzoną mu pierwotnie misję, do której już utracił prawo. Przez to jednak stał się ojcem i bogiem dla wszystkich pokoleń ludzkości. Zamknął ludzi jakby pod „wielkim szklanym kloszem” i chce być w nim całkowicie wszechwładny. W ogromnej części przypadków jego działanie jest skuteczne. Wstrzymał bowiem duchowy rozwój ludzkości na poziomie nie wyższym niż ten, do którego doszli pierwsi ludzie w Ogrodzie Eden. Dzięki temu wciąż ma przewagę nad „swoimi” wychowankami. Rządzi zatem w tym „szklanym kloszu”, a przede wszystkim uniemożliwia ludziom zrozumienie, jak powinno wyglądać Królestwo Niebieskie na Ziemi i w świecie duchowym. Dlatego nasza wiedza o zjawiskach duchowych jest taka mizerna. W interesie Szatana leży to, aby Bóg był gdzieś daleko od człowieka, odległy i nieosiągalny, tajemniczy i niezrozumiały. Dodatkowo, aby ludzi odciągnąć od poznawania Boga, czyni nieustanne wysiłki, aby wiedza o Bogu praktycznie się nie rozwijała i była ukrywana za zasłoną głoszonych przez religie zakazów i dogmatów. Tak samo jest z Jezusem Chrystusem. Nieświadomi jego działania przywódcy różnych wyznań chrześcijańskich odsunęli Jezusa na niedostępne niebiosa zamiast pozostawić Go wśród ludzi, aby na co dzień pozostawał towarzyszem naszego życia. Dzięki tej sytuacji Szatan wciąż może być bardzo blisko nas. Żyjemy zatem pod tym „kloszem” jak w klatce, oddzieleni od Boga i od dobrego świata duchowego. To jest właśnie nasza upadła cywilizacja.

 

W związku z powyższą konkluzją można pokusić się o stwierdzenie, że w naszym świecie wszystkie instytucje mniej lub bardziej służą Szatanowi, działając w ten sposób na rzecz utrzymania jego władzy nad ludźmi. Nie ma tu żadnych wyjątków. Bez względu na to, czy jest to instytucja gospodarcza, społeczna, polityczna, naukowa, edukacyjna czy religijna, służą one do podtrzymania panowania „władcy tego świata”. Szczególnie może dziwić umieszczenie na tej liście instytucji religijnych, to znaczy kościołów, związków wyznaniowych czy ruchów religijnych. Ucząc wiary w Boga, powinny one nieprzerwanie przestrzegać przed potęgą Szatana, który zajął miejsce Boga. Jednak rzadko to robią, jakby miały coś innego, ważniejszego do zrobienia. Wiadomo przecież, że takie przypominanie o istnieniu Szatana nie leży w jego interesie. On stale ukrywa swoją tożsamość i bardzo nie chce, aby instytucje religijne pokazywały jego wszechobecność w społeczeństwie. Dopóki więc przywódcy religijni nie zaczną działać wbrew jego interesom, ich aktywność nie będzie związana z najważniejszym zadaniem, które powinno stać się ich prawdziwą misją. Tymczasem ich działalność wypełnia tylko drugorzędną niszę w społeczeństwie, jakby wydzielone miejsce poza codziennym życiem. Zwykle mają ładne budynki i dobre warunki do egzystencji dla duchownych. To pozwala Szatanowi kontrolować te instytucje, dając im ułudę, że coś robią na rzecz zbawienia. To rutynowo uspakaja zarówno ich przywódców, jak i wyznawców. Ludzie co pewien czas wykonują jakieś praktyki religijne i mają spokojne sumienie, że spełniają swoją powinność wobec Boga. Tak oto bardzo ważna aktywność ludzka na rzecz przywrócenia Królestwa Niebieskiego jest kierowana na boczny tor. Na dodatek każde odchylenie się od takiej normy jest bezwzględnie likwidowane przez Szatana rękami ludzi. Przykładem jest sam Jezus, którego działalność próbowali zlikwidować przede wszystkim liderzy religijni w ówczesnym Izraelu. Gdyby któryś z Jego apostołów przyszedł do synagogi i zapytał jakiegokolwiek kapłana, czy ma pójść za Jezusem, to na pewno otrzymałby negatywną odpowiedź. Tak też jest w czasach obecnych. Ortodoksyjne instytucje wyznaniowe bardzo pilnują, aby nikt nie naruszał ich pozycji, szczególnie nauczaniem o potędze Szatana i o słabości ludzkiej wobec niego. Dlatego tak długo trwa upadły świat.

