Bóg a obecny świat

Próbuję zrozumieć świat z punktu widzenia Boga

Image_14

Na początku mogę tylko krótko stwierdzić, że próba zrozumienia świata z punktu widzenia Boga jest bardzo trudna, szczególnie w przypadku człowieka żyjącego w obecnym, upadłym świecie. Staram się to zrobić od bardzo wielu lat, ale wciąż myślę, że to prawie niemożliwe. Prawie... a może kiedyś mi się uda…?

 

Aby zbliżyć się do „Boskiego” zrozumienia sensu tego, co nas otacza, trzeba uświadomić sobie wizję całego wszechświata w „Boskiej skali”. Stwórca bowiem, tworząc cokolwiek we wszechświecie, nadawał temu sens związany ze Jego podstawowym celem. Tym celem był i nadal jest wielki wszechświat, miejsce wspólnego życia i działania wielkiej rodziny ludzkiej pod Jego patronatem.

 

Ze względu na ogrom wszechświata warto wyjść z naszego ograniczonego punktu widzenia. Pisałem już o tym w jednym z poprzednich rozdziałów tego opracowania pt. „Przyszłościowa wizja wszechświata”. Na podstawie opisów tam zamieszczonych można dojść do wniosku, że Stwórca pojmuje Swoje dzieło inaczej niż my. Dlatego próbuję tu zrozumieć punkt widzenia Boga, który traktuje wszechświat jak nieograniczony dom dla Swoich dzieci.

 

Właśnie taki świat dla doskonałych ludzi przygotował Stwórca. Zgodnie z tą koncepcją Jego dzieci po przejściu życia fizycznego uzyskują pełną wolność przebywania w każdym wybranym punkcie wszechświata. Mogą na przykład znaleźć się w dowolnej galaktyce na dowolnej planecie, na której tylko możliwe jest życie. Tam będą mogły poznać jej mieszkańców i przyrodę, korzystając albo z ufizycznienia się, albo czerpiąc wiedzę ze zmysłów fizycznych osób żyjących na tych planetach. Wyciągając z tego wnioski, można obrazowo stwierdzić, że nasze ciała fizyczne są „uziemione” na tej planecie, na której żyjemy, podczas gdy nasze osoby duchowe są wolne jak ptaki. Boski punkt widzenia sugeruje zatem, że kiedyś nasza wolność dotyczyć będzie całego kosmosu.

 

Dla nas, zamkniętych na maleńkiej planecie zagubionej w bezkresnym kosmosie, taka wizja jest zupełnie abstrakcyjna. Przekracza ona granice naszej wyobraźni, ale jest zgodna z sensem powstania wszechświata. Trzeba stwierdzić, że Boska koncepcja wszechświata istnieje niezależnie od naszej woli i wyobraźni. Jest absolutna i niezmienna, ustalona zanim jeszcze pojawiliśmy się na Ziemi. Warto więc zrobić wysiłek myślowy, aby lepiej ją poznać.

 

Od niepamiętnych czasów Bogu przypisano wiele podstawowych cech: absolutny, wieczny, doskonały, dobry, wszechmocny i wszystkowiedzący.

Zatem, skoro Stwórca jest wieczny, doskonały i dobry, to i wszechświat przez Niego stworzony powinien być również wieczny, doskonały i dobry. Jego Wola, wyrażona słowami: „niech się tak stanie”, wywołuje powstanie idealnego, dobrego świata zamieszkałego przez Jego dzieci. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na zapisane w Biblii słowa Stwórcy wyrażające Jego radość po upływie każdego „twórczego dnia”. Przypomnę też inne zapisane tam słowa: „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg…” (1 Kor 2, 9).

