Biblia dla współczesnych

Image_44

„Na początku…” – te słowa trzeba jednak lepiej i dokładniej wyjaśnić.

„Od początku…” – tak jest lepiej, pod warunkiem, że oznacza to „od nieskończoności…”.

Najlepiej byłoby zacząć współczesną Biblię słowami: „Od zawsze…”. 

 

To prowadzi do poniższego logicznego twierdzenia:

Od zawsze istniała niewyczerpalna, wszechogarniająca i wypełniająca wszystko Energia Pierwoistna. Od zawsze była Ona przeniknięta wszechobecną Osobowością, czyli Duchem Bożym. Takim od zawsze był, jest i będzie Bóg. Z Niego, z Jego Energii i Ducha, powstało wszystko, co istnieje…

 

Dla Boga nie istnieje początek. Tymczasem dla nas jest on uchwytny. Można go nazwać Wielkim Początkiem, a nawet Wielkim Wybuchem, bez względu na to, czy pojmujemy go jako niezależne zjawisko fizyczne, czy akt stwórczy. W obu przypadkach można przyjąć, że z Pierwoistnej Energii i z Pierwoistnych Praw i Zasad powstał wszechświat. Zatem dzieło stworzenia, również w pojęciu religijnym, to połączenie Sprawczej Energii Stwórcy z Prawami i Zasadami tkwiącymi w Jego Duchu.

 

Dalej cały proces kształtowania się wszechświata przebiegał w sposób, w jaki postrzega go współczesna nauka. Jest on przez wszystkich traktowany jako rzeczywisty fakt, ponieważ badania naukowców są postrzegane jako obiektywne. Jedynie wydarzenia sprzed Wielkiego Początku (lub Wielkiego Wybuchu), wymykają się naszej wyobraźni, a tym bardziej badaniom naukowym. W rozwiązaniu tego problemu może nam trochę pomóc współczesne i obiektywne spojrzenie na Biblię.

Jestem zatem zobowiązany wyjaśnić, co rozumiem przez obiektywny stosunek do Biblii.

 

Wielu ludzi twierdzi, że nie można uwierzyć w Boga bez uzyskania wiedzy z Biblii, Koranu, czy jakiejś innej ważnej księgi lub bez przejścia szkolenia z treści tych ksiąg prowadzonego przez odpowiednie organizacje wyznaniowe. To niekoniecznie musi być prawdą.

 

Dzięki wielu doświadczeniom życiowym uświadomiłem sobie, że można ukształtować w sobie swoistą wiedzę religijną, a co za tym idzie wiarę w Boga, niekoniecznie przez słuchanie kazań duchownych i studiowanie świętych ksiąg. Wychowany w środowisku katolickim, siłą rzeczy przyjąłem wiarę tego środowiska. Potem w tym samym środowisku spotkałem duchownego, mojego wielkiego przyjaciela, który swoją wiarę czerpał także z obserwacji przyrody. I to był ten moment, gdy rozszerzyły się moje „horyzonty”.

 

Otaczająca nas przyroda, to wszystko, co pochodzi z pierwotnej natury: góry i lasy, morza i oceany, rzeki i jeziora, równiny i pustynie tętnią wiedzą o swoim Stwórcy. Różnorodne formy życia, duże i małe, takie jak owady, rośliny, ryby, ptaki i zwierzęta całym swoim istnieniem też świadczą o jakimś niewyobrażalnym, genialnym Stwórcy. Ten duchowny, który mi na to wszystko zwrócił uwagę, ujął swoje podstawy wiary w jednym zdaniu: ”Można w Niego uwierzyć z samego zdziwienia”. Przytaczam w tym tekście jego pogląd, aby uświadomić wielu ludziom, że można w pełni uwierzyć w Boga i zrozumieć Jego Dzieło tylko w oparciu o wnikliwą obserwację przyrody. Wydaje się ona czysta i niewinna w porównaniu ze środowiskiem utworzonym przez człowieka. Właśnie obserwacja ludzkiej cywilizacji i historii, a przede wszystkim postępowania większości ludzi, prowadzi do wniosku, że chyba nie ma Boga. Nawet obserwowanie genialnego dzieła Stwórcy, jakim jest ciało ludzkie, nie przysłania tej tezy. I dopiero w tym momencie zwątpienia można sięgnąć do Biblii, aby zrozumieć, że zło przesłaniające nam Boga dotyczy tylko człowieka. Wiara w Stwórcę oparta na doskonałości natury byłaby, jak to ujął mój przyjaciel, „pewna i prawdziwa”, gdyby nie wiedza o złych „wyczynach” człowieka.