 

Tak oto Szatan niezmiennie trwa niewidoczny i jakby nieobecny za kulisami naszej cywilizacji. Jednak to on właściwie ma decydujący wpływ na całokształt naszego życia. A przebywanie w piekle jest dla większości ludzi raczej trudnym doświadczeniem, a czasem nawet wielkim cierpieniem.

 

Ten tekst powstał, aby ujawnić właściwą tożsamość Szatana i uświadomić zło, które on nam wyrządza. Do zadań tego tekstu należy również uświadomienie wszystkim, jak działa upadła natura odziedziczona przez nas od niego. Ma ona, obok tej pierwotnej, istotny wpływ na nasze zachowanie, poglądy i ocenę sytuacji w obecnym świecie. Szczególne upadła natura uniemożliwia nam właściwą ocenę Osobowości Stwórcy oraz Jego aktywność we wszechświecie.

 

7. Problem naprawy tej sytuacji

 

Jednym z najważniejszych tematów wynikających z takiego podejścia do zła jest problem zbawienia świata. Z mojego punktu widzenia wynika jasno, że Bóg w sposób bezpośredni nie może uczestniczyć w tym procesie, bo dotyczy on złego, upadłego świata. Bóg nie może naprawiać czegoś, czego nie stworzył i czego nie zna. Ten nasz świat jest jakby otchłanią istniejąca poza Nim. Nasza ludzka cywilizacja, czyli nasze piekło, istnieje samo w sobie, bez udziału Stwórcy. Stąd logiczny wniosek, że musi być naprawiana bez Jego bezpośredniego udziału. Jego obecność wśród nas zakończyła się w Ogrodzie Eden wraz z upadkiem pierwszych ludzi. Pozostało jednak Jego prawo i zasady oraz ich odziaływania na człowieka, co ja niezmiennie nazywam Opatrznością Bożą. Zatem proces zbawienia świata musi się dokonywać wysiłkami ludzi, Zbawiciela i aniołów. Zło zapoczątkował archanioł Lucyfer i towarzyszący mu jego aniołowie, oczywiście przy współudziale ludzi. Dlatego zbawienie nie może być przeprowadzane przez Stwórcę, ale przez następców tych, którzy stworzyli zło i wprowadzili je do naszej rzeczywistości, to znaczy przez ludzi i aniołów.

 

Najbardziej istotne w tym względzie jest zrozumienie faktu, że zło zostało jakby dołączone do naszego świata już po zakończonym akcie stworzenia. Pisząc to opracowanie chciałem przeciąć wszelkie dywagacje na temat dopuszczenia przez Boga zła do stworzonego przez Siebie dzieła oraz że jest ono wynikiem wolnej woli człowieka. Takie pomysły teologów wzięły się z nieprzemyślanego twierdzenia, że Bóg wszystko wie, a więc zna też zło. Faktycznie, nasz Stwórca wszystko wie, ale to „wszystko” odnosi się do tego, co stworzył. Ponieważ nie stworzył zła, to jest ono poza „wszystkim”, to znaczy poza Nim. Błędne założenie teologów powoduje, że muszą tworzyć karkołomne teorie dotyczące sprzeczności między istnieniem dobrego Stwórcy a istnieniem zła. Jeszcze trudniej przychodzi im sensowna odpowiedź na pytanie, dlaczego Bóg dotychczas je nie zlikwidował. Apogeum tych teorii stanowi twierdzenie, że Ojciec Niebieski, aby zlikwidować czynione przez nas zło, posłużył się ukrzyżowaniem Swego Syna, Jezusa Chrystusa. Tymczasem zabójstwo jest jasno określone jako zło w jednym z Jego przykazań. Dopóki będziemy „oskarżać” Go o takie rzeczy, dopóty będzie to Ktoś nieprawdziwy, niemający nic wspólnego ze Stwórcą naszego świata.

