Bóg nie zna zła

Sprzeczność między faktem, że Bóg jest dobry, a istnieniem zła

Image_42b

 

1. Ogólne określenia

 

Ludzie bardzo często stawiają logiczne pytanie: "Dlaczego, skoro Bóg jest dobry, istnieje zło?”. To dobre i mądre pytanie. Zastanawia mnie jednak fakt, że potem ci sami wnikliwi ludzie zadawalają się odpowiedzią daleką od rzeczywistości. Trudno bowiem doszukać się logiki lub przynajmniej inteligentnej argumentacji w wypowiedziach, które wypełniają Internet. Być może nie pozwalają na to różne teologiczne założenia lub po prostu religijne dogmaty. Dlatego podjąłem się przygotować uczciwą i logiczną odpowiedź, wolną od błędnych założeń.

 

Jeżeli Boga traktujemy poważnie jako Pierwszą Przyczynę wszechrzeczy, to w trakcie badania wszystkiego, co nas otacza, należałoby wziąć po uwagę Jego najistotniejsze przymioty. Powinien On być Absolutem tworzącym tylko samo dobro, piękno i miłość oraz być źródłem doskonałej mądrości i wszechwiedzy. Biblia podkreśla, ze po każdym dniu stworzenia Stwórca stwierdzał, że stworzył dobro. Z tego wynika logiczny wniosek, że gdyby Bóg o podanych powyżej atrybutach stworzył wszechświat, to nie mogłoby być w nim miejsca na coś takiego jak zło.

A zatem dlaczego ono istnieje?

 

W Ogrodzie Eden Bóg pyta: „Gdzie jesteś, Adamie?” (Rdz 3,9). Czyżby Adam zagubił się gdzieś w zakamarkach tego Ogrodu? Widocznie stało się coś takiego, że przestali się dostrzegać. Ojciec Niebieski jest wszystkowiedzący w zakresie całego wszechstworzenia, a zatem nie chodzi tu o zwykłe zagubienie się. Adam jakby wypadł poza ramy ówczesnego świata, którego obrazem był Ogród Eden. Przestał być „widoczny”, gdyż znalazł się w sferze zła, nieznanej Stwórcy. Nie ma też żadnej konkretnej informacji, że Adam się odnalazł, to znaczy, czy pozostał dalej w sferze podległej Ojcu Niebieskiemu. Nastąpiła, co prawda, wymiana zdań między nimi, ale potwierdziła ona tylko fakt utraty kontroli Stwórcy nad człowiekiem. Od tego momentu poznaliśmy główną naturę zła, czyli stan niemający nic wspólnego z Bogiem. Jego dzieci straciły z Nim właściwy kontakt. Pozostało im tylko porozumiewanie się słowami „na odległość”, ponieważ nie przebywały już razem ze swoim Ojcem Niebieskim. Tak oto pierwsi ludzie odeszli symbolicznie na wschód od Edenu, czyli tam, gdzie żyje się w świecie nieznanym Naszemu Stwórcy. Odtąd mieli już nowego boga, Szatana.

 

Gdyby Bóg znał zło, to stwarzając człowieka na Swoje podobieństwo, przeniósłby również wiedzę o źle na człowieka. Oznaczałoby to, że pierwsi ludzie znaliby zło od swoich narodzin. Tak jednak nie było. Z biblijnego tekstu wynika, że byli całkowicie „czyści” i niewinni. Tymczasem Bóg wiedział jednak, że istnieje możliwość powstania czegoś poza Nim, czegoś, co jest absolutnym i jedynym wyjątkiem w Jego wszechwiedzy. Potwierdza to treść oświadczenia Stwórcy, że pomimo możliwości „jedzenia owoców” z nieskończonej ilości „drzew tego Ogrodu”, to jednak istnieje takie wyjątkowe „drzewo”, z którego nie wolno „jeść” (Rdz 3, 2-5). Potwierdza to też fakt pojawienia się śmierci, która groziła po tym „spożyciu”. Życie duchowe jest wieczne i raz dane trwa na wieki. Nie można więc w sposób literalny umrzeć duchowo. Ta biblijna śmierć oznacza faktycznie znalezienie się poza Bogiem, poza Jego Wszechstworzeniem, poza Jego Rzeczywistością. W wypowiedzi biblijnej chodziło o taką śmierć, która jest odejściem do specyficznej sfery śmierci, do osobliwości będącej jedynym i wyjątkowym miejscem, w którym nie istnieje Bóg. Zatem w ostrzeżeniu Ojca Niebieskiego nie chodziło o zwykłą śmierć fizyczną, gdyż Adam i Ewa żyli jeszcze bardzo długo po opuszczeniu Ogrodu Eden. Wprowadzenie tej wyjątkowej sytuacji dotknęło przede wszystkim pierwszych ludzi, gdyż w chwili ich duchowej śmierci również „umarł” dla nich właściwy Bóg. Zatem zło to stan niezgodny z sensem istnienia zarówno Stwórcy, jak również z pierwotną koncepcją człowieka.

 

2. Definicje

 

Na następnych stronach tego tekstu wyjaśnię dokładniej, co to jest zło, a teraz, dla jasności tego odpracowania, załączam tylko krótkie definicje dobra i zła.

a) w znaczeniu czynności – dobro to działanie i wynik działania zgodny z Wolą Boga, a zło to działanie i wynik działania niezgodny z Wolą Boga.   

b) w znaczeniu stanu – dobro oznacza Królestwo Niebieskie, czyli świat pod panowaniem Boga, a zło piekło, czyli świat pod panowaniem Szatana.

c) w znaczeniu uosobienia – dobro ucieleśnia się w Osobie Boga, a zło w postaci Szatana.

d) w znaczeniu istnienia – dobro jest osobliwością trwającą wiecznie, to znaczy w nieskończoność, a zło jest przemijające i zostanie kiedyś zlikwidowane.

e) w znaczeniu bieżącej rzeczywistości – dobro jest tym, co powinno zawsze być, a zło tym, czego być nie powinno.

 

3.Pełniejsza analiza

 

Warto jeszcze raz dokładniej uzmysłowić sobie fakt, dlaczego Bóg nie zna zła. Przede wszystkim dlatego, że go nie stworzył. Gdyby je znał, to zło byłoby częścią Jego Osobowości; byłoby wieczne, nie do zlikwidowania. A tak nie jest. Zło zapoczątkowali Lucyfer, Adam i Ewa, a po nich odziedziczyli go wszyscy ludzie. Znał je oczywiście Jezus i my do dziś doskonale je znamy. Tymczasem Bóg nie zna zła. Nie ma On absolutnie nic z nim wspólnego. Dla Niego zło to jakaś nicość, która jest poza Nim. To jest sfera poza Jego istnieniem i działaniem. Tę sferę nazywa się upadłym światem, w którym zgodnie z twierdzeniem Jezusa Chrystusa, rządzi „bóg tego świata”, czyli Szatan. Można też ją nazwać piekłem, gdyż właśnie tak nazywa się sferę pod panowaniem Szatana.