 

Drugim, obok przyrody, wielkim źródłem wiedzy o Pierwszej Przyczynie może być dla nas opis świata przekazany nam przez fizyków, od najmniejszej cząstki elementarnej do najodleglejszych galaktyk. I tu też można uwierzyć w Stwórcę z „samego zdziwienia”. Całe szczęście, że zło pochodzące od ludzkiej cywilizacji nie jest w stanie przesłonić genialności Jego dzieła. W tej formie wiary, a raczej wiedzy, wcale nie potrzeba udawadniania Jego istnienia wersetami z Biblii.

 

Dopiero na trzecim miejscu stawiam kształtowanie wiary w oparciu o święte księgi spisywane przez wielu bardzo uduchowionych ludzi, w tym oczywiście w oparciu o Biblię. Nie przeczę, że ta forma poznania Boga jest współcześnie wciąż jeszcze najpopularniejsza, choć nasze czasy sprzyjają rozwojowi wiedzy o przyrodzie i ogromnemu postępowi nauki, szczególnie tej dotyczącej kosmosu i początków wszechświata. Wróćmy jednak do pytania, jak czerpać wiedzę z Biblii?

 

Jeżeli czytamy jakiś tekst, szczególnie tekst zawierający ważne wiadomości, to aby go zrozumieć, musimy znać język, w którym został napisany. Im lepiej znamy ten język, wszelkie jego niuanse, używaną w nim frazeologię, stosowane przenośnie, a przede wszystkim jego ducha, to tym lepiej zrozumiemy treść zawartą w tekście. Bywa, że zrozumienie to jest bardzo trudne, szczególnie gdy jego twórca używa wielu porównań i symboliki, do zrozumienia których trzeba użyć maksimum inteligencji. Czasami treść może być wyrażana specyficznym slangiem zrozumiałym tylko dla ludzi obracających się w określonym środowisku, a czasami jest wręcz zaszyfrowana skomplikowanym kodem, który może być znany tylko specjalnie przygotowanym czytelnikom. Tak robi się, aby poznanie treści zawartej w danym dziele było możliwe tylko przez tych, do których zostało adresowane oraz aby jego tajemnic nie zrozumiał nikt inny, a szczególnie ewentualny wróg.

 

Podczas czytania Biblii przychodzi mi często do głowy myśl, że poza faktem jej spisywania przez specjalnie przygotowanych ludzi w celu przekazywania nam ważnej wiedzy, istnieje coś jeszcze, coś jeszcze ważniejszego. Chodzi o tak zwanego ducha tej wiedzy. Oznacza to, że Biblię możemy zrozumieć szczególnie wtedy, gdy użyjemy maksimum naszej inteligencji i intuicji oraz gdy zgadniemy kod do jej rozszyfrowania. To wszystko po to, aby wiedza o sposobach zbawiania świata trafiała tylko do ludzi – dzieci Boga - poszukujących prawdy o Swoim Ojcu. Ta wiedza nie jest bowiem adresowana do kogoś, kto Prawdę (przez duże i małe „p”) chce zakryć lub zniszczyć. Chodzi tu o Głównego Wroga Ludzkości oraz o tych wszystkich, którzy z jego inspiracji próbują zaprzeczać istnieniu Boga.

 

Opisując życie Jezusa w Ewangeliach apostołowie podkreślają, że wiele czasu spędzał On na wyjaśnianiu im Pism zwanych obecnie Starym Testamentem. Tymczasem jednak już od setek lat przed Jezusem uczeni w Piśmie tłumaczyli Izraelitom tajniki Pism istniejących w owym czasie. Widocznie jednak Jezus znał pewien kod nieznany przedtem nikomu i wyjaśniał treść Starego Testamentu zupełnie inaczej, niż ówcześni uczeni w Piśmie, przez co naraził się izraelskim przywódcom religijnym, a szczególnie faryzeuszom.

 

Bez wątpienia Jezus podał apostołom Swój kod, rodzaj „ducha”, do rozszyfrowania Starego Testamentu. To później pozwoliło im oraz ich następcom w przygotowaniu treści Nowego Testamentu. Przykładem tego niech będzie twierdzenie Jezusa, że nikt w Izraelu nie zrozumiał, że te Pisma mówią właśnie o Nim. To bardzo znacząca informacja. Po setkach lat studiów nad treścią proroctw przyszedł Nauczyciel i ogłosił wszystkim, jaka była prawdziwa treść w nich zawarta. Niestety, pomimo Jego wysiłków, prawie nikt w narodzie izraelskim Mu nie uwierzył.

