Image_42b

 

Jeżeli Boga traktujemy poważnie jako Stwórcę wszechświata i Pierwszą Przyczynę, to powinniśmy wziąć po uwagę najistotniejsze Jego atrybuty. Powinien On być Absolutem tworzącym samo dobro, piękno i miłość. Powinien być też źródłem doskonałej mądrości i intelektu. Te atrybuty powinny być widoczne we wszechświecie, w osobowości każdego doskonałego człowieka i w czystej, nieuszkodzonej przez cywilizację przyrodzie. Z tego wynika wniosek, że gdyby Bóg o takich atrybutach stworzył świat, to nie mogłoby być miejsca na coś takiego jak zło. A zatem, dlaczego ono istnieje?

 

W Ogrodzie Eden Bóg pyta: „Gdzie jesteś, Adamie?” (Rdz 3,9). Czyżby Adam zgubił się gdzieś w zakamarkach Ogrodu Eden? Widocznie stało się coś takiego, że przestali się dostrzegać. Bóg jest wszystkowiedzący, a zatem nie chodzi tu o zwykle zgubienie się. Adam znalazł się jakby poza ówczesnym światem obrazowanym przez Ogród Eden. Przestał być „widoczny”, gdyż znalazł się w sferze zła nieznanej Stwórcy. Od tego momentu możemy rozumieć, na czym polega główna natura zła. Mianowicie to stan niemający nic wspólnego z Bogiem. W tym złym świecie Jego dzieci straciły z Nim kontakt. Pozostało im tylko porozumiewanie się z Bogiem słowami modlitwy, ponieważ przestały bezpośrednio przebywać razem ze swoim Ojcem Niebieskim. Tak oto Adam i Ewa odeszli symbolicznie na wschód od Edenu, czyli do sfery nieznanej Bogu.

 

Warto dokładniej uzmysłowić sobie fakt, dlaczego Bóg nie zna zła. Przede wszystkim dlatego, że go nie stworzył. Gdyby je znał, to zło byłoby częścią Jego Osobowości; byłoby wieczne, nie do zlikwidowania. A tak nie jest. Zło zapoczątkowali Lucyfer, Adam i Ewa, a po nich przejęli go wszyscy ludzie. Znał je oczywiście Jezus i my do dziś doskonale je znamy. Tymczasem Bóg nie zna zła. Nie ma On absolutnie nic z nim wspólnego. Dla Niego zło to jakaś nicość, która jest poza Nim. To jest sfera poza Jego istnieniem i działaniem. Tę sferę można nazywa się upadłym światem, w którym zgodnie z twierdzeniem Jezusa Chrystusa, rządzi „bóg tego świata, czyli Szatan. Tę sferę można też nazwać piekłem, gdyż właśnie tak nazywa się sferę pod panowaniem Szatana.

 

Z tego względu Bóg nie może ingerować w naszą złą cywilizację, zwaną piekłem. Ona jest po prostu anty-boska. Jak zatem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Bóg nie ingeruje w zło? Odpowiedź nasuwa się sama. Bóg nie może ingerować w coś, czego nie stworzył, ponieważ inaczej wziąłby odpowiedzialność za upadek człowieka i za obecny świat, którego nigdy nie miał w swoich planach. Gdyby doskonały Bóg włączył się w niedoskonały stan danej sytuacji, to nadałby jej status doskonałości, a to jest sprzeczne z Jego Zasadami. Bóg nie zna naszego upadłego świata i nie analizuje go. W sensie bezpośrednim nie jest uczestnikiem naszej cywilizacji. Zło to zupełnie nowa jakość, to osobliwość poza Bogiem, która w praktyce dotyczy tylko Szatana i jego złych demonów oraz nas, ludzi. Weszliśmy w strefę zła, a Bóg na jakiś czas stracił nas z oczu i wciąż na nas czeka.

 

Oczywiście Bóg utrzymuje cienką nić komunikowania się ze swoimi dziećmi na poziomie nie większym niż to miało miejsce w Ogrodzie Eden. Głównym zadaniem ludzkości w świecie oddzielonym od Boga jest wypracowanie sytuacji, w której może pojawić się ktoś taki, jak Jezus Chrystus. Bogu tymczasem pozostaje oczekiwanie na pozytywne rezultaty działania ludzi, aniołów i Zbawiciela. W sumie dal ludzkości oznacza to powrót w odrodzonej formie Adama i Ewy na pierwotną pozycję, która została utracona w Ogrodzie Eden.