 

Pragnę dodać, że to twierdzenie poważnie zmienia typowe wyobrażenie o wszechwiedzącym Stwórcy. Dla zrozumienia tej sytuacji posłużę się pewnym przykładem związanym z komunikacją między nadajnikiem i odbiornikiem. Mianowicie chodzi o działanie odbiornika, który, choć odbiera sygnały od nadajnika na wszystkich możliwych częstotliwościach, to jednak zaistniała częstotliwość tak nietypowa i wyjątkowa, że nie można jej odebrać. Oznacza to, że pewien sygnał z nadajnika powstał na zupełnie innych zasadach niż te, według których został zbudowany wspomniany odbiornik.

Tak też może być w przypadku zaistnienia zła, które powstało zupełnie poza prawem i zasadami istniejącymi w Bogu. Nie mogło ono zatem dotrzeć do Boga jako poznawalne zjawisko. Zatem Bóg go nie odbiera i nie zna. Jak pisałem powyżej dotarł do Niego tylko fakt zagubienia się Jego dzieci i konieczność oczekiwania na ich powrót.

 

Dlatego jeszcze raz należy wyjaśnić, co to jest zło. W oparciu o atrybuty Boga opisane w tym opracowaniu można najkrócej zdefiniować zło jako to, czego Bóg nie zna, czego wręcz nie przewidywał. W tym wypadku nie chodzi o to, aby osłabić Wszechwiedzę Boga i Jego absolutną Doskonałość. Gdyby Bóg przewidywał zło, to od tego momentu zło byłoby Mu znane, a więc byłoby częścią Jego Świadomości. Tak nie jest. Zło to specjalny wyjątek. To nie jest zwykła jakość czy zjawisko, jakich jest wiele we wszechstworzeniu. To rodzaj antyrzeczywistości, czyli osobliwość będąca absolutnie poza Bogiem i niemożliwa do przewidzenia przez Niego. Takie twierdzenie może naruszyć nasze pojęcie o wszechwiedzy Boga i o Jego przymiotach, które ukształtowaliśmy przez wieki w naszym wyobrażeniu o Stwórcy. Jest to jednak tylko nasze wyobrażenie oparte nie na pierwotnej naturze, ale na tej upadłej, wprowadzonej do naszej osobowości przez Szatana. Przecież człowiek otrzymuje od Stwórcy przy swoim narodzeniu ”czystą” osobę duchową. Dopiero potem, zostaje ona zainfekowana upadłą naturą pochodzącą bezpośrednio od rodziców, a pośrednio od „niewłaściwego ojca” całej ludzkości, Szatana. To ta, odziedziczona od niego upadła natura, „nauczyła” nas takiego obrazu Boga, w którym obciąża się Go istnieniem zła. W ten sposób podświadomie przyjmujemy punkt widzenia Szatana, co jest jedną z podstawowych cech upadłej natury.

 

Właśnie działanie upadłej natury ujawniło się w tym przypadku, czyli w niewłaściwej ocenie Wszechwiedzy Boga i Jego udziału w tworzeniu dobra przy równoczesnym nieangażowaniu się w zło i w jego skutki. Ludzie nie są w stanie zrozumieć, że Bóg nie zna zła i nie uczestniczy w życiu upadłego świata. Jest tak, ponieważ tylko my znamy dobro i zło, a nie On. W oparciu o nasz stan narzucamy sobie wizję Boga znającego zarówno dobro jak i zło. Ta wizja odnosi się też do oceny, że Bóg o wszystkim wie, łącznie z faktem istnienia zła i wszystko może, łącznie z możliwością zniszczenia zła w każdej chwili. Ja jednak twierdzę, że nie może On znać czegoś, czego nie stworzył oraz nie może zniszczyć czegoś, czego nie zna. Z całą świadomością używam twierdzenia, że nasz Stwórca nie zna zła oraz nie może bez udziału ludzi samodzielnie go zlikwidować. W tej sytuacji jedynym wyjściem jest poleganie na wpływie naszej pierwotnej natury, aby lepiej zrozumieć Stwórcę.

 

Aby zbadać istnienie zła, analizowałem nie tylko Biblię, ale również Koran, przeczytałem opracowania ksiąg Wedy, przejrzałem Tipitakę oraz szereg innych uznanych ksiąg religijnych, w tym nawet Księgę Uranti. Zorientowałem się, że w tych księgach zło jest traktowane jako obcość, jak coś niechcianego w istniejącym świecie. Czasami zło było traktowane tylko jako nasze fałszywe wyobrażenie o rzeczywistości, a nawet jak nasz wymysł. W zdecydowanej większości zło pochodziło od jakiejś zbuntowanej istoty, która znalazła posłuch wśród ludzi. Tylko w nielicznych przypadkach pojawiało się ono w Osobowości Boga, ale te opisy można wciąż traktować jak ludzkie odczucie, które pojawiło się w wyniku odziedziczonej upadłej natury od twórcy zła.

 

Jednak ze wszystkich ksiąg opisujących pochodzenie zła na pierwszym miejscu stawiam Biblię. Mówi ona w sposób symboliczny o bardzo wielu wydarzeniach. Autorzy Biblii, tworząc jej teksty, znali już zło i musieli jakoś wytłumaczyć jego istnienie. W przyrodzie nie istnieje drzewo poznania dobra i zła, a więc jest ono symbolem jakiegoś zjawiska, stanu lub nawet jakiegoś bytu. Może nie tylko symbolizować stan niedoskonałości człowieka, w tym wypadku Ewy. Może też sugerować, że Bóg przez Swoje ostrzeżenie przekazuje ludziom wiedzę, że nie ma On nic wspólnego z możliwością powstania zła. Wiedząc o tej możliwości, ostrzega ludzi przed spożyciem owocu z tego drzewa. Nic dziwnego, że po tym „spożyciu” ludzie zgubili się gdzieś Panu Bogu i nie bez powodu zadaje On słynne pytanie: „Gdzie jesteś, Adamie?”.

 

Niestety, ludzie w Ogrodzie Eden pod wpływem Archanioła Lucyfera wytworzyli zło i w ten sposób powstała sfera poza Bogiem, czyli nasz upadły świat.