 

Teraz niestety nie mamy idealnego świata, ale któregoś dnia musi on zaistnieć jako realna rzeczywistość. Tak się musi stać, jeśli poważnie traktujemy doskonałość Stwórcy. Jeżeli On coś postanowił, to tak powinno być, gdyż inaczej nie byłby Bogiem doskonałym. Kiedy zatem ten świat stanie się doskonały? Na pewno prędzej czy później tak się stanie. Oczywiście lepiej, aby to się zdarzyło jak najszybciej. Możemy mieć jednak pewność, że kiedyś to nastąpi. Zarówno Bóg, jak i cierpiący pod panowaniem Szatana ludzie chcieliby żyć w doskonałym świecie. Wygląda na to, że tylko Szatanowi i uzależnionym od niego istotom zależy, aby ta zła rzeczywistość trwała jak najdłużej. Dla niego każdy dzień upadłego świata jest przedłużeniem jego bezprawnego panowania nad ludźmi. Ponieważ jednak upadły świat miał swój początek wbrew Woli Boga, to będzie miał swój koniec, aby pozostała Ona niezmienna.

 

Załóżmy, że zbawienie i powrót ludzkości pod zwierzchnictwo Boga dokona się za tysiąc lat. Ponieważ historia ludzkości trwa już wiele tysięcy lat, to ten odcinek czasu może być znaczący dla niezliczonych pokoleń przychodzących po sobie przez tysiąclecia. Jednak z perspektywy wiecznej historii ludzkości stanowić on będzie zaledwie krótki epizod. Faktycznie, choć ludzkie dzieje obejmują tylko kilkadziesiąt tysięcy lat upadłego świata, dla nas jest to jedyna znana nam rzeczywistość. Gdybyśmy jednak spojrzeli na ten czas z perspektywy miliardów lat trwania przyszłej dobrej cywilizacji ludzkiej, to nasza obecna historia jest króciutkim epizodem, pełnym cierpień i tragedii, ale tylko epizodem, który zaniknie w nieskończoności dziejów wszechświata.

 

Czy Bóg może zaingerować i skrócić nasze cierpienia pod panowaniem Szatana?

Widocznie nie może, ponieważ gdyby mógł, to jako Wszechmogący Stwórca i Nasz Ojciec na pewno by to zrobił. Taką samą odpowiedź trzeba dać na pytanie: czy mógł On zaingerować w upadek pierwszych ludzi? Odpowiedź jest jasna: nie mógł.

I tu nasuwa się natychmiast szereg pytań: czy jest możliwe, aby Wszechmogący Stwórca czegoś nie mógł? Co oznacza Wszechmoc Boża? Czy może On robić wszystko, co chce?

 

Zacznę od znanego przewrotnego pytania: skoro Bóg jest wszechmogący, to czy może stworzyć taki kamień, którego sam nie udźwignie? To pytanie spowodowało powstanie wielu traktatów filozoficznych, ale moja opinia brzmi: nie. Bóg nie może stworzyć takiego kamienia! Nie chodzi tu, oczywiście, o ten „kamień”, ale o fakt, że istnieje coś, czego On nie mógłby zrobić.

 

Dla lepszego zrozumienia funkcjonowania Wszechmocy Bożej muszę rozszerzyć moją analizę o zrozumienie działania Wolności Bożej. Oba te pojęcia mieszczą się w sferze Praw i Zasad Bożych i razem z Jego Wolą, Wszechwiedzą i Miłością stanowią sedno Jego Osobowości.

W świecie ludzkim wszechmoc, tak jak i wolność, może zaistnieć tylko w zakresie znanych praw fizyki oraz w ramach ustanowionego prawa. Zobrazujmy to następującym przykładem. Ponoć najbardziej wolnym obywatelem na świecie jest obywatel Stanów Zjednoczonych. Właśnie tam najwięcej ludzi nazywa siebie wolnymi i uważa, że mogą robić wszystko, co chcą. Jednak ich wolność i deklarowana „wszechmoc” jest opisana przez Konstytucję Stanów Zjednoczonych i tylko w jej ramach obywatele tego kraju mogą legalnie działać. Wolność poza prawem to anarchia. To samo dotyczy „wszechmocy”, która w „ludzkim” wydaniu polega na robieniu wszystkiego, co nie jest zabronione przez prawo. To samo można powiedzieć o Boskiej Wszechmocy, która nie może być sprzeczna z istniejącymi w Nim Prawami i Zasadami.