 

Dlaczego w tak zdecydowany sposób stwierdzam, że Bóg nie zna zła? Ponieważ chciałbym przestrzec wiele wyznań religijnych, które uważają, że On go zna. Dlatego chcę zdecydowanie głosić, że zło to osobliwość istniejąca poza Bogiem, która jak nowotwór wdarła się do wcześniej powstałego wszechświata, zarówno fizycznego jak i duchowego. To nowa jakość w stworzeniu, która w praktyce dotyczy właśnie nas.

 

Najprostsza „religijna” definicja dobra brzmi: jest to działanie oraz wynik działania zgodny z Wolą Boga. Dlatego „religijna” definicja zła musi brzmieć: jest to działanie oraz wynik działania niezgodny z Wolą Boga. Wolę Boga należy tu rozumieć jako drogę do wprowadzenia w życie Jego zasad i praw. W wyniku ich działania miał powstać idealny świat. Niestety tak się nie stało. Stąd oczywisty wniosek, że zło jest złamaniem Boskich zasad i praw. Definicja ta nie dotyczy tylko religii, lecz służy do ogólnego określenia zła jako łamania ustanowionego prawa i powszechnie przyjętych zasad moralnych. Na przykład złamanie konstytucji jakiegoś państwa jest jednoznacznie określane jako zło. Dlatego osoby łamiące prawo, czy to moralne, państwowe, czy Boskie, są osobami złymi i mogą być traktowane jak przestępcy. Popularnie można powiedzieć, że dobro jest tym, co powinno być, istnieć pierwotnie. Lampa wisząca na suficie i oświetlająca pomieszczenie jest dobra. Gdy spadnie nam na głowę, to może wyrządzić zło. Krzesło powinno służyć do siedzenia, a nie rozpadać się pod siedzącą osobą, robiąc jej krzywdę. Dlatego, nawiązując do poprzedniego zdania, zło jest tym, czego nie powinno być.

 

Szukając źródeł zła, trzeba sięgnąć do korzeni istnienia wszechrzeczy. Zakładam, zgodnie z logiką mojego rozumowania, że na początku był Absolut, a nie jakaś nieokreślona nicość. To znaczy, że pierwoistny stan był zdefiniowany przez fakt, że tkwiła w nim pierwoistna inteligencja, wola i uczuciowość, czyli przymioty Osobowości Stwórcy. Inaczej mówiąc, źródłem, a właściwie Sercem wszystkiego jest Jego Wiedza, Dobroć i Miłość. Z tych trzech, jak to zauważył św. Paweł w swoim hymnie o miłości (1 Kor. 13, 1-13), najważniejsza jest Miłość. Jest Ona nie tylko uczuciem, ale również potężną siłą, Boską Mocą. Ma Ona ważny atrybut: kierunek. To bardzo istotna wartość. Właściwy kierunek miłości pochodzi z Boskiej Wiedzy i Woli. Dobro jest zatem wynikiem zachowania kierunku miłości nadanej jej przez Stwórcę. Kierunek niezgodny z Wolą Boga oznacza zło.

 

Bóg obdarza Swoje wszechstworzenie miłością, choć oczywiście w różnym stopniu. Ta miłość prowadzi wszystko do doskonałości, utrzymując pierwotny, dobry kierunek nadany jej przez Stwórcę. Bóg jest doskonały i nie zmienia nigdy jej przeznaczenia. Ktoś, kto jest stworzony „na obraz i podobieństwo Boga”, będąc doskonały jak On, nie powinien zmieniać jej kierunku. Niestety niedoskonała istota, która znajduje się dopiero w drodze do doskonałości, może ewentualnie zmienić kierunek miłości. Wtedy pojawia się zło, czyli stan niezgodny z koncepcją świata tworzonego przez Boga.

 

Wszystko wskazuje na to, że wytworzone przez istoty na początku historii ludzkości zło, zapoczątkowało powstanie złego świata i zniszczyło nadzieję na powstanie świata idealnego, zaplanowanego przez Stwórcę. Przez świat idealny rozumiem tu tzw. Królestwo Niebieskie, czyli świat pod panowaniem Boga, a zarazem świat, który, tak jak Bóg, powinien być wieczny, doskonały i dobry. Oczywiście takiego świata obecnie nie ma. Mamy raczej coś wręcz przeciwnego niż Królestwo Niebieskie.