 

Z tego względu Bóg nie może ingerować w naszą złą cywilizację, zwaną piekłem. Ona jest po prostu anty-boska. Jak zatem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Bóg nie ingeruje w zło? Odpowiedź nasuwa się sama. Bóg nie może ingerować w coś, czego nie stworzył, ponieważ inaczej wziąłby odpowiedzialność za upadek człowieka i za obecny świat, którego nigdy nie miał w swoich planach. Gdyby doskonały Bóg włączył się w niedoskonały stan danej sytuacji, to nadałby jej status doskonałości, a to jest sprzeczne z Jego Zasadami. Bóg nie zna naszego upadłego świata i nie analizuje go. W sensie bezpośrednim nie jest uczestnikiem naszej cywilizacji. To my weszliśmy w strefę zła, a Bóg na jakiś czas stracił nas z oczu i wciąż na nas czeka.

 

Oczywiście między Ojcem Niebieskim a ludźmi utrzymuje się cienka nić komunikacji. Oznacza ona w przypadku Stwórcy fakt stałego trwania Jego praw i zasad będących bazą dla przyszłego Królestwa Niebieskiego. Odczytujemy je jako Jego Wolę. Te prawa istnieją aktywnie i wywierają wpływ na naszą rzeczywistość. Tak właśnie wyczuwamy Jego Opaczność. Wielu ludzi wyczuwa ją także jako płynącą do nich miłość Bożą, która wywołuje w nich ciągłą wiarę i nadzieję, że kiedyś będziemy razem z Naszym Ojcem w Jego Królestwie. Niestety ta łączność między ludźmi a Bogiem utrzymuje się na poziomie nie większym niż to miało miejsce w Ogrodzie Eden. Wola Boga wywołuje z naszej strony konkretną reakcję. Przejawia się ona w stałym pragnieniu powrotu do utraconego Królestwa Niebieskiego, czyli niesłabnącej nadziei wynikłej z istnienia w nas pierwotnej natury otrzymanej od Ojca Niebieskiego. Najczęściej to pragnienie przejawia się w formie modlitwy, na przykład w słowach „… przyjdź Królestwo Twoje…”. W naszym świecie rezultatem tej swoistej komunikacji powinno być wypracowanie sytuacji, w której może pojawić się ktoś taki, jak Jezus Chrystus. Zatem Bogu pozostaje w tej sytuacji oczekiwanie na pozytywne rezultaty działania ludzi, aniołów i Zbawiciela. Dla ludzkości ten czas oznacza powrót w odrodzonej formie Adama i Ewy na pierwotną pozycję, która została utracona w Ogrodzie Eden.

 

Dlaczego w tak zdecydowany sposób stwierdzam, że Bóg nie zna zła? Ponieważ chciałbym zwrócić uwagę tym wszystkim, którzy inaczej widzą ten problem. Z tego też względu wciąż podkreślam, że zło to osobliwość istniejąca całkowicie poza Bogiem, która jak nowotwór wdarła się do wcześniej powstałego wszechświata, zarówno fizycznego jak i duchowego. Zło to nowa jakość w stworzeniu, która w praktyce dotyczy właśnie nas, naszej ziemskiej cywilizacji.

 

4. Dobro i zło

 

Najprostsza „religijna” definicja dobra brzmi: jest to działanie oraz wynik działania zgodny z Wolą Boga. Dlatego „religijna” definicja zła powinna brzmieć: jest to działanie oraz wynik działania niezgodny z Wolą Boga. Wolę Boga należy tu rozumieć jako drogę do wprowadzenia w życie Jego zasad i praw. W wyniku ich działania miał powstać idealny świat. Niestety tak się nie stało. Stąd oczywisty wniosek, że zło jest złamaniem Boskich zasad i praw. Definicja ta nie dotyczy tylko religii, lecz służy do ogólnego określenia zła jako łamania ustanowionego prawa i powszechnie przyjętych zasad moralnych. Na przykład złamanie konstytucji jakiegoś państwa jest jednoznacznie określane jako zło. Dlatego osoby łamiące prawo, czy to moralne, państwowe, czy Boskie, są osobami złymi i mogą być traktowane jak przestępcy.

 

Przykładem zwykłego dobra jest lampa wisząca na suficie i oświetlająca pomieszczenie. Gdy spadnie nam na głowę, to może wyrządzić zło. Krzesło powinno służyć do siedzenia, a nie rozpadać się pod siedzącą osobą, robiąc jej krzywdę. Zatem można powiedzieć, że dobro jest tym, co powinno być lub istnieć pierwotnie. Dlatego, nawiązując do poprzedniego zdania, zło jest tym, czego nie powinno być.

 

Bóg obdarza Swoje wszechstworzenie miłością, choć oczywiście w różnym stopniu. Ta miłość prowadzi wszystko do doskonałości, utrzymując pierwotny, dobry kierunek nadany jej przez Stwórcę. Bóg jest doskonały i nie zmienia nigdy jej przeznaczenia. Ktoś, kto jest stworzony „na obraz i podobieństwo Boga”, będąc doskonały jak On, też nie powinien zmieniać jej kierunku. Niestety niedoskonała istota, która znajduje się dopiero w drodze do doskonałości, może ewentualnie zmienić kierunek miłości. Wtedy pojawia się zło, czyli stan niezgodny z koncepcją świata stworzonego przez Boga.

 

5. Czym jest zło i jakie są jego źródła?

 

Wszystko wskazuje na to, że wytworzone przez istoty na początku historii ludzkości zło, zapoczątkowało powstanie złego świata i zniszczyło nadzieję na powstanie świata idealnego, zaplanowanego przez Stwórcę. Przez świat idealny rozumiem tu tzw. Królestwo Niebieskie, czyli świat pod panowaniem Boga, a zarazem świat, który, tak jak Bóg, powinien być wieczny, doskonały i dobry. Oczywiście takiego świata obecnie nie ma. Mamy raczej coś wręcz przeciwnego niż Królestwo Niebieskie.

 

Zło nie jest zatem jakimś naszym urojeniem, ale czymś zdecydowanie substancjalnym, czyli rzeczywistym i konkretnym. Przeanalizuję to jeszcze dokładniej poniżej, ale już teraz wykazałem, że zło w swej naturze jest całkowicie sprzeczne z pierwotnym sensem istnienia ludzkości.

 

Większość teologów, nie tylko chrześcijańskich, dopatruje się przyczyn upadku Adama i Ewy w fakcie istnienia wolności w człowieku i w działaniu wywodzącej się z niej wolnej woli. Twierdzą oni, że Bóg dał człowiekowi wolną wolę, w którą nie ingeruje. To znaczy, że w Ogrodzie Eden Bóg zostawił człowiekowi wolny wybór między zjedzeniem a niezjedzeniem „zakazanego owocu”. Ponieważ człowiek wybrał „zjedzenie owocu” i okazał nieposłuszeństwo wobec zakazu jego spożycia, to nastąpił upadek. Stąd wniosek, że wolna wola, czyli po prostu wolność człowieka, doprowadziła go do upadku. Przeczy to w sposób oczywisty moim twierdzeniom, że przyczyną upadku była źle ukierunkowana siła miłości. Całą argumentację dotyczącą okoliczności, w której nieopanowane przez Lucyfera pragnienie wyższego poziomu miłości spowodowało jego upadek, zawarłem w rozdziale opracowania pt. „Początek zła” i w książce „Dotyk wieczności”.