 

Co prawda, sfera życia poza prawami i zasadami pochodzącymi od Stwórcy może krótkotrwale funkcjonować. Jak wiemy z własnego doświadczenia, funkcjonuje ona w obecnym świecie wokół nas, choć Bóg nie ma z nią nic wspólnego. Została ona utworzona przez destrukcyjne wydarzenie, w którym uczestniczyli pierwsi ludzie i ich wychowawca, archanioł. Od początku była ona sprzeczna z pierwotnym porządkiem przygotowanym przez Stwórcę i dlatego musi przeminąć jak zły sen, a cały ten upadły świat powinien rozpłynąć się w nicość jak pęknięta bańka mydlana.

 

Wracam do pytania: czy Bóg może zaingerować w zło? Odpowiedź nasuwa się sama. Bóg nie może ingerować w coś, czego nie stworzył, gdyż inaczej wziąłby odpowiedzialność za upadek człowieka i za obecny świat, którego nigdy nie miał w swoich planach. Gdyby doskonały Stwórca włączył się w niedoskonały stan danej sytuacji, to nadałby jej status doskonałości, a to jest sprzeczne z Jego Zasadami. Bóg nie ma innego wyjścia: musi dać człowiekowi czas na dojście do doskonałości. Taka bowiem była od zarania pierwotna koncepcja rozwoju człowieka i świata. Dlatego ponawiam tutaj pewną próbę zrozumienia Jego punktu widzenia i sposobów Jego działania po upadku pierwszych ludzi.

 

Jeszcze raz w tym opracowaniu odwołuję się do opisanych zdarzeń, które miały miejsce w Ogrodzie Eden. Moim zdaniem jest to najważniejsze wydarzenie w dziejach ludzkości, pozwalające zrozumieć obecną sytuację z punktu widzenia Boga. Najpierw skupię się na analizie „trójkąta”: Adam, Ewa i biblijny Wąż, czyli Archanioł Lucyfer, a potem na analizie konfliktu między Kainem i Ablem. Sprawa z punktu widzenia Boga może wyglądać zupełnie inaczej niż w typowym teologicznym tłumaczeniu.

 

Logicznie trzeba stwierdzić, że zło wprowadziła do historii ludzkości sytuacja zawiniona przez Archanioła Lucyfera i pierwszych ludzi. Zło powstało tam w dwu fazach. W pierwszej fazie Archanioł Lucyfer spowodował, że Ewa „spożyła owoc”, przez co stworzyli razem więź absolutnie niezgodną z Wolą Boga i będącą właściwym złem. W drugiej fazie Ewa próbowała związać się z Adamem, zrozumiawszy, jaki popełniła błąd. Tymczasem przeniosła ona również zło na niego, bazując na tym, że Adam powinien być w przyszłości jej prawowitym małżonkiem. Ta druga faza, podyktowana szczerą chęcią powrotu do prawowitego partnera, była czymś w rodzaju mniejszego zła. Niestety zło, nawet mniejsze, dalej pozostaje złem, a przysłowie o dobrych chęciach i o tym, czym jest wybrukowane piekło, dobrze to obrazuje.

 

Właśnie w wyniku tego procesu Bóg został wyeliminowany z życia człowieka, a ludzie wraz ze swym „nowym bogiem”, czyli przemienionym w Szatana Archaniołem Lucyferem, stworzyli zupełnie nową sytuację. Tę sytuację należy odwrócić, aby Wola Boga pozostała niezmienna i świat wrócił do swojego pierwotnego stanu.

 

Dalsza część tej biblijnej historii zawiera opis wydarzeń dotyczących synów Adama i Ewy. Starszy z nich, Kain, reprezentuje pierwszą fazę upadku swych rodziców, czyli pełne zło. Młodszy, Abel, reprezentuje drugą fazę tego upadku, czyli wspomniane mniejsze zło bazujące na dobrych chęciach. Między braćmi doszło do pierwszego morderstwa w historii ludzkości, bowiem starszy brat zabił młodszego. Dla nas, żyjących w upadłym świecie, bratobójstwo jest zjawiskiem znanym i stawianym na równi z innymi niezliczonymi zbrodniami pojawiającymi się wciąż wokół nas. Można powiedzieć, że do tego przywykliśmy i nie tworzymy na ten temat żadnych specjalnych teorii. Tymczasem to konkretne bratobójstwo nosi w sobie głęboki, opatrznościowy sens.