 

Fundamentalnym błędem chrześcijańskiego rozumowania dotyczącego przyczyn istnienia zła jest założenie, że wszystko, co ludzie wymyślą, a potem wprowadzą w życie, musi równocześnie być znane Bogu. Moim zdaniem tak nie jest. Uważam, że ludzie mogą sobie wymyśleć oraz wytworzyć coś niezgodnego z Jego koncepcją stworzenia, coś poza Nim. Chodzi oczywiście o zło. A zatem, czy mechanizm wytworzenia zła przez ludzi i Archanioła mógłby być nieznany Bogu? Czy zło może być „produktem” złego Archanioła oraz ludzi i być nieznane Bogu? Tak, tak właśnie jest.

 

To, co zrobiliśmy było nieznane Stwórcy, dlatego po upadku nie mógł odnaleźć Adama. Nie mógł i dalej nie może wprowadzić zła do Swojej świadomości, ponieważ nie ma wiedzy o mechanizmie jego powstania i wprowadzenia w życie, który zastosowali pierwsi ludzie i Archanioł. Jest doskonałym, absolutnym i kompletnym Stwórcą. Nie może zostać poprawiony, zmodyfikowany lub udoskonalony o nową wiedzę o źle, którego nie miał w Sobie. Doskonały Bóg nie może zostać zmieniony przez niedoskonałych ludzi. Nasze złe działanie nie może mieć wpływu na Niego. Zło było i pozostaje nadal naszą domeną.

 

A zatem zło to unikalny „produkt” stworzony samodzielnie przez Archanioła, Adama i Ewę, którzy z tym „produktem” znaleźli się poza Bogiem. Z powodu wytworzenia zła stali się innymi istotami, których Bóg nie stworzył, czyli Szatanem i upadłymi ludźmi. Nastąpiło to już po wprowadzeniu doskonałego planu Stwórcy dotyczącego przyszłego Królestwa Niebieskiego. W Jego koncepcji stworzenia świata nie było miejsca na zło.

 

Jeżeli definitywnie wyeliminujemy z naszego zrozumienia Boga wszelkie zło niesłusznie Go obciążające, to mamy przed sobą ważną i prawdziwą wiedzę o rzeczywistości duchowej. Zaprzestając „oskarżania” Boga o znajomość zła odzyskujemy „czystego” Stwórcę, absolutnie dobrego i doskonałego Ojca Niebieskiego. Takiego nieskażonego naszą wiedzą o źle Stwórcę można kochać z czystym sercem i być pewnym, że ma się do czynienia tylko z samym dobrem i miłością. Jasnym staje się wówczas to, że nasze ziemskie piekło nie pochodzi od Boga. W związku z tym sfera zła niestworzona przez Niego musi kiedyś przeminąć. Wtedy nie będzie już w ogóle zła, a tylko samo dobro.

 

8. Konsekwencje wynikające z twierdzenia, że Bóg nie zna zła

 

Podsumowując powyższą analizę, powinienem odpowiedzieć na pytanie: jakie konsekwencje wywołuje stwierdzenie, że Bóg nie zna zła? Odpowiedź brzmi: bardzo istotne konsekwencje. Podaję je poniżej.

 

Stwierdzenie, że Bóg nie zna zła może być szokiem dla tych, którzy wierzą, że Stwórca jest wszystkowiedzący, czyli że panuje nad istnieniem wszelkiej rzeczywistości. Niestety, zakres wszechwiedzy Boga sięga tylko do granicy, w której zaczyna się zło. Za tą granicą jest tylko otchłań, czyli coś, co dla Niego nie może istnieć.