 

Zło nie jest zatem jakimś naszym urojeniem, ale czymś zdecydowanie substancjalnym, czyli rzeczywistym i konkretnym. Przeanalizuję to jeszcze dokładniej poniżej, ale już teraz wykazałem, że zło w swej naturze jest całkowicie sprzeczne z pierwotnym sensem istnienia ludzkości.

 

Większość teologów, nie tylko chrześcijańskich, dopatruje się przyczyn upadku Adama i Ewy w fakcie istnienia wolności w człowieku i w działaniu wywodzącej się z niej wolnej woli. Twierdzą oni, że Bóg dał człowiekowi wolną wolę, w którą nie ingeruje. To znaczy, że w Ogrodzie Eden Bóg zostawił człowiekowi wolny wybór między zjedzeniem i niezjedzeniem „zakazanego owocu”. Ponieważ człowiek wybrał „zjedzenie owocu” i okazał nieposłuszeństwo wobec zakazu jego spożycia, to nastąpił upadek. Stąd wniosek, że wolna wola, czyli po prostu wolność człowieka, doprowadziła go do upadku. Przeczy to w sposób oczywisty moim twierdzeniom, że przyczyną upadku była źle ukierunkowana siła miłości.

 

Wolność jest pewnym stanem funkcjonowania, czyli sferą, w której porusza się człowiek realizujący swoją wolną wolę. Nie jest więc siłą, która może spowodować upadek. Co przemawia za tym, że wolność nie była przyczyną upadku?

 

Po pierwsze, wolność może tylko wytworzyć stan gotowości do podjęcia decyzji prowadzącej do upadku, ale podjęcie tej decyzji wymaga zadziałania siły, która nie tkwi w wolności. Na przykład wolność może nas doprowadzić na skraj przepaści, ale przekroczenie jej krawędzi kończy wolność, bo zaczyna działać siła grawitacji, która wciąga człowieka w tę przepaść.

 

Po drugie, spożycie owocu przez Adama i Ewę było świadomym aktem. Bóg bowiem, jako troskliwy Ojciec, zadbał o to, aby dobrze wyjaśnić im niebezpieczeństwo związane z zakazanym owocem. Skoro Adam i Ewa wiedzieli, że zjedzenie owocu przyniesie im śmierć, oznacza to popełnienie przez nich czegoś w rodzaju samobójstwa. Tak można powiedzieć, gdyż pierwsi ludzie świadomie podjęli decyzję wbrew śmiertelnemu zagrożeniu. Samobójstwa nie popełnia się jednak w stanie wolności, ale wobec jej braku, gdy nie ma już żadnego innego wyjścia z trudnej sytuacji lub nie widać nadziei na jakiekolwiek inne rozwiązanie.

 

Po trzecie, skoro nastąpił rodzaj samobójstwa, to musiała go spowodować siła większa od siły zachowania życia, a jedyną siłą większą od niej jest siła miłości. Nie muszę chyba przypominać, jak wiele samobójstw było skutkiem zawiedzionej miłości.

 

Na obronę Boga pragnę dodać jeszcze kolejne argumenty, które przeciwstawiają się twierdzeniom, że poddał On próbie Swoje dzieci lub stawiał je przed wolnym wyborem wynikającym z ich wolnej woli. Wyglądałoby to na swoisty test lojalności czy posłuszeństwa.

 

Po pierwsze, Bóg po stworzeniu Swego dzieła nie testuje go, bo wówczas tak jakby testował Samego Siebie. Bóg jest doskonały i nie popełnia błędów, a testuje się tylko rzeczy, co do których ma się wątpliwości.

 

Po drugie, Adam i Ewa, po stworzeniu przez Boga, byli niewinni i nie znali zła, bo wyszli „spod ręki” doskonałego Boga, który nie zna zła i go nie stworzył. Takich istot się nie testuje, bo trzeba by podejrzewać zło, a to nie zgadza się z Ojcostwem i doskonałością Boga.

 

Po trzecie, Bóg jest Wszystkowiedzący, a więc nie używa testów, bo przecież zawsze znałby z góry wyniki każdego testu.