 

Warto uzmysłowić sobie ten fakt w dzisiejszych czasach. Od dwóch tysięcy lat czytamy księgi Starego i Nowego Testamentu i wciąż powstają ich nowe interpretacje. Starsze interpretacje, na podstawie których powstały setki, a może tysiące różnych wyznań chrześcijańskich, wciąż są prezentowane. Tymczasem nowe interpretacje aktywnie stymulują do powstawania nowych kościołów, stowarzyszeń i sekt religijnych. Każde z tych wyznań utrzymuje, że ich interpretacja jest najwłaściwsza, co prowadzi do konfliktów, a nawet do wojen.

 

Sam się zastanawiam, czy moja wiedza zapisana w tej książce nie jest kolejną interpretacją Pisma Świętego. Nawet gdyby tak było, to nie jest to moją intencją, a na pewno nie chcę, aby stało się to powodem powstania jakichś konfliktów. Ja ze swej strony proponuję mój „kod” oparty na dwóch fazach podejścia do wiedzy zawartej w Biblii.  W pierwszej fazie polega ona na uświadomieniu sobie faktu, że do zrozumienia Boga powinno się użyć całego ludzkiego intelektu i logicznego myślenia. Dotyczy to szczególnie włączenia aktualnych osiągnięć wiedzy naukowej w celu lepszego zrozumienia istnienia Pierwszej Przyczyny. W drugiej fazie stosuję analizę treści zawartej w Biblii w oparciu o fundamentalne przymioty Bytu Pierwoistnego. Opisałem Jego atrybuty na początku tego opracowania.  W dużo dalszych przemyśleniach, będących następstwem intelektualnej medytacji nad treścią zaszyfrowaną w tej księdze, kierowałem się uczuciem, które nazwałem dotknięciem Serca Boga. To oznacza nie tylko bezgraniczną miłość do Ojca Niebieskiego, ale także głęboką potrzebę ukojenia Jego Samotnego Serca. To nie dotyczy tylko upadku Adama i Ewy, ale również ukrzyżowania Drugiego Adama, Jezusa Chrystusa. Czuję się jakby odpowiedzialny za Jego samotność. To uczucie przekazuję dalej tym, którzy nie mają czasu lub nie znajdują w sobie wystarczającej motywacji do samodzielnej analizy treści biblijnych. Chciałbym, aby moje wypowiedzi były impulsem pobudzającym innych do zainteresowania się gruntowną wiedzą o Bogu i człowieku.

 

Nie mam wątpliwości, że Biblia była pisana w dobrej wierze i w celu przekazaniu nam jakiejś ważnej prawdy. Mam prawie pewność, że pisana była przez ludzi natchnionych, choć nie wszyscy podzielają ten pogląd. Na pewno Biblia wywarła znaczący wpływ na cywilizację ludzką i jest chyba najważniejszą księgą w dziejach ludzkości. Dlatego zabrałem głos w jej sprawie w moim opracowaniu.

 

Jeśli nie przyjmie się, że Biblia była spisana przez natchnionych pisarzy, to nie ma sensu traktować jej jako źródła prawdy religijnej, a szczególnie jako księgi opisującej ważne fakty o istnieniu Boga. Bez natchnienia ze strony dobrego świata duchowego i wszechobecnej symboliki opisywanych faktów staje się ona tylko obszernym tomiskiem opisującym pewne dawne wydarzenia i to w sposób tendencyjny, niedokładny, a czasem nawet niezgodny z prawdą. W praktycznej ocenie wartość jej treści można porównać ją do przypowieści, które głosił Jezus. Są one najczęściej symboliczne, czasem naiwne, a nawet mogą mijać się z rzeczywistymi faktami, ale my wiemy, że nie o to w nich chodziło. Były to bowiem natchnione nauki Jezusa kryjące się za symbolicznymi zdarzeniami. Skoro robił to Nasz Wielki Nauczyciel, to znaczy, że taka metoda podejścia do Biblii jest właściwa.

 

Jeśli ktoś mówi, że w Biblii są błędy, to powinien przynajmniej uwzględnić autorytet Jezusa. Jest On bowiem jakby sędzią wobec tego, co naród żydowski przygotował w postaci Pism, które składają się na księgi Starego Testamentu. W wielu miejscach w Ewangeliach jest napisane, że Jezus cytował te Pisma. Nie napisano jednak, że wykazywał On w nich jakieś błędy. Jego wyjaśniania polegały raczej na dokładnej analizie wykazującej, że te Pisma mówią właśnie o Nim. Wygląda na to, że teksty Starego Testamentu były dla Jezusa wiarygodne i dlatego o błędach nic nie mówił.