 

Wolność jest pewnym stanem funkcjonowania, czyli sferą, w której porusza się człowiek realizujący swoją wolną wolę. Nie jest więc siłą, która może spowodować upadek. Co przemawia za tym, że wolność nie była przyczyną upadku?

 

Po pierwsze, wolność może tylko wytworzyć stan gotowości do podjęcia decyzji prowadzącej do upadku, ale podjęcie tej decyzji wymaga zadziałania siły, która nie tkwi w wolności. Na przykład wolność może nas doprowadzić na skraj przepaści, ale przekroczenie jej krawędzi kończy wolność, bo zaczyna działać siła grawitacji, która wciąga człowieka w przepaść.

 

Po drugie, spożycie owocu przez Adama i Ewę było świadomym aktem. Bóg bowiem, jako troskliwy Ojciec, zadbał o to, aby dobrze wyjaśnić im niebezpieczeństwo związane z zakazanym owocem. Skoro Adam i Ewa wiedzieli, że zjedzenie owocu przyniesie im śmierć, oznacza to popełnienie przez nich czegoś w rodzaju samobójstwa. Tak można powiedzieć, gdyż pierwsi ludzie świadomie podjęli decyzję wbrew śmiertelnemu zagrożeniu. Samobójstwa nie popełnia się jednak w stanie wolności, ale wobec jej braku, gdy nie ma już żadnego innego wyjścia z trudnej sytuacji lub nie widać nadziei na jakiekolwiek inne rozwiązanie.

 

Po trzecie, skoro nastąpił rodzaj samobójstwa, to musiała go spowodować siła większa od siły zachowania życia, a jedyną siłą większą od niej jest siła miłości. Nie muszę chyba przypominać, jak wiele samobójstw było skutkiem zawiedzionej miłości.

 

Na obronę Boga pragnę dodać jeszcze kolejne argumenty, które przeciwstawiają się twierdzeniom, że poddał On próbie Swoje dzieci lub stawiał je przed wolnym wyborem wynikającym z ich wolnej woli. Wyglądałoby to na swoisty test lojalności czy posłuszeństwa.

 

Po pierwsze, Bóg po stworzeniu Swego dzieła nie testuje go, gdyż wówczas oznaczałoby to, że testuje Samego Siebie. Bóg jest doskonały i nie popełnia błędów, a testuje się tylko rzeczy, co do których ma się wątpliwości.

 

Po drugie, Adam i Ewa, po stworzeniu przez Boga, byli niewinni i nie znali zła, gdyż wyszli „spod ręki” doskonałego Boga, który nie zna zła i go nie stworzył. Takich istot się nie testuje, bo trzeba by podejrzewać zło, a to nie zgadza się z Ojcostwem i doskonałością Boga.

 

Po trzecie, Bóg jest Wszystkowiedzący, a więc nie używa testów, bo przecież zawsze znałby z góry wyniki każdego testu.

 

Po czwarte, Bóg, jako Kochający Ojciec, nie narażałby swoich dzieci na ewentualny negatywny wynik testu, tym bardziej, że ten domniemany test był „na śmierć i życie” („… gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” – Rdz 2, 17). Każdy kochający ojciec zawsze chroni swoje dzieci przed skutkami jakiegokolwiek niebezpieczeństwa i nie poddaje ich grożącym śmiercią testom.

 

To są argumenty, które należy wziąć pod uwagę, gdy w sposób powierzchowny opisuje się to, co zdarzyło się w świecie tworzonym w owym czasie przez Boga.

 

Zło, tak jak wykazałem w tym opracowaniu, powstało w trójkącie Adam-Ewa-Lucyfer wskutek zmiany kierunku miłości. Nastąpiło wówczas pojawienie się sytuacji niezgodnej z prawami Bożymi, to znaczy nieprawdy, a mówiąc dosadniej, kłamstwa. To kłamstwo wypowiedziane przez Lucyfera zbudowało podstawę do ugruntowania się zła. Było to tak. Prawda od Boga dotyczyła faktu, że spożycie „owocu” spowoduje śmierć: „…z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2,16-17). I tak właśnie się stało. W wyniku upadku Adam i Ewa umarli, oczywiście tylko duchowo, ale dla Boga było to równoznaczne z pełną śmiercią człowieka. Lucyfer przeciwstawił prawdzie od Boga swoje słowa:. „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3, 5-6). W tej wypowiedzi Lucyfera są właściwie aż dwa kłamstwa: pierwsze, że nie umrą, a drugie, że Bóg zna zarówno dobro jak i zło. To drugie kłamstwo jest tak wypowiedziane, że niewielu zdaje sobie sprawę z jego ogromu i konsekwencji. Prawie całe chrześcijaństwo uznało, że Lucyfer mówił prawdę, twierdząc, że Bóg zna zło. Tymczasem Pan Jezus miał jasne zdanie o wypowiedzi Szatana: „Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa”(J 8, 44). Dlatego na wielu stronach tego opracowania wykazuję, że Bóg nie zna zła, a wręcz nie może go znać. Oczywiście, Szatan bardzo by chciał, aby ludzie twierdzili, że Bóg zna zło i żeby jego kłamstwo stało się obiegową prawdą. Aby tak nie było, warto zaufać opinii samego Jezusa.

 

6. Śmierć duchowa i upadła natura

 

Uzupełniając analizę sytuacji z Ogrodu Eden, należy wyjaśnić problem śmierci duchowej. Ostrzeżenie Stwórcy o istnieniu przynoszącego śmierć „owocu” było właściwie sygnałem pojawienia się skrajnie niebezpiecznego stanu, mogącego istnieć poza Bogiem, czyli stanu śmierci duchowej. Śmierć duchowa jest wyjątkiem od wieczności i nieśmiertelności, które wywodzą się od wiecznego i nieśmiertelnego Boga. Nie ma On w sobie śmierci, a więc nie jest jej źródłem. Jeśli ona się pojawiła, to na pewno nie pochodziła od Niego i nie miał On z nią nic wspólnego. W takim razie w Ogrodzie Eden nastąpiła unikalna, wyjątkowa sytuacja niemająca nic wspólnego z pochodzącą od Boga koncepcją życia, będąca śmiercią i początkiem zła. Wytworzyli ją pierwsi ludzie kierowani przez Archanioła Lucyfera. Powstał wyjątek w stworzonym przez Boga wszechświecie, który jest nie tylko śmiercią, ale i nieznanym Jemu złem. Ten stan śmierci może zostać zakończony tylko w wyniku zbawienia, które w przypadku pojedynczego człowieka jest rodzajem powtórnych narodzin. Wtedy przestaniemy tkwić w stanie śmierci duchowej.