 

Z tego wynika, że poza Bogiem powstała zupełnie nowa, nieznana Mu rzeczywistość. Jest ona jak nowotwór „doczepiony” do oryginalnego świata duchowego związanego z Bogiem. Popularnie można ją nazwać piekłem. Myślowo można sobie też wyobrazić sferę „buforową” między tym piekłem a właściwą Bożą rzeczywistością. To rodzaj „poczekalni” albo „przedsionka” dla osób duchowych ludzi, którzy nie doszli jeszcze do odpowiedniego poziomu duchowego, aby trafić do początkowej właściwej sfery duchowego. Chrześcijaństwo nazywa ten „przedsionek” czyśćcem, a tę sferę „początkową” rajem.

Niestety naszą Ziemię można nazwać piekłem, ponieważ „przeżarł” ją „nowotwór zła”, czyli że wciąż kontroluje ją Szatan.

Pocieszające jest tylko to, że ta zła rzeczywistość nie jest wieczna, gdyż tylko to, co stworzył Bóg, jest wieczne.

 

Inne zaskoczenie może wywołać stwierdzenie, że Bóg nie uczestniczy w życiu ludzi na Ziemi. Oznacza to, że choć jest, to jakby Go nie było. W naszym świecie, który nazwałem piekłem, wciąż króluje „pan tego świata”, jak Szatana nazwał Jezus Chrystus. Uznaję za pewnik, że Bóg nie może być w tym samym miejscu, co Szatan, a więc nie ma Go tutaj z nami. Przypisywanie Bogu udziału w życiu świata pod panowaniem Szatana jest bardzo niewłaściwe i oznacza zupełny brak zrozumienia Osobowości Stwórcy.

 

Dlatego dobrze jest zdać sobie sprawę z tego, że Ojciec Niebieski nie obserwuje naszego zachowania, nie ocenia nas na bieżąco i nie czeka po naszej śmierci z karami na tych, którzy zrobili coś niezgodnego z Jego prawami. Nie jest On bowiem naszym dozorcą ani policjantem, ale raczej Ojcem doskonale dobrym i kochającym. Nie dość, że cierpimy w niewoli szatańskiej, to wiele religii „oskarża” Boga o przygotowywanie dodatkowych kar i cierpień dla Swoich dzieci po zakończeniu ziemskiego życia. Trzeba zupełnie nie czuć Serca Naszego Ojca Niebieskiego, aby głosić takie idee. Wszelkie kary i cierpienia odczuwane po wejściu do świata duchowego są naszymi wyrzutami sumienia, gdy zdamy sobie sprawę ze swoich błędów i grzechów popełnionych w życiu fizycznym.

 

Najtrudniej zrozumieć fakt, że Bóg nie zna zła, w przypadku analizy misji Jezusa Chrystusa. Dotyczy to twierdzenia chrześcijan, że Bóg zesłał Swojego Syna, aby przez męczeńską śmierć na krzyżu zgładził nasze grzechy. Takie przekonanie jest kolejnym przykładem zupełnego niezrozumienia Osobowości Stwórcy. Muszę teraz jeszcze raz powtórzyć słowa zawarte w moim opracowaniu w rozdziale o Jezusie Chrystusie: „Jak Bóg, Twórca przykazania „nie zabijaj”, mógł się posłużyć krwawą ofiarą, a właściwie morderstwem, jako metodą na zbawienie świata?! Przecież Jezus nie mógł sam siebie zabić, ale musieli tego dokonać ludzie. W żadnym wypadku morderstwo dokonane przez ludzi, dzieci Boga, nie może być narzędziem w ręku Boga. Idea zbawienia przez krwawą ofiarę ma charakter pogański i jak wszystko, co pogańskie, jest bardzo odległa od sposobów działania Boga.