 

Można zatem teraz zadać pytanie, czy Biblia jest prawdziwym przekazem wiedzy od Boga?

 

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie w sposób bezpośredni. Uważam przede wszystkim, że Biblia prowadzi do Prawdy (tej przez duże „P”). Mówiąc dokładnie, Biblia nie jest prawdą samą w sobie, ale kluczem i drogą do poznania Prawdy. Zatem Stary Testament był dla Izraelitów kluczem i drogą do poznania Prawdy, czyli umożliwiał przygotowanie się do przyjścia Mesjasza. Tymczasem naród, do którego była adresowana ta księga, nie odczytał z niej prawdy, ani przez duże ani przez małe „p”. A zatem, co to jest Prawda według Biblii? Wyjaśnił to sam Jezus, gdy powiedział: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem” (J 16, 6). Zatem Prawda przez duże „P” to nie żaden opis ani teoria, ale to konkretna Osoba, Jezus Chrystus. To właśnie On jest ucieleśnieniem Słowa Bożego. Właśnie chrześcijanie używają nazwy Słowo Boże jako zamiennik nazwy dla ksiąg biblijnych.

 

Dlatego twierdzę, że Biblia to księga prowadząca do Prawdy przy użyciu wszelkich metod odwołujących się do inteligencji ludzkiej. Nie zajmuje się ona przedstawianiem prawdy samej w sobie, szczególnie tej przez małe „p”. Zawiera opisy zdarzeń, które wcale nie musiały mieć miejsca lub takie, które możemy poznać przez odmienne relacje, niepodobne do tych biblijnych. Opisuje fakty historyczne, które wyglądały zupełnie inaczej według innych źródeł lub też mogły w ogóle nie mieć miejsca. Przedstawia słowa, które niekoniecznie padły wobec konkretnych lub domniemanych słuchaczy. Dziś te słowa znamy tylko z relacji i mogą dla nas brzmieć zupełnie inaczej niż w dawnych czasach. Biblijne opisy zdarzeń, faktów i słów mogą być formą wykładu pouczającego, jak odróżnić dobro od zła lub jak należy postępować w życiu codziennym. Jednak niekoniecznie muszą mieć coś wspólnego z faktycznymi wydarzeniami.

 

Dlatego twierdzę, że jest to księga dydaktyczna. Za pomocą różnych obrazów, opisów, przenośni czy przypowieści próbuje nas nauczyć nie tylko właściwego postępowania, ale czegoś o wiele ważniejszego. Przykładem tego jest przypowieść o miłosiernym Samarytaninie opowiedziana przez Jezusa. Chciał przez nią zdefiniować pojęcie bliźniego i nie ma znaczenia, czy takie wydarzenie miało w ogóle miejsce, czy nie. Jezus, jako nauczyciel dla apostołów, często stosował takie dydaktyczne metody, aby prości ludzie zrozumieli trudne pojęcia. W dalszym zamyśle chciał spowodować, aby każdy kierował się miłością i sercem, ponieważ było to i jest nadal jednym z głównych celów nie tylko Jego, ale całej edukacji chrześcijańskiej. Jednak najważniejsze przesłanie nauki Jezusa dotyczyło pokazania narodowi wybranemu, że Bóg jest dla wszystkich Ojcem Niebieskim, a On, Jezus z Nazaretu, jest Jego Synem. Wówczas nie tylko posługiwał się przypowieściami, ale również mówił o tym wprost, a w końcu oddał za to życie.

 

Powyższe rozważania prowadzą do wniosku, że Biblia jest otwartą księgą, którą miliardy ludzi poznają na swój sposób, aby dojść do Prawdy. Próbuję im w tym pomóc na swój ograniczony sposób, stosując logiczne myślenie. Odrzucam światopogląd, że w przypadku poznawania Boga nie powinno się kierować naszą ludzką logiką. Takie nieuprawnione twierdzenie stosuje się najczęściej do prania mózgu ludziom, co z kolei prowadzi do niepotrzebnego fanatyzmu.

 

W początkowych rozdziałach mojej książki stwierdziłem, że każdy z nas jest inny oraz że powinno być tyle „kościołów”, ilu jest ludzi na Ziemi. Teraz jeszcze raz potwierdzam tę deklarację wynikającą z możliwości indywidualnego zrozumienia Biblii przez każdego z nas.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”