 

Jak to się dzieje, że Szatan panuje nad ludźmi, czyli po prostu nad naszym światem?

 

Jak już pisałem, w wyniku upadku pierwszych ludzi powstała sfera funkcjonująca poza pierwotną strukturą tworzącego się świata, nigdy nieplanowana przez Stwórcę. Ta sfera to upadły świat. Jest ona zupełnie poza Bogiem i poza Jego kontrolą. Może w niej więc funkcjonować zupełnie inne życie, niż w rzeczywistości przewidzianej planami Stwórcy.

 

A zatem pierwsza para ludzi „spożyła” ten wyjątkowy „owoc” i, zgodnie z zapowiedzią Stwórcy, umarła. Oczywiście Adam i Ewa żyli dalej fizycznie, ale stali się martwi w świecie pod zwierzchnictwem Boga i zaczęli nieznaną dla Stwórcy formę egzystencji w zupełnie nowym świecie będącym piekłem. Według tego rozumowania wszyscy ludzie rodzący się od tego czasu na Ziemi, łącznie z nami obecnie żyjącymi, są duchowo martwi. Dziedziczymy bowiem śmierć od jej nosiciela, Szatana. Nosimy ją w sobie w postaci upadłej natury.

 

Pierwsi ludzie wskutek upadku zostali jakby „nasączeni” złem. Na dodatek to zjawisko ma charakter dziedziczny. Od pierwszych chwil pojawienia się każdego nowego człowieka na świecie działa na niego coś w rodzaju algorytmu zła. Pomimo że osoba duchowa, którą Stwórca obdarza nas w momencie urodzenia, jest czysta, czyli bez zła, to natychmiast po naszych narodzinach algorytm zła tworzy w nas upadłą naturę. W krótkim czasie zagłusza ona skutecznie tę pierwotną. Dlatego, w odróżnieniu od Boga, znamy zarówno dobro jak i zło. Znajdujemy się więc jakby po środku między Bogiem a Szatanem, to znaczy między Tym, który zna tylko dobro, a tym, który zna tylko zło.

 

Upadła natura na pierwszy rzut oka przejawia się brakiem bezpośredniego kontaktu z Bogiem, niemożnością dostrzegania Jego pierwoistnych praw i zasad, a także nierealizowaniem właściwego przebiegu życia przypisanego człowiekowi. Wykazałem, że ma ona swoje korzenie w procesie upadku w Ogrodzie Eden. Wtedy to „ojcem” ludzkości stał się Szatan. Wszystkie jego intencje, myśli i sposoby działania, powstałe w nim w trakcie upadku ze stanu dobrego Archanioła Lucyfera do stanu złej istoty zwanej Szatanem, przeniosły się na ludzi. Stali się oni jego spadkobiercami w nowym złym królestwie zwanym piekłem. Ucieleśniona w osobowości Szatana upadła natura została odziedziczona przez wszystkie osoby duchowe ludzi przychodzących na świat w upadłym świecie. Funkcjonuje ona obok naszej pierwotnej natury. Niestety, ta pierwotna nie rozwinęła się wystarczająco i została zagłuszona przez tę upadłą. Religie nazywają to, co się stało w Ogrodzie Eden, grzechem pierworodnym i jednomyślnie wyrażają przekonanie, że ten grzech jest dziedziczony przez wszystkich ludzi, niezależnie od naszej woli. Po prostu rodzimy się z tym grzechem, który uzewnętrznia się stale w postaci upadłej natury. Zarówno grzechu pierworodnego, jak i upadłej natury nie da się zwyczajnie usunąć z człowieka. Dlatego ludzkość potrzebuje zbawienia, które w dużym skrócie jest procesem odwrotnym do procesu upadku pierwszych ludzi. O zbawieniu piszę w innym miejscu, a teraz muszę wyjaśnić podstawowe cechy upadłej natury człowieka.

 

Tak jak pisałem przedtem, te cechy wytworzyły się w procesie upadku Archanioła i pierwszych ludzi. W trakcie upadku nastąpiło przewrócenie „do góry nogami” hierarchii stworzonego świata. Ludzie przyjęli koncepcję rozumienia rzeczywistości od Archanioła, a odrzucili koncepcję Stwórcy, gdyż nie wprowadzili w życie ostrzeżenia o niespożywaniu „owocu”. W ten sposób zło przeniknęło w sferę osobowości człowieka i stało się źródłem upadłej natury, czyli czegoś na kształt wypaczonego charakteru. Na co dzień każda cecha naszej upadłej natury uzewnętrznia się w częstej dominacji zła nad dobrem, czyli w praktyce – kłamstwa nad prawdą. Owocuje to przede wszystkim brakiem znajomości prawd i zasad od Boga. Wszelka władza, nawet ta demokratycznie wybrana, ma tendencję do dominowania nad ludźmi, zabierania im wolności, zmuszania ich do postępowania według jej zasad, które rzadko mają coś wspólnego w pierwotnymi regułami życia, przygotowanymi przez Stwórcę. W Ogrodzie Eden Archanioł, sługa Boga i człowieka, zapanował bezprawnie nad dzieckiem Boga. Ten stan przeniósł się na nasze życie społeczne, ponieważ wciąż różni tyrani, możnowładcy lub źli przywódcy rządzą ludzkością, skłaniając nas do tworzenia zła nawet na dużą skalę. Wspomnę tu tylko o fenomenie Adolfa Hitlera, który potrafił negatywnie wpłynąć na potężny naród, aby skłonić go do uczestnictwa w rozlicznych okrucieństwach rozpętanej przez siebie drugiej wojny światowej, na czele z niesłychanym ludobójstwem, które nigdy wcześniej nie zdarzyło się na naszej planecie.

 

Proces upadku wykazał również, że dziedzictwo zła przenosi się przez akt seksualny, który w pierwotnym zamiarze Stwórcy miał służyć czemuś krańcowo odmiennemu: przenoszeniu dziedzictwa dobra od Boga. Tymczasem ten akt i jego skutki są kolejnym podstawowym mechanizmem służącym do utrzymywania naszej upadłej natury. Każdy wie o degeneracjach seksualnych, o krzywdach wyrządzanych przez żądze seksualne, o przestępstwach i zbrodniach na tym tle. Pomimo tysięcy lat cywilizacji ludzkiej nigdy i nigdzie nie udało się zaradzić temu problemowi, który niestety dominuje w stosunkach międzyludzkich. To, co miało przynosić największe szczęście i radość, teraz bywa źródłem nieprzerwanych nieszczęść i tragedii. Tak jest, ponieważ upadłej natury nie da się wykorzenić żadnymi metodami dydaktycznymi ani nawet środkami przymusu prawnego. Ludzką cywilizację można tylko naprawić poprzez proces zbawienia, którego sens powinien zrozumieć każdy człowiek. Na razie jednak nasza upadła natura niezmiennie podtrzymuje istniejące piekło.