 

Ponieważ w Ogrodzie Eden zło zwyciężyło dobro, to w procesie odnowy dobro powinno zwyciężyć zło. W pierwszym kroku tego procesu dobro reprezentował Abel (Bóg przyjął ofiarę Abla), a zło reprezentował Kain (Bóg nie przyjął jego ofiary i ostrzegł go przed czyhającym złem). Dlatego Abel powinien był odciągnąć Kaina od wpływów zła i poprowadzić go z powrotem do Ojca Niebieskiego. Podkreśla to inność punktu widzenia Boga i upadłego człowieka. Zatem Kain powinien był złożyć swoją ofiarę za pośrednictwem Abla. Ta okoliczność stworzyła swojego rodzaju proces postępowania, który postanowiłem nazwać „sytuacją Kain – Abel”. Jest ona mechanizmem, który ma na celu zbudowanie fundamentalnej bazy dobra potrzebnego do likwidacji zła. Niestety, przy pierwszym przypadku zastosowania tego mechanizmu, Kain, kierowany przez zło, zabił Abla. Tak oto początkowa próba odnowy świata zakończyła się porażką.

 

Następna próba wprowadzenia „sytuacji Kain – Abel” dokonała się między synami Noego, ale i ona również zakończyła się porażką. Dopiero między synami Izaaka, to znaczy między Ezawem i Jakubem, nastąpił jej sukces. Właśnie Jakub jest tym zwycięskim „Ablem”, który w końcu zdobył serce „Kaina” i rozpoczął proces odnowy jako założyciel narodu izraelskiego – narodu wybranego. Potem jeszcze wiele razy pojawiał się ten mechanizm, na przykład w historii Józefa i jego braci, w której oczywistym „Ablem” był sam Józef, a jego bracia „zbiorowym Kainem”.  W końcu na poziomie narodu pojawił się Jezus jako „narodowy Abel”. Niestety, Żydzi, jako „zbiorowy Kain”, doprowadzili do śmierci Jezusa, powtarzając tragedię, która rozegrała się między synami Adama i Ewy.

 

Wydaje się, że walka między dobrem a złem osiągnęła teraz poziom światowy, w którym „zbiorowy starszy brat Kain”, to znaczy ludzkość, powinna uznać wyższość światowego „młodszego brata Abla”, to znaczy powracającego Zbawiciela. Takie są bowiem sposoby odnowy świata i taki jest logiczny wniosek z analizy działania mechanizmu „sytuacji Kain – Abel”. To może zapoczątkować końcową fazę zbawienia ludzkości, którą wiele wyznań religijnych nazywa Ostatnimi Dniami. Efektem tej fazy będzie pojawienie się samego dobra oraz całkowita likwidacja zła. Wówczas taki świat bez zła będzie można nazwać Królestwem Niebieskim na Ziemi, a to oznacza spełnienie się Woli Boga.

 

Z powyższego wynika, że ludzie naszych czasów muszą naprawić to, co zostało zepsute przez pierwszych ludzi i upadłego archanioła. Na pewno Szatan nam w tym nie pomoże. To my, przy współpracy z dobrym światem duchowym, musimy doprowadzić do sytuacji, w której zostanie on podporządkowany ludziom. Na tej drodze wspierają nas prawa i zasady wynikające w Boskiej Opatrzności. Na razie Bóg nie może nam pomóc w formie Swojego bezpośredniego uczestnictwa, ale Jego opatrznościowe prawa pozwolą nam rozpoznać powracającego „Abla”, czyli Syna Bożego, niezbędnego do przeprowadzenia zbawienia.