 

Po czwarte, Bóg, jako Kochający Ojciec, nie narażałby swoich dzieci na ewentualny negatywny wynik testu, tym bardziej, że ten domniemany test był „na śmierć i życie” („… gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” – Rdz 2, 17). Każdy kochający ojciec zawsze chroni swoje dzieci przed skutkami jakiegokolwiek niebezpieczeństwa i nie poddaje ich grożącym śmiercią testom.

 

To są argumenty, które należy wziąć pod uwagę, gdy w sposób powierzchowny opisuje się to, co zdarzyło się w świecie tworzonym w owym czasie przez Boga.

 

Zło powstało w trójkącie Adam-Ewa-Lucyfer. Poprzedziło go pojawienie się sytuacji niezgodnej z prawami Bożymi, to znaczy nieprawdy, a mówiąc dosadniej, kłamstwa. To kłamstwo wypowiedziane przez Lucyfera zbudowało podstawę do powstania zła. Było to tak. Prawda od Boga dotyczyła faktu, że spożycie „owocu” spowoduje śmierć: „…z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2,16-17). I tak właśnie się stało. W wyniku upadku Adam i Ewa umarli, oczywiście tylko duchowo, ale dla Boga było to równoznaczne z pełną śmiercią człowieka. Lucyfer przeciwstawił prawdzie od Boga swoje słowa:. „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3, 5-6). W tej wypowiedzi Lucyfera są właściwie aż dwa kłamstwa: o tym, że nie umrą i to, że Bóg zna zarówno dobro jak i zło. To drugie kłamstwo jest tak wypowiedziane, że niewielu zdaje sobie sprawę z jego ogromu i konsekwencji. Prawie całe chrześcijaństwo uznało, że Lucyfer mówił prawdę, twierdząc, że Bóg zna zło. Tymczasem Pan Jezus miał jasne zdanie o wypowiedzi Szatana: „Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa”(J 8, 44). Dlatego na wielu stronach tego opracowania wykazuję, że Bóg nie zna zła, a wręcz nie może go znać. Jedyne, co dochodzi do Niego, to brak przy Nim Jego dzieci z Ogrodu Eden. Pytanie: jak On to odczuwa? Czy jest Ojcem ze złamanym Sercem?

 

Jednym z najważniejszych tematów wynikających z takiego podejścia do zła jest problem zbawienia świata. Z mojego punktu widzenia wynika jasno, że Bóg w sposób bezpośredni nie może uczestniczyć w tym procesie, bo dotyczy on złego, upadłego świata. Bóg nie może naprawiać czegoś, czego nie stworzył i czego nie zna. Ten nasz świat jest jakby otchłanią istniejąca poza Nim. Nasza ludzka cywilizacja, czyli nasze piekło, istnieje sama w sobie, bez udziału Stwórcy. Stąd logiczny wniosek, że musi być naprawiana bez Jego bezpośredniego udziału. Jego obecność wśród nas zakończyła się w Ogrodzie Eden wraz z upadkiem pierwszych ludzi. Zatem proces zbawienia świata musi się dokonywać siłami ludzi, Zbawiciela i aniołów. Zło zapoczątkował archanioł Lucyfer i towarzyszący mu jego aniołowie, oczywiście przy współudziale ludzi. Dlatego zbawienie nie może być przeprowadzane przez Stwórcę, ale przez następców tych, którzy stworzyli zło i wprowadzili je do naszej rzeczywistości, to znaczy przez ludzi i aniołów.

 

Warto też zaznaczyć, że gdyby Bóg znał zło, to byłoby ono częścią Jego Osobowości. A tak nie jest. Gdyby je znał, to cały proces zbawienia ludzkości nie miałby sensu. Jest zatem prowadzony przez postacie Starego i Nowego Testamentu, przez Samego Jezusa i założycieli religii światowych oraz przez ich następców.

 

Wiem, że powyższe twierdzenia mogą poważnie zakłócić typową wiarę o obecności Boga w naszym świecie, a szczególnie dotychczasowe zrozumienie opatrzności Bożej. Przedstawiłem to jednak, aby pobudzić otwartą dyskusję na powyższy temat.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Bóg nie zna zła”

Czy jest coś, czego Bóg nie zna?

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”