 

Można tu jeszcze użyć innego sposobu wytłumaczenia naszej obecnej sytuacji.

Szatan przejął kontrolę nad pierwszymi ludźmi, gdy jeszcze jako Archanioł Lucyfer wychowujący dzieci Boga, zapragnął najwyższego poziomu miłości, do którego tylko one miały prawo, a nie on. To oznaczało jego sprawcze uczestnictwo w „spożyciu owocu” w Ogrodzie Eden. Mając pozycję nauczyciela i wychowawcy dzieci Boga, użył jej i dalej używa, aby panować nad ludźmi. Nielegalnie kontynuuje powierzoną mu pierwotnie misję, do której już utracił prawo. Przez to jednak stał się ojcem i bogiem dla wszystkich pokoleń ludzkości. Zamknął ludzi jakby pod „wielkim szklanym kloszem” i chce być w nim całkowicie wszechwładny. W ogromnej części przypadków jego działanie jest skuteczne. Wstrzymał bowiem duchowy rozwój ludzkości na poziomie nie wyższym niż ten, do którego doszli pierwsi ludzie w Ogrodzie Eden. Dzięki temu wciąż ma przewagę nad „swoimi” wychowankami. Rządzi zatem w tym „szklanym kloszu”, a przede wszystkim uniemożliwia ludziom zrozumienie, jak powinno wyglądać Królestwo Niebieskie na Ziemi i w świecie duchowym. Dlatego nasza wiedza o zjawiskach duchowych jest taka mizerna. W interesie Szatana leży to, aby Bóg był gdzieś daleko od człowieka, odległy i nieosiągalny, tajemniczy i niezrozumiały. Dodatkowo, aby ludzi odciągnąć od poznawania Boga, czyni nieustanne wysiłki, aby wiedza o Bogu praktycznie się nie rozwijała i była ukrywana za zasłoną głoszonych przez religie zakazów i dogmatów. Tak samo jest z Jezusem Chrystusem. Nieświadomi jego działania przywódcy różnych wyznań chrześcijańskich odsunęli Jezusa na niedostępne niebiosa zamiast pozostawić Go wśród ludzi, aby na co dzień pozostawał towarzyszem naszego życia. Dzięki tej sytuacji Szatan wciąż może być bardzo blisko nas. Żyjemy zatem pod tym „kloszem” jak w klatce, oddzieleni od Boga i od dobrego świata duchowego. To jest właśnie nasza upadła cywilizacja.

 

W związku z powyższą konkluzją można pokusić się o stwierdzenie, że w naszym świecie wszystkie instytucje mniej lub bardziej służą Szatanowi, działając w ten sposób na rzecz utrzymania jego władzy nad ludźmi. Nie ma tu żadnych wyjątków. Bez względu na to, czy jest to instytucja gospodarcza, społeczna, polityczna, naukowa, edukacyjna czy religijna, służą one do podtrzymania panowania „władcy tego świata”. Szczególnie może dziwić umieszczenie na tej liście instytucji religijnych, to znaczy kościołów, związków wyznaniowych czy ruchów religijnych. Ucząc wiary w Boga, powinny one nieprzerwanie przestrzegać przed potęgą Szatana, który zajął miejsce Boga. Jednak rzadko to robią, jakby miały coś innego, ważniejszego do zrobienia. Wiadomo przecież, że takie przypominanie o istnieniu Szatana nie leży w jego interesie. On stale ukrywa swoją tożsamość i bardzo nie chce, aby instytucje religijne pokazywały jego wszechobecność w społeczeństwie. Dopóki więc przywódcy religijni nie zaczną działać wbrew jego interesom, ich aktywność nie będzie związana z najważniejszym zadaniem, które powinno stać się ich prawdziwą misją. Tymczasem ich działalność wypełnia tylko drugorzędną niszę w społeczeństwie, jakby wydzielone miejsce poza codziennym życiem. Zwykle mają ładne budynki i dobre warunki do egzystencji dla duchownych. To pozwala Szatanowi kontrolować te instytucje, dając im ułudę, że coś robią na rzecz zbawienia. To rutynowo uspakaja zarówno ich przywódców, jak i wyznawców. Ludzie co pewien czas wykonują jakieś praktyki religijne i mają spokojne sumienie, że spełniają swoją powinność wobec Boga. Tak oto bardzo ważna aktywność ludzka na rzecz przywrócenia Królestwa Niebieskiego jest kierowana na boczny tor. Na dodatek każde odchylenie się od takiej normy jest bezwzględnie likwidowane przez Szatana rękami ludzi. Przykładem jest sam Jezus, którego działalność próbowali zlikwidować przede wszystkim liderzy religijni w ówczesnym Izraelu. Gdyby któryś z Jego apostołów przyszedł do synagogi i zapytał jakiegokolwiek kapłana, czy ma pójść za Jezusem, to na pewno otrzymałby negatywną odpowiedź. Tak też jest w czasach obecnych. Ortodoksyjne instytucje wyznaniowe bardzo pilnują, aby nikt nie naruszał ich pozycji, szczególnie nauczaniem o potędze Szatana i o słabości ludzkiej wobec niego. Dlatego tak długo trwa upadły świat.

 

Tak oto Szatan niezmiennie trwa niewidoczny i jakby nieobecny za kulisami naszej cywilizacji. Jednak to on właściwie ma decydujący wpływ na całokształt naszego życia. A przebywanie w piekle jest dla większości ludzi raczej trudnym doświadczeniem, a czasem nawet wielkim cierpieniem.

 

Ten tekst powstał, aby ujawnić właściwą tożsamość Szatana i uświadomić zło, które on nam wyrządza. Do zadań tego tekstu należy również uświadomienie wszystkim, jak działa upadła natura odziedziczona przez nas od niego. Ma ona, obok tej pierwotnej, istotny wpływ na nasze zachowanie, poglądy i ocenę sytuacji w obecnym świecie. Szczególne upadła natura uniemożliwia nam właściwą ocenę Osobowości Stwórcy oraz Jego aktywność we wszechświecie.