 

Dla większości wyznawców różnych religii, taki niepomagający nam i czekający na nasze zwycięstwo Bóg jest nie do przyjęcia. Najczęściej wyobrażają Go sobie jako działającego bezpośrednio na rzecz przywrócenia Swojego Królestwa. Równocześnie te religie nakłaniają nas do spełniania różnych warunków rzekomo pochodzących od Samego Stwórcy, które gwarantują Jego pomoc. Liczne obrzędy, wymyślne poświęcenia włącznie z poświeceniem życia, dziesiątki nakazów i zakazów mają mieć ponoć źródło w Woli Boga. Jednak tak nie jest, gdyż te wszystkie warunki zostały wymyślone przez ludzi, którzy stworzyli te religie i ustalili reguły dla wyznawców. Szczególnie kary za grzechy, nakładane na wyznawców, nie mogą mieć nic wspólnego z Wolą Boga. Jest tak dlatego, że po duchowej śmierci Swoich dzieci w Ogrodzie Eden Ojciec Niebieski z pewnością odczuwa ich brak lub rodzaj głębokiej samotności, choć zrozumienie tego przerasta moją wyobraźnię. Z tego też powodu nie przygotował dla nikogo żadnych kar. Zamiast tego ma nam do zaoferowania Swoją miłość, która musi się przebić przez „mury” zbudowane przez Szatana. Wiele religii słusznie uważa, że w Ogrodzie Eden Szatan oddzielił ludzi od Stwórcy, zapanował nad nimi i odtąd skłania nas do popełniania grzechów. Równocześnie religie te uważają, że Bóg karze nas za grzechy wynikłe z tej sytuacji. Takie myślenie jest bardzo niewłaściwe i niesprawiedliwe, gdyż obciąża Boga skutkami działania Szatana. Dlatego straszenie Bogiem i zsyłanymi przez niego karami jest bardzo krzywdzące dla Niego. Zgaduję, że takie niewłaściwe poglądy wynikają z braku możliwości zrozumienia punktu widzenia Boga przez upadłego człowieka.

 

Stwórca jest Bytem absolutnym, to znaczy niezależnym od niczego i od nikogo. Jest po prostu Bogiem „bezwarunkowym”. Ustanowił On raz na zawsze Swoje doskonałe prawa i nie może ich zmieniać. Nie może stawiać nowych wymagań i warunków dla Swoich dzieci, ponieważ inaczej musiałby być Bogiem niedoskonałym. On nie poprawia samego siebie. W Ogrodzie Eden pokazał nam drogę do doskonałości będącą naszą drogą życia. Wtedy dla człowieka wszystko zostało przygotowane, ukształtowane zostały odpowiednie prawa i proces rozwoju. Bóg już nie potrzebuje nic dodawać, poprawiać czy zmieniać, gdyż stworzył w pełni doskonałą koncepcję życia dla Swoich dzieci. Nie musi też „unosić się” nad naszymi głowami i sterować naszym życiem w sytuacji, gdy nam się coś nie udało. Oczywiście, na zawsze pozostała mu ta podstawowa „ingerencja” w życie człowieka, jaką jest nasza osoba duchowa, którą otrzymujemy od Niego przy narodzeniu. Chce bowiem, abyśmy mogli żyć wiecznie, tak samo jak On. My z kolei mamy doprowadzić do doskonałości swoją wewnętrzną osobowość, a wtedy On przywita nas w Swoim Królestwie.

 

Rzeczywiście może wyglądać na to, że Bóg czeka na nas na końcu naszej drogi do odnowy świata. Jednak nie jest to czekanie pasywne, gdyż dalej aktywnie rozszerza wszechświat, przenikając go Swoimi zasadami i prawami. Działanie tych praw i zasad jest Jego Opatrznością. Działa ona stale i jest niezmienna. Jest absolutna, tak jak On.