 

Zatem chrześcijanie powinni jasno zrozumieć, że to nie Bóg, ale ci, którzy uczestniczyli w powstaniu zła, mają to zło naprawiać. Oznacza to, że za proces odnowy świata są odpowiedzialni aniołowie i ludzie prowadzeni przez Syna Bożego. Powinni oni stworzyć odpowiednie warunki, aby On mógł się narodzić. Tak właśnie się działo w całym okresie Starego Testamentu. Umożliwiło to narodzenie się Drugiego Adama – Jezusa Chrystusa, który tak jak Pierwszy Adam nie miał grzechu pierworodnego, czyli nie miał żadnej więzi ze złem. Był zatem Synem Bożym.

 

Dzięki poznaniu prawdy o tym, że Bóg nie zna zła, można wreszcie zrozumieć słowa Jezusa: „Boże Mój, Boże Mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27, 46). Jezus w chwili śmierci powiedział prawdę. Jego słowa są wyrazem prawdziwego odczucia Jezusa, którego naprawdę opuścił Bóg. Przedtem był On z Jezusem przez całe Jego życie aż do momentu decyzji Jezusa o ofierze odkupienia ludzkości kosztem Swojego życia. Musiało się tak stać, aby Drugi Adam do bezpośredniego pojedynku z byłym Archaniołem Lucyferem stanął sam, opuszczony przez Ojca. Kiedyś Pierwszy Adam opuścił Swego Ojca, rozpoczynając proces zła po „przegranym pojedynku” z tym Archaniołem. Wiele tysięcy lat potem przyszedł czas, aby to naprawić. Tylko w ten sposób Syn Boży, Drugi Adam, mógł samodzielnie, bez pomocy Boga, odkupić prawie cały świat duchowy. Dzięki temu umożliwił wszystkim ludziom zerwanie więzi z Szatanem. Równocześnie samemu Sobie mógł zapewnić pozycję Pana „Ogrodu Eden”, czyli Panem Jezusem, a naszym osobom duchowym dać prawo wejścia razem z Nim do sfery duchowej, zwanej rajem. Dopiero tam może czekać na nas i na Niego Ojciec Niebieski.

 

Jeśli jakaś religia dalej twierdzi, że Bóg zna zło lub dopuszcza do jego istnienia, to obciąża Boga czynami Szatana oraz umieszcza Stwórcę razem z Jego przeciwnikiem w tym samym miejscu, czyli w naszym upadłym świecie. To prowadzi do prostego wniosku, że taka religia sprzyja Szatanowi, wspierając go w jego dalszej władzy na Ziemi. Może to spowodować podejrzenie, że taka religia jest wypaczona przez „władcę tego świata” i może pośrednio wspierać jego dalszą władzę. Dodatkowo przypisywaniem Bogu, że stale obserwuje nasze zachowanie i czynnie wpływa na nie, jest właśnie tym, co czyni z nami Szatan, a nie Bóg.

 

Na koniec dodam jeszcze jedną uwagę związaną z tym, że Bóg nie zna zła i nie ingeruje w życie upadłego świata. Wielu teologów chrześcijańskich, tłumacząc upadek Adama i Ewy, twierdzi, że Bóg dał człowiekowi wolną wolę i dlatego nie zaingerował w kuszenie Lucyfera. Pisałem już o tym powyżej, gdyż rzeczywiście Bóg nie wpłynął na tę sytuację. Problem polega na tym, że ci sami teologowie, nie pamiętając swego tłumaczenia o sytuacji w Ogrodzie Eden, twierdzą, że Bóg ingeruje w nasz upadły świat, to znaczy wpływa na nasze uczynki, a co za tym idzie na naszą wolna wolę. Te dwa twierdzenia nie dają się ze sobą pogodzić. Tylko jasne oddzielenie istnienia Boga od zła tłumaczy właściwie obecny stan świata.

 

9. Uwaga końcowa

 

Wiem, że powyższe twierdzenia mogą poważnie zakłócić typową wiarę w obecność Boga w naszym świecie, a szczególnie dotychczasowe zrozumienie Opatrzności Bożej. Postawiłem to jednak zrobić, aby pobudzić ludzi do poważnego i skutecznego zastanowienia się na światem, w którym żyją.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”