 

7. Problem naprawy tej sytuacji

 

Jednym z najważniejszych tematów wynikających z takiego podejścia do zła jest problem zbawienia świata. Z mojego punktu widzenia wynika jasno, że Bóg w sposób bezpośredni nie może uczestniczyć w tym procesie, bo dotyczy on złego, upadłego świata. Bóg nie może naprawiać czegoś, czego nie stworzył i czego nie zna. Ten nasz świat jest jakby otchłanią istniejąca poza Nim. Nasza ludzka cywilizacja, czyli nasze piekło, istnieje samo w sobie, bez udziału Stwórcy. Stąd logiczny wniosek, że musi być naprawiana bez Jego bezpośredniego udziału. Jego obecność wśród nas zakończyła się w Ogrodzie Eden wraz z upadkiem pierwszych ludzi. Pozostało jednak Jego prawo i zasady oraz ich odziaływania na człowieka, co ja niezmiennie nazywam Opatrznością Bożą. Zatem proces zbawienia świata musi się dokonywać wysiłkami ludzi, Zbawiciela i aniołów. Zło zapoczątkował archanioł Lucyfer i towarzyszący mu jego aniołowie, oczywiście przy współudziale ludzi. Dlatego zbawienie nie może być przeprowadzane przez Stwórcę, ale przez następców tych, którzy stworzyli zło i wprowadzili je do naszej rzeczywistości, to znaczy przez ludzi i aniołów.

 

Najbardziej istotne w tym względzie jest zrozumienie faktu, że zło zostało jakby dołączone do naszego świata już po zakończonym akcie stworzenia. Pisząc to opracowanie chciałem przeciąć wszelkie dywagacje na temat dopuszczenia przez Boga zła do stworzonego przez Siebie dzieła oraz że jest ono wynikiem wolnej woli człowieka. Takie pomysły teologów wzięły się z nieprzemyślanego twierdzenia, że Bóg wszystko wie, a więc zna też zło. Faktycznie, nasz Stwórca wszystko wie, ale to „wszystko” odnosi się do tego, co stworzył. Ponieważ nie stworzył zła, to jest ono poza „wszystkim”, to znaczy poza Nim. Błędne założenie teologów powoduje, że muszą tworzyć karkołomne teorie dotyczące sprzeczności między istnieniem dobrego Stwórcy a istnieniem zła. Jeszcze trudniej przychodzi im sensowna odpowiedź na pytanie, dlaczego Bóg dotychczas je nie zlikwidował. Apogeum tych teorii stanowi twierdzenie, że Ojciec Niebieski, aby zlikwidować czynione przez nas zło, posłużył się ukrzyżowaniem Swego Syna. Tymczasem zabójstwo jest jasno określone jako zło w jednym z Jego przykazań. Dopóki będziemy „oskarżać” Go o takie rzeczy, dopóty będzie to Ktoś nieprawdziwy, niemający nic wspólnego ze Stwórcą naszego świata.

 

Fundamentalnym błędem chrześcijańskiego rozumowania dotyczącego przyczyn istnienia zła jest założenie, że wszystko, co ludzie wymyślą, a potem wprowadzą w życie, musi równocześnie być znane Bogu. Moim zdaniem tak nie jest. Uważam, że ludzie mogą sobie wymyśleć oraz wytworzyć coś niezgodnego z Jego koncepcją stworzenia, coś poza Nim. Chodzi oczywiście o zło. A zatem, czy mechanizm wytworzenia zła przez ludzi i Archanioła mógłby być nieznany Bogu? Czy zło może być „produktem” złego Archanioła oraz ludzi i być nieznane Bogu? Tak, tak właśnie jest.

 

Wolna wola człowieka była tylko płaszczyzną do powstania zła, ale sam upadek spowodowała siła większa niż siła zachowania życia. Moim zdaniem zło powstało przez zmianę kierunku miłości na kierunek przeciwny wobec tego, którą wyznaczył Bóg. Tę zmianę wbrew woli Boga dokonali pierwsi ludzie i Archanioł. To, co zrobiliśmy było nieznane Stwórcy, dlatego po upadku nie mógł odnaleźć Adama. Nie mógł i dalej nie może wprowadzić zła do Swojej świadomości, ponieważ nie ma wiedzy o mechanizmie jego powstania i wprowadzenia w życie, który zastosowali pierwsi ludzie i Archanioł. Jest doskonałym, absolutnym i kompletnym Stwórcą. Nie może zostać uzupełniony, zmodyfikowany lub udoskonalony o nową wiedzę o źle, którego nie miał w Sobie. Doskonały Bóg nie może zostać zmieniony przez niedoskonałych ludzi. Nasze złe działanie nie może mieć wpływu na Niego. Zło było i nadal jest niezgodne z Jego prawem i stanem świadomości.

 

A zatem zło to unikalny „produkt” stworzony samodzielnie przez Archanioła, Adama i Ewę, którzy z tym „produktem” znaleźli się poza Bogiem. Z powodu wytworzenia zła stali się innymi istotami, których Bóg nie stworzył, czyli Szatanem i upadłymi ludźmi. Nastąpiło to już po wprowadzeniu doskonałego planu Stwórcy dotyczącego przyszłego Królestwa Niebieskiego. W Jego koncepcji stworzenia świata nie było miejsca na zło.

 

Jeżeli definitywnie wyeliminujemy z naszego zrozumienia Boga wszelkie zło niesłusznie Go obciążające, to mamy przed sobą ważną i prawdziwą wiedzę o rzeczywistości duchowej. Zaprzestając „oskarżania” Boga o znajomość zła odzyskujemy „czystego” Stwórcę, absolutnie dobrego i doskonałego Ojca Niebieskiego. Takiego nieskażonego naszą wiedzą o źle Stwórcę można kochać z czystym sercem i być pewnym, że ma się do czynienia tylko z samym dobrem i miłością. Jasnym staje się wówczas to, że nasze ziemskie piekło nie pochodzi od Boga. W związku z tym sfera zła niestworzona przez Niego musi kiedyś przeminąć. Wtedy nie będzie już w ogóle zła, a tylko samo dobro.

 

8. Konsekwencje z twierdzenia, że Bóg nie zna zła

 

Podsumowując powyższą analizę, powinienem odpowiedzieć na pytanie: jakie konsekwencje wywołuje stwierdzenie, że Bóg nie zna zła? Odpowiedź brzmi: bardzo istotne konsekwencje. Podaję je poniżej.

 

Stwierdzenie, że Bóg nie zna zła może być szokiem dla tych, którzy wierzą, że Stwórca jest wszystkowiedzący, czyli że panuje nad istnieniem wszelkiej rzeczywistości. Niestety, zakres wszechwiedzy Boga sięga tylko do granicy, w której zaczyna się zło. Za tą granicą jest tylko otchłań, czyli coś, co dla Niego nie może istnieć. Z tego wynika, że poza Bogiem powstała zupełnie nowa, nieznana Mu rzeczywistość. Pocieszające jest tylko to, że ta zła rzeczywistość nie jest wieczna, gdyż tylko to, co stworzył Bóg, jest wieczne.