 

Z powyższego rozumowania wynika też inny fakt, który ma wpływ na trudność oceny rzeczywistości z Jego punktu widzenia. Twierdzę od początku i w sposób zdecydowany, że Bóg nie zna zła. Gdyby je znał, to zło byłoby częścią Jego Osobowości, to znaczy byłoby wieczne, nie do zlikwidowania. Tak jednak nie jest. Zło zapoczątkowali Lucyfer, Adam i Ewa, zło znał Jezus i my też je doskonale znamy. Jednak Bóg nie zna zła. On nie ma absolutnie nic wspólnego ze złem. Dla Boga zło to jakaś nicość, która jest poza Nim. Zło jest sferą poza Jego istnieniem i działaniem. Jest ono zupełnie nową jakością, która w praktyce dotyczy tylko nas. Weszliśmy w strefę zła, a Bóg na jakiś czas stracił nas z oczu i wciąż na nas czeka.

 

Najbardziej istotne w tym względzie jest zrozumienie faktu, że zło zostało jakby dołączone do naszego świata już po zakończonym akcie stworzenia. Pisząc to opracowanie chciałem przeciąć wszelkie dywagacje na temat dopuszczenia przez Boga zła do stworzonego przez Siebie dzieła oraz że jest ono wynikiem działania wolnej woli, którą nas obdarzył. Takie pomysły teologów wzięły się z nieprzemyślanego twierdzenia, że Bóg wszystko wie, a więc zna też zło. Faktycznie, Nasz Stwórca wszystko wie, ale to „wszystko” odnosi się do tego, co stworzył. Ponieważ nie stworzył zła, to jest ono poza „wszystkim”, to znaczy poza Nim. Błędne założenie teologów powoduje, że muszą tworzyć karkołomne teorie dotyczące sprzeczności między istnieniem dobrego Stwórcy a istnieniem zła. Jeszcze trudniej przychodzi im sensowna odpowiedź na pytanie, dlaczego Bóg dotychczas je nie zlikwidował. Apogeum tych teorii stanowi twierdzenie, że Ojciec Niebieski, aby zlikwidować zło i wprowadzić dobro, posłużył się ukrzyżowaniem Swego Syna. Tymczasem zabójstwo jest jasno określone jako zło w jednym z Dziesięciorga Przykazań. Dopóki będziemy „oskarżać” Go o takie rzeczy, dopóty będzie to Ktoś nieprawdziwy, niemający nic wspólnego ze Stwórcą naszego świata.

Jeżeli definitywnie wyeliminujemy z naszego postrzegania postać Boga, który zna zło, to odkryjemy dla siebie ważną i prawdziwą wiedzę o Nim. Dzięki całkowitemu zaprzestaniu „oskarżania” Boga o znajomość zła odzyskujemy „czystego” Stwórcę, to znaczy absolutnie dobrego i doskonałego Ojca Niebieskiego. Tak właśnie powinno być, abyśmy mogli choć częściowo zrozumieć Jego punkt widzenia.

 

Z powodów, które opisałem w poprzednich rozdziałach, ludzkość wkroczyła na drogę śmierci, zamiast na drogę życia. Logicznym zatem jest to, że powinna z niej zawrócić, kierując się zrozumieniem praw i zasad ustanowionych przez Stwórcę oraz wspierając się siłą miłości od Niego. Do pomocy mamy cały dobry świat duchowy: Jezusa Chrystusa, Ducha Świętego, Buddę, Mahometa, aniołów oraz wszystkich oficjalnych i nieoficjalnych świętych z tak zwanego raju. Każdy człowiek może zdziałać coś pozytywnego, choć każdy potrzebuje przy tym wsparcia płynącego ze strony dobrego świata duchowego. Nie zrobią tego za nas politycy, uczeni, lekarze czy biznesmeni.

 

Niestety, trzeba z pokorą przyznać, że ludzka logika nie jest w stanie wszystkiego przeniknąć i dlatego nie jest jeszcze możliwe zrozumienie wielu ważnych rzeczy z Boskiego punktu widzenia. Mam jednak nadzieję, że ta analiza pozwoli trochę dokładniej i obiektywniej ocenić naszą rzeczywistość.

 

W następnym temacie “Bóg nie zna zła” podsumuję jeszcze raz argumenty przemawiające za tezą zawartą w jego tytule.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”