 

Inne zaskoczenie może wywołać stwierdzenie, że Bóg nie uczestniczy w życiu ludzi na Ziemi. Oznacza to, że choć jest, to jakby Go nie było. W naszym świecie, który nazwałem piekłem, wciąż króluje „pan tego świata”, jak Szatana nazwał Jezus Chrystus. Uznaję za pewnik, że Bóg nie może być w tym samym miejscu, co Szatan, a więc nie ma Go tutaj z nami. Przypisywanie Bogu udziału w życiu świata pod panowaniem Szatana jest bardzo niewłaściwe i oznacza zupełny brak zrozumienia Osobowości Stwórcy.

 

Dlatego dobrze jest zdać sobie sprawę z tego, że Ojciec Niebieski nie obserwuje naszego zachowania, nie ocenia nas na bieżąco i nie czeka po naszej śmierci z karami na tych, którzy zrobili coś niezgodnego z Jego prawami. Nie jest On bowiem naszym dozorcą ani policjantem, ale raczej Ojcem doskonale dobrym i kochającym. Nie dość, że cierpimy w niewoli szatańskiej, to wiele religii „oskarża” Boga o przygotowywanie dodatkowych kar i cierpień dla Swoich dzieci po zakończeniu ziemskiego życia. Trzeba zupełnie nie czuć Serca Naszego Ojca Niebieskiego, aby głosić takie idee. Wszelkie kary i cierpienia odczuwane po wejściu do świata duchowego są naszymi wyrzutami sumienia, gdy zdamy sobie sprawę ze swoich błędów i grzechów popełnionych w życiu fizycznym.

 

Najtrudniej zrozumieć fakt, że Bóg nie zna zła, w przypadku analizy misji Jezusa Chrystusa. Dotyczy to twierdzenia chrześcijan, że Bóg zesłał Swojego Syna, aby przez męczeńską śmierć na krzyżu zgładził nasze grzechy. Takie przekonanie jest kolejnym przykładem zupełnego niezrozumienia Osobowości Stwórcy. Muszę teraz jeszcze raz powtórzyć słowa zawarte w moim opracowaniu w rozdziale o Jezusie Chrystusie: „Jak Bóg, Twórca przykazania „nie zabijaj”, mógł się posłużyć krwawą ofiarą, a właściwie morderstwem, jako metodą na zbawienie świata?! Przecież Jezus nie mógł sam siebie zabić, ale musieli tego dokonać ludzie. W żadnym wypadku morderstwo dokonane przez ludzi, dzieci Boga, nie może być narzędziem w ręku Boga. Idea zbawienia przez krwawą ofiarę ma charakter pogański i jak wszystko, co pogańskie, jest bardzo odległa od sposobów działania Boga.

 

Zatem chrześcijanie powinni jasno zrozumieć, że to nie Bóg, ale ci, którzy uczestniczyli w powstaniu zła, mają to zło naprawiać. Oznacza to, że za proces odnowy świata są odpowiedzialni aniołowie i ludzie. Powinni oni przywrócić warunki do pojawienia się Syna Bożego. Tak się bowiem działo w całym okresie Starego Testamentu. Umożliwiło to narodzenie się Drugiego Adama, który tak jak Pierwszy nie miał grzechu pierworodnego, czyli nie miał żadnej więzi ze złem.

 

Dzięki poznaniu prawdy o tym, że Bóg nie zna zła, można wreszcie zrozumieć słowa Jezusa: „Boże Mój, Boże Mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27, 46). To wyraz prawdziwego odczucia Jezusa, którego naprawdę opuścił Bóg. Przedtem był On z Jezusem przez całe Jego życie aż do momentu decyzji Jezusa o ofierze odkupienia ludzkości kosztem Swojego życia. Do bezpośredniego pojedynku z byłym Archaniołem Lucyferem Drugi Adam musiał jednak stanąć sam, opuszczony przez Ojca. Kiedyś Pierwszy Adam opuścił Swego Ojca, rozpoczynając proces zła. Wiele tysiące lat potem przyszedł czas, aby to naprawić. Tylko w ten sposób Jezus, Drugi Adam, mógł samodzielnie, bez pomocy Boga, odkupić prawie cały świat duchowy. Dzięki temu umożliwił wszystkim ludziom zerwanie więzi z Szatanem. Równocześnie samemu Sobie mógł zapewnić pozycję Pana „Ogrodu Eden”, a naszym osobom duchowym dał prawo wejścia razem z Nim do sfery duchowej zwanej rajem. Dopiero tam czekał na Niego Ojciec Niebieski.

 

Jeśli jakaś religia dalej twierdzi, że Bóg zna zło lub dopuszcza do jego istnienia, to obciąża Boga czynami Szatana oraz umieszcza Stwórcę razem z Jego przeciwnikiem w tym samym miejscu, czyli w naszym upadłym świecie. To prowadzi do prostego wniosku, że taka religia sprzyja Szatanowi, wspierając go w jego dalszej władzy na Ziemi. Może to spowodować podejrzenie, że taka religia jest wypaczona przez „władcę tego świata” i może pośrednio wspierać jego istnienie. Dodatkowo przypisywaniem Bogu, że obserwuje On nasze zachowanie i czynnie wpływa na nie, jest właśnie tym, co czyni z nami Szatan, a nie Bóg.

 

9. Uwagi końcowe

 

Na koniec dodam jeszcze jedną uwagę związaną z tym, że Bóg nie zna zła i nie ingeruje w życie upadłego świata. Wielu teologów chrześcijańskich, tłumacząc upadek Adama i Ewy, twierdzi, że Bóg dał człowiekowi wolną wolę i dlatego nie zaingerował w kuszenie Lucyfera. Pisałem już o tym powyżej, gdyż rzeczywiście Bóg nie wpłynął na tę sytuację. Problem polega na tym, że ci sami teologowie równocześnie twierdzą, że Bóg ingeruje w nasz upadły świat, to znaczy wpływa na nasze uczynki, a co za tym idzie na naszą wolna wolę. Te dwa twierdzenia nie dają się ze sobą pogodzić. Tylko jasne oddzielenie istnienia Naszego Ojca Niebieskiego od zła tłumaczy właściwie obecny stan świata.

 

Wiem, że powyższe twierdzenia mogą poważnie zakłócić typową wiarę w obecność Boga w naszym świecie, a szczególnie dotychczasowe zrozumienie Opatrzności Bożej. Postawiłem to jednak zrobić, aby pobudzić ludzi do poważnego i skutecznego zastanowienia się na światem, w którym żyją.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wieczność w człowieku  -  ISTOTA